czwartek, 29 kwietnia 2010

John Flanagan: Ruiny Gorlanu

Informacje ogólne
Wydawca: Jaguar
Rok wydania: 2009
Liczba stron: 350
Wymiary: 135 x 200 mm
ISBN: 978-83-60010-88-4
Cykl: Zwiadowcy (księga 1)
Oprawa: miękka
Tytuł oryginału: Ranger's Apprentice: The Ruins of Gorlan
Tłumaczenie: Stanisław Kroszczyński
Ocena
ocena ogólna: 5/6
fabula: 5/6
stopień wciągania: 5+/6
uczucie własne: 4+/6

Jest to książka dla czytelnika 11+, ale mi się podobała (26), więc dorosłych też zachęcam. Teoretycznie jest to fantasy, ale magicznych postaci jest bardzo niewiele, więc jest to trochę bardziej literatura przygodowa niż fantastyczna. Sięgnęłam po nią pod wpływem Kalio i nie zawiodłam się :)

Książka opowiada o Willu - piętnastoletnim chłopcu z sierocińca, który uczy się na Zwiadowcę. O jego szkoleniu, problemach, przygodach. Styl narracji jest dość specyficzny, może trochę za bardzo wyjaśniający niedomówienia, ale nie przeszkadza to w czytaniu. Powieść szybko wciąga, zaś kiedy się kończy, czytelnik z chęcią sięga po następną część.

Dla mnie główną wadą powieści jest tłumaczenie. Pan Kroszczyński się nie przyłożył i już. Oczekiwałabym, że kto jak kto, ale profesjonalny tłumacz ustrzegnie się pułapki "fałszywych przyjaciół", niestety rzeczywistość okazała się inna. Jest to szczególnie przykre w powieści dla młodzieży, z której młody czytelnik ma się jednak czegoś nauczyć, nie zaś zostać wprowadzony w błąd...
No dobrze, ale czego ja się czepiam. Konkretnie chodzi mi o tłumaczenie chodów koni. Pomińmy nawet to, że tłumacz zamiast kłus pisze trucht, niech mu będzie, da się to przeżyć. No ale już na bzdurne tłumaczenie roku zasługuje fraza:
Oczywiście kusiło go, żeby zmusić Wyrwija do szalonego galopu, nie potrzebował jednak nawet rad Halta, żeby wiedzieć, że takie postępowanie osłabiłoby szanse powodzenia jego misji. Cwał, jak nauczył się jeszcze od Starego Boba, był najkorzystniejszy pod każdym względem - ten właśnie krok pozwalał uzyskać najwyższą średnią prędkość..
Wynika z niego, że cwał jest wolniejszy od galopu i na dodatek koń jest w stanie nim długo biec, co jest totalnym nieporozumieniem. Cwał jest najszybszym chodem konia i możliwym do utrzymania tylko na krótkich dystansach i Flanagan wcale nie twierdzi, że jest inaczej. W oryginale ta fraza brzmi:
The temptation, of course, was to urge Tug into a wild gallop, with Blaze following behind. But Will knew that such a course would be self-defeating. He was moving at the horses' best speed. As Old Bob, the horse trainer, had told him, Ranger horses could maintain a canter all day without tiring.
W tekście występują angielskie nazwy dwóch chodów koni gallop, które pan Kroszczyński niesłusznie przetłumaczył na galop oraz canter, przetłumaczony przez niego na cwał... No cóż... prawidłowe tłumaczenie jest dokładnie odwrotne: gallop to najszybszy koński bieg, czyli cwał, zaś canter to galop. I w ten oto sposób, za sprawą tłumacza, któremu nie chciało się wpisać w google frazy "końskie chody", ani zajrzeć do słownika, przy słowie, którego nie znał, uzyskaliśmy takie pokraczne zdanie... niby nic, ale jednak razi...

Ja wiem, ja się czepiam. Ale skoro uczyć czegoś młodzież, to należy już to robić dobrze, a nie mieszać pojęcia. Skoro w książce ważnym w sumie elementem jest jazda konna, to chyba można poświęcić 15 minut i przeczytać choć podstawowe informacje na ten temat... Mimo tego polecam, ale jednocześnie uświadamiam wszystkich cwał jest szybszy od galopu!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...