Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fabryka Słów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fabryka Słów. Pokaż wszystkie posty

sobota, 14 lipca 2012

Nate Kenyon: Diablo III: Zakon

Informacje ogólne
Wydawca: Fabryka Słów
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 496
Wymiary: 125 x 195 mm
Tytuł oryginału: Diablo III: The Order
Tłumaczenie: Mateusz Repeczko

Ocena
ocena ogólna: 4=/6
fabuła: 4=/6
stopień wciągania: 4/6
uczucie własne: 3/6
Deckard Cain jest ostatnim z potomków Horadrimów. W młodości odrzucił swoje dziedzictwo nie wierząc w opowieści matki i uważając ją za szaloną. Wiele lat później przekonał się, że jednak ona miała rację. Teraz wyrusza na ostatnią walkę ze złem i wydaje się, że nie jest w stanie z nim zwyciężyć.

Kiedy po otwarciu paczki z Fabryki, okazało się, że poza zamówionym pozycjami, otrzymałam także egzemplarz recenzencki Diablo III: Zakon stwierdziłam, że na pewno go nie przeczytam. Nie pociągają mnie jakoś książki pisane pod temat i nie mam do nich przekonania. Niedługo potem przyszedł moment, kiedy musiałam pojechać gdzieś tramwajem, nie chciałam zaś zaczynać żadnej interesującej książki, bo bałam się, że będę ją potem czytać w czasie, który powinnam przeznaczyć na inne czynności. Stwierdziłam więc, że jednak spróbuję, najwyżej popatrzę sobie przez okno. Po 20 minutach lektury okazało się, że nawet nie jest tak źle. Początek okazał się nawet interesujący i stwierdziłam, że kontynuacja lektury ma nawet jakiś sens. Skończyło się na tym, że czytałam tę książkę nawet w domu.
Wbrew moim początkowym obawą książka okazała się nawet interesująca. Nie za bardzo podobał mi się przedstawiony świat, ale ja generalnie nie lubię takich mrocznych klimatów, więc nie ma się czemu dziwić. Momentami książka była nawet dość wciągająca i naprawdę byłam ciekawa co będzie dalej. Zakończenie mnie za bardzo nie usatysfakcjonowało, bo mimo wszystko było dość przewidywalne i nie wyjaśniało wcale kwestii mocy dziewczynki. Ale ogólnie było dobrze.

Może jakoś szczególnie do lektury nie zachęcam. Ale jeżeli ktoś lubi gry "Diablo" to znajdzie w niej wiele odniesień do części pierwszej i drugiej gry zaś główny bohater książki jest także głównym bohaterem trzeciej części gry. Ja osobiście nie grałam w żadną z tych gier, zaś informacje o nich czerpałam z internetu i od kolegów, ale wydaje mi się, że książka powinna być dobrą propozycją dla zagorzałych graczy uniwersum Diablo.

Książkę otrzymałam od wydawnictwa Fabryka Słów.

sobota, 23 czerwca 2012

Faith Hunter: Zmiennoskóra

Informacje ogólne
Wydawca: Fabryka Słów
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 480
Wymiary: 125 x 205 mm
Cykl: Jane Yellowrock (tom 1)
Tytuł oryginału: Skinwalker
Tłumaczenie: Małgorzata Koczańska

Ocena
ocena ogólna: 4+/6
fabuła: 4+/6
stopień wciągania: 4+/6
styl narracji: 5/6
uczucie własne: 4/6
W świecie, gdzie ludzie, wampiry i wiedźmy żyją obok siebie, zaś młode niekontrolowane wampiry stanowią wielkie niebezpieczeństwo, Jane jest łowczynią szalonych wampów. Właśnie pierwszy raz w swojej karierze została wynajęta przez radę krwi z zadaniem zlikwidowania odszczepieńca.
Jane nie jest człowiekiem. Jest zmiennoskóra, umie przybrać postać dowolnego zwierzęcia o zbliżonej masie. Nie wiem, skąd się wzięła, nie zna nikogo takiego jak ona. Kilkanaście lat temu znaleziono ją - nagą dwunastolatkę z całkowitą amnezją. Powoli przypominała sobie kim jest, ale większości wspomnień jeszcze nie odzyskała.
I jest jeszcze Bestia. Dzieli z Jane jedno ciało, choć nie jest jej częścią. W tej chwili dominację ma Jane, ale były czasy, gdy to Bestia dominowała. Jane jest przekonana, że nawet jak na zmiennoskórą jest wyjątkowa. Bestia nazywa ją złodziejką, ale nie chce zdradzić jak zostały połączone. Czy przyjęcie zadania od wampirów, pomoże Jane uporać się z duchami przeszłości?

Zmiennoskórą czytało mi się bardzo przyjemnie. Były momenty, w których naprawdę było mi trudno oderwać się od książki. Podobała mi się dwuosobowa narracja - w postaci człowieka z perspektywy Jane, w postaci pumy oczami Bestii. Z nich dwóch chyba bardziej polubiłam kota, ale obie są sympatyczne. Wszystkim lubiącym urban lub dark fantasy, książkę serdecznie polecam :)

Książkę otrzymałam od wydawnictwa Fabryka Słów.

niedziela, 26 lutego 2012

Olga Gromyko: Wiedźma naczelna

Informacje ogólne
Wydawca: Fabryka Słów
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 528
Wymiary: 125 x 195 mm
Cykl: Wolha Redna (tom 3)
Tytuł oryginału: Верховная ведьма
Tłumaczenie: Marina Makarevskaya

Ocena
ocena ogólna: 4+/6
fabuła: 4/6
stopień wciągania: 4/6
uczucie własne: 5-/6

Wolha się zaręczyła. Oczywiście wybrankiem jest pewien wampir... ten znający jej wszystkie myśli... dosłownie. Trzeba jednak wyjechać z Dogewy aby zgromadzić materiały potrzebne do zdobycia tytułu bakałarza trzeciego stopnia. Naprawdę trzeba? Czy to tylko pretekst do ucieczki, bo perspektywa ślubu coś zepsuła? Jedno jest pewne: każde z nich za bezpieczeństwo drugiego odda życie i nie pozwoli samotnie mierzyć się z niebezpieczeństwem.

Wiedźma naczelna jak wszystkie powieść cyklu, jest książką humorystyczną. Trudno nie uśmiechać się czytając o przygodach W. Redny. Jest to lekka powieść, na takie chwile, kiedy książka ma nam zapewnić relaks bez intelektualnych wyzwań. Potrzebowałam właśnie takiej lektury i Wiedźma spisała się w tej roli doskonale. Książkę serdecznie polecam :)

Książkę otrzymałam od wydawnictwa Fabryka Słów.

sobota, 5 listopada 2011

Peter V. Brett: Wielki Bazar. Złoto Brayana

Informacje ogólne
Wydawca: Fabryka Słów
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 224
Wymiary: 125 x 205 mm
Cykl: Trylogia Demonów (dwa opowiadania)
Tytuł oryginału: Great Bazaar; Brayan's Gold
Tłumaczenie: Marcin Mortka

Ocena
ocena ogólna: 4+/6

Ze względu na osobę autora, książkę tę musiałam koniecznie przeczytać. Dwie powieści Bretta: Malowany człowiek i Pustynna Włócznia tak mnie zachwyciły, że nie było dla mnie po prostu innej opcji. Na podstawie blurba właściwie nie wiedziałam czego się spodziewać i najbardziej przewidywałam, że będzie to zbiór opowiadań, co niestety nie jest do końca prawdą.

Mam co do tej książki bardzo mieszane uczucia. Składa się ona właściwie z dwóch długich opowiadań (chyba jeszcze nie można ich nazwać mini powieściami), scen usuniętych z powieści o Arlenie oraz słownika krasjańskiego i grymuaru runicznego.

Opowiadania są bardzo dobre. Pierwsze z nich - Wielki bazar mówi o wyprawie Par'china do zniszczonej wioski znanego garncarza oraz sposobie w jaki wszedł w posiadanie mapy do Słońca Anocha i dzieje się w czasie jego wypraw do Krasji. Drugie opowiada o wcześniejszym okresie, kiedy Arlen był jeszcze początkującym posłańcem i miał właśnie wyruszyć na swoją pierwszą wyprawę wymagającą rozłożenia przenośnego kręgu. Okazało się jednak, że inny posłaniec zaniemógł i opiekun Arlena musiał odbyć dziesięcionoclegową wyprawę na dodatek z ładunkiem piorunowych patyczków, czyli środka, który może wybuchnąć przy każdym większym wstrząsie. W trakcie tej wyprawy młodzieńca spotykało wiele przygód, których ukoronowaniem było zetknięcie ze śnieżnym demonem, o którym do tej pory słyszał tylko legendy.

Usunięte sceny to część która mi się nie podobała. Zawiera ona dwie usunięte sceny - pierwsza mówi o dzieciństwie Arlena i tę czytało się dobrze. Druga - Pobita Brianne - opowiada o konfrontacji Leeshy z Brianne i czytało mi się ja bardzo słabo. Jest to scena usunięta z rozdziału trzynastego Malowanego człowieka, którą to powieść czytałam półtora roku temu. Oznacza to, że nie pamiętałam jej na tyle dokładnie, aby wiedzieć kto to jest Brianne, nie wspominając już nawet o jej konflikcie z Leeshą. Czytanie tej sceny w oderwaniu od powieści było dość nieciekawym doświadczeniem i lepiej by było, jakby to był dodatek do Malowanego, który czytelnik mógłby sobie doczytać (lub nie) zaraz po lekturze powieści, nie zaś fragment osobnej książki wydanej sporo później niż proza, z której został wycięty.

Reasumując książkę polecam dość umiarkowanie i tylko miłośnikom Bretta. Można ją spokojnie przeczytać przed Pustynną włócznią (nie zdradza nic z jej fabuły) i jest to miła lektura na jeden wieczór i co jest w sumie chyba główna wada tej książki: jest po prostu bardzo krótka ;)

Książkę otrzymałam od wydawnictwa Fabryka Słów.

wtorek, 18 października 2011

Martyna Raduchowska: Szamanka od umarlaków

Informacje ogólne
Wydawca: Fabryka Słów
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 392
Wymiary: 125 x 195 mm

Ocena
ocena ogólna: 4+/6
fabuła: 4+/6
stopień wciągania: 4+/6
uczucie własne: 4+/6

Sięgnęłam po tę książkę ze względu na blurba:
Medium ma w życiu przerąbane.
Medium, które nie chce być medium, ma przerąbane w dwójnasób.
Medium bez powołania, za to z awersją do duchów, ma przerąbane wzdłuż, wszerz i naokoło.
[...]
Postawmy sprawę jasno - Ida nie ma Pecha. To Pech ma Idę.
oraz przeświadczenia (nie pytajcie mnie skąd ono mi się wzięło, bo nie wiem), że jest to proza rosyjska, co jest dla mnie ostatnio argumentem "za". Książka okazała się powieścią polską, ale było to jedyne rozczarowanie jakiego doznałam w jej przypadku :)

Szamanka od umarlaków opowiada o przygodach Idy - dziewczyny pochodzącej z magicznej rodziny, która sama jednak czarownicą nie jest. Ida pragnąc prowadzić w końcu normalne życie, wyprowadza się na studia do Wrocławia. Niestety zaraz po przyjeździe do akademika jej talent medium znów się ujawnia, potem zaś jest tylko gorzej... Z pomocą przychodzi jej, mieszkająca w tym mieście, ciotka, która zostaje jej nauczycielką. Ida musi się naprawdę jeszcze wiele nauczyć, a czasu jest mało, bo krewna kiedyś w końcu musi odejść. Kiedy zaś okazuje się, że Ida jest szamanką od umarlaków, jej życie staje się jeszcze ciekawsze...

Szamankę czytało mi się bardzo dobrze. Jest to fantastyka humorystyczna, a ja generalnie lubię tego typu pozycję. Styl narracji sprawia, że trudno się przy niej nie uśmiechać. Książka kończy się w taki sposób, że aż się prosi o kontynuację, która prawdopodobnie będzie. Wydawca napisał mi, że autorka aktualnie pisze, tak więc do wydania zapewne jeszcze daleko, ale szanse na to są :) Ja z chęcią po nią sięgnę, kiedy się ukaże. Zaś Szamankę polecam wszystkim, którzy lubią fantastykę humorystyczną oraz rozmowy z duchami, bo tych w tej książce jest co niemiara :)

Książkę otrzymałam od wydawnictwa Fabryka Słów.

czwartek, 29 września 2011

Simon R. Green: Łabędzi śpiew

Informacje ogólne
Wydawca: Fabryka Słów
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 228
Wymiary: 125 x 205 mm
Cykl: Nightside (tom 3)
Tytuł oryginału: Nightingale’s Lament
Tłumaczenie: Mateusz Repeczko

Ocena
ocena ogólna: 5-/6
fabuła i pomysł: 5-/6
stopień wciągania: 5-/6
styl narracji: 5/6
uczucie własne: 4+/6

Łabędzi śpiew to kolejna część przygód Johna Taylor - prywatnego detektywa, który ma dar odnajdywania rzeczy i bardzo potężnych wrogów. Początkowo Taylor ma położyć kres sabotażom w największej elektrowni zasilającej Nightside. Można powiedzieć, że mu się to udaje, aczkolwiek sam przez to pakuje się w niezłe kłopoty.
Jednak problem w elektrowni to tylko prolog. Prawdziwym zadaniem dla naszego detektywa jest upewnienie się, że córka pewnego bankiera jest bezpieczna i szczęśliwa. Zadanie wydawałoby się zdecydowanie za proste dla Taylora, gdyby nie to, że dziewczyna jest wschodzącą gwiazdą sceny, przez której śpiew ludzie popełniają samobójstwa! Zdecydowanie coś jest tu nie tak, nawet jak na standardy Nightside.

Łabędzi śpiew czytało mi się bardzo dobrze. Po tym jak sprawa elektrowni zakończyła się po jednym rozdziale, trochę się bałam, że będzie to zbiór opowiadań, a nie powieść, ale na szczęście okazało się inaczej. Uważam, że ten rozdział powinien być zatytułowany jako prolog i wtedy nikt nie miałby takich jak ja wątpliwości.
Sprawa Rossignol, która zajmuje resztę książki, jest mocno pokręcona, ale dzięki temu bardziej interesująca. Czytelnik zdobywa kilka kolejnych informacji na temat Nightside, a także samego Johna Taylora... i trzeba przyznać, że jest on coraz bardziej interesującą osobą.
Wszystkim, którzy polubili tego detektywa o bardzo złej reputacji, książkę serdecznie polecam, zaś wszystkich innych ponownie zachęcam do sięgnięcia po Coś z Nightside.

Książkę otrzymałam od wydawnictwa Fabryka Słów.

piątek, 9 września 2011

Mark Del Franco: Rzeczy niekształtne

Informacje ogólne
Wydawca: Fabryka Słów
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 384
Wymiary: 125 x 195 mm
Cykl: Connor Grey (tom 1)
Tytuł oryginału: Unshapely Things
Tłumaczenie: Jarosław Grzędowicz

Ocena
ocena ogólna: 4/6
fabuła: 4/6
stopień wciągania: 4+/6
uczucie własne: 4/6

Rzeczy niekształtne dzieją się w świeci, na którym na początku XX w. pojawiły się magiczne istoty m.in. wróżki, elfy, chochliki i druidzi. Akcja dzieje się w Bostonie, przede wszystkim zaś w Weird - jego dzielnicy zamieszkiwanej głównie przez fata (wspólna nazwa dla wszystkich magicznych istot). Głównym bohaterem jest Connor Grey - druid, niegdysiejsza gwiazda Gildii, czyli instytucji zajmującej się przestępstwami pomiędzy fata. W wyniku nieszczęśliwego wypadku stracił on większość swoich zdolności i teraz jest policyjnym konsultantem do spraw magicznych istot (zwykła policja zajmuje się tymi sprawami fata, którymi nie chce zajmować się Gildia).

Rzeczy niekształtne opowiadają o śledztwie w sprawie cotygodniowych morderstw wróżek z Weird. Connor podejrzewa, że jest to jakiś rytuał, jednak nie umie znaleźć żadnego pasującego do zgromadzonych śladów. Psychiczny zapach unoszący się nad miejscem zbrodni jest dziwny i niepasujący do żadnego rodzaju fata, pewne tropy wskazują nawet na człowieka, ale wydaje się to mało prawdopodobne.

Gdybym czytała tę książkę przed Czymś z Nightside pewnie oceniłabym ją wyżej. Styl narracji jest jednak z jednej strony jakby podobny, z drugiej zaś do pięt nie dorasta powieści Greena i dlatego mając ją świeżo w pamięci nie byłam w stanie postawić wyżej oceny.
Jest to książka, którą czyta się dobrze. Istoty paranormalne przedstawione są w nietypowy sposób, zakończenie zaś jest dość zaskakujące. Osobom lubiącym urban fantasy i paranormalne śledztwa umiarkowanie polecam.

Książkę otrzymałam od wydawnictwa Fabryka Słów.

niedziela, 4 września 2011

Simon R. Green: Istoty światła i ciemności

Informacje ogólne
Wydawca: Fabryka Słów
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 218
Wymiary: 125 x 205 mm
Cykl: Nightside (tom 2)
Tytuł oryginału: Agents of light and darkness
Tłumaczenie: Mateusz Repeczko

Ocena
ocena ogólna: 4+/6
fabuła i pomysł: 4=/6
stopień wciągania: 4+/6
styl narracji: 5+/6
uczucie własne: 4+/6

Druga część przygód Johna Taylora, nie urzekła mnie aż tak, jak pierwsza. Nadal zachwycał mnie styl narracji, jednak historia już zdecydowanie mniej. Jakoś nie spodobał mi się pomysł z Nieświętym Graalem i mieszaniem w to wszystko boga, aniołów i ich upadłych przeciwników.
Tym razem Taylor ma za zadanie znaleźć Nieświętego Graala, czyli puchar, z którego pił Judasz podczas ostatniej wieczerzy. Kielich został wyniesiony ze swojego ukrycia pod Pentagonem i trafił do Nightside, co grozi całkowitą zagładą tego miejsca, ponieważ w jego posiadanie chce wejść zarówno armia aniołów jak i diabłów. Oczywiście jest jeszcze wiele innych osób, które pragną go mieć z uwagi na jego potężną moc.
Jeżeli pominiemy kwestie pomysłu, to fabuła prowadzona jest sprawnie i książkę czyta się szybko i z przyjemnością. Dowiadujemy się kolejnych faktów z życia i przeszłości Taylora i razem z bohaterem czujemy frustrację, że tych informacji jest tak mało. Poznajemy bliżej jego tajemnicze możliwości, a także, nie do końca zasłużoną, złą sławę.
Dla wszystkich, którym spodobało się Coś z Nightside, Istoty światła i ciemności są zapewne i tak pozycją obowiązkową, zaś wszystki innym serdecznie polecam pierwszą część tego cyklu. Ja z niecierpliwością oczekuje kolejnej części cyklu, czyli Łabędziego śpiewu, który ma się ukazać jeszcze w tym miesiącu.

Książkę otrzymałam od wydawnictwa Fabryka Słów.

niedziela, 26 czerwca 2011

Simon R. Green: Coś z Nightside

Informacje ogólne
Wydawca: Fabryka Słów
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 224
Wymiary: 125 x 195 mm
Cykl: Nightside (tom 1)
Tytuł oryginału: Something from the Nightside
Tłumaczenie: Mateusz Repeczko

Ocena
ocena ogólna: 5/6
fabuła: 4+/6
stopień wciągania: 5/6
styl narracji: 6/6
uczucie własne: 5+/6

Kojarzycie takie stare filmy z prywatnymi detektywami w nieodłącznych prochowcach? Właśnie taki obraz pojawił mi się przed oczyma, kiedy zaczęłam czytać tę książkę. Skojarzenie to przywołał bardzo szczególny styl narracji, którym pisana jest ta książka i który bardzo mi się podoba. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie, narratorem jest John Taylor - prywatny detektyw, który ma dar odnajdywania każdej rzeczy czy osoby, niezależnie od tego, czy ona chce zostać odnaleziona.

Książka zaczyna się w momencie, w którym do Johna przychodzi Joanna - zrozpaczona matka, której córka uciekła z domu i w żaden sposób nie można jej znaleźć. John jest jej ostatnią deską ratunku, dlatego kobieta jest skłonna zapłacić każdą sumę, aby tylko udało się odnaleźć córkę.
Okazuje się, że trop prowadzi do Nightside – tajemniczego, ukrytego, mrocznego serce miasta, przepojonego złem odbicia Londynu. Nightside to miejsce w którym cały czas panuje noc, spokój i bezpieczeństwo to niezrozumiałe słowa, każdy może liczyć tylko na siebie, a przyjacielem jest ten, kto za często nie próbuje nas zabić. W Nightside nic nie jest tym, czym się wydaje, i choćbyśmy nie wiem jak chcieli, naprawdę nikomu nie można tam ufać.

John Taylor urodził się i wychował w Nightside. W tym mieście w mieście każdy go zna, a przynajmniej każdemu tak się wydaje. John ma dar, dzięki któremu może znaleźć dowolną rzecz, a także zrobić o wiele więcej. W Nightside Taylor wzbudza szacunek, jego mroczna sława poprzedza każdy jego krok, tak, że nawet demony ustępują mu z drogi. Tożsamość jego matki okrywa tajemnica, tak że jest on jedną z zagadek Nightside.
Pięć lat temu John uciekł z Nightside. Uciekł przed sobą, przed tym czym zaczął się stawać, miał dość wiecznego krycia się przed tajemniczymi prześladowcami, którzy od zawsze próbowali go zgładzić. Kiedy jednak zgodził się odnaleźć córkę Joanny i prowadził ją w noc, miał wrażenie, że wraca do domu. Nightside przywitało go oczywiście odpowiednio do swojej reputacji...

Coś z Nightside bardzo mi się podobało. Przygody Joanny i Johna Taylora były interesujące, ale tym, za co pokochałam tę książkę, jest styl narracji. Sposób w jaki napisana jest ta książka jest po prostu genialny! Ja się w nim zakochałam i już. Zakończenie było ciekawe i trzeba przyznać, że zaskakujące. Ze względu na nie, bardzo ciekawa jestem następnej części, którą na szczęście mam także na półce i po którą na pewno sięgnę w najbliższym czasie.
Wszystkich lubiącym mroczne i magiczne miejsca, oraz detektywów w stylu retro, bardzo serdecznie zachęcam do lektury tej książki. Narracja jest genialna, zaś fabuła ciekawa. Po prostu bardzo serdecznie polecam :).

Książkę otrzymałam od wydawnictwa Fabryka Słów.

czwartek, 7 kwietnia 2011

Karina Pjankowa: Z miłości do prawdy

Informacje ogólne
Wydawca: Fabryka Słów
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 520
Wymiary: 125 x 205 mm
ISBN: 978-83-7574-294-7
Cykl: Z miłości do prawdy (tom 1)
Tytuł oryginału: Из любви к истине
Tłumaczenie: Ewa Skórska

Ocena
ocena ogólna: 5=/6
fabuła: 4+/6
stopień wciągania: 5/6
styl narracji: 5+/6 i 3/6 (dialogi)
uczucie własne: 5/6

Zbieram się do napisania tej recenzji od ponad tygodnia i zebrać się nie mogę. Wszystko przez to, że mam dość mieszane uczucia co do tej książki, a szczególnie do jej stylu narracji. Z jednej strony ksiażka bardzo mi się podobała, a z drugiej miałam czasem ochotę zgrzytać zębami. Ale może po kolei.

Z miłości do prawdy opowiada o śledczej Straży Królewskiej miasta Illeny, stolicy Erolu, Rinnelis Tyen. Jest ona osobą bardzo skrupulatną, całkowicie nieprzekupną i nie ulegającą naciskom. Z tego też powodu zostaje wyznaczona do śledztwa w sprawie zabójstwa córki księcia Ayrela, w którym głównym podejrzanym jest pewien kahe (rasa nieludzia).
Kahe okazuje się twardym orzechem do zgryzienia i trudno jest zmusić go do złożenia zeznań. Właściwie śledczej pomaga przypadek, potem zaś wydarzenia toczą się całkiem niespodziewanym torem.

Styl narracji tej książki jest strasznie nierówny. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie, ale narratorzy się zmieniają. Najczęstszym narratorem jest śledcza, ale spora część osób, z którymi się spotyka, dostaje także swoje kilka akapitów. Ten sposób narracji bardzo mi się podobał, poszczególne fragmenty zachodzą na siebie czasowo, więc czytelnik częstokroć ma szansę zobaczyć jedno wydarzenie oczyma więcej niż jednej postaci.
Z drugiej strony dobiły mnie dialogi. Jest w nich strasznie dużo niepotrzebnych wtrętów. Na przykład:
-Kiedy się poznali? - przeszłam do rzeczy.*
-Dziękuję, możesz odejść - zakończyłam rozmowę.*
W części dialogów jest mnóstwo tego nadmiaru i właśnie w takich momentach zgrzytałam zębami. To zmienianie narratorów jest takie fajne, ale te dialogi psują odbiór całości :(

Podoba mi się postać śledczej, która okazuje się nie do końca taka, jaka wydaje się być na początku. Poznajemy ją jako żmiję, zimnego gada, który zrobi wszystko, aby rozwiązać sprawę. Później dopiero okazuje się kim naprawdę jest...

Rinnelis Tyen była wyjątkową żmiją – tak brzmiała opinia każdego, kto miał okazję rozmawiać z nią choćby dziesięć minut. Wręcz niewiarygodne, że taka mieszanka uporu, niezachwianej pewności o własnej racji, lodowatej obojętności i sadyzmu może się pomieścić w istocie płci żeńskiej, która niedawno skończyła dwadzieścia lat. A wszystkie te cechy były uzupełnione idealną znajomością prawa i potężnym darem magicznym.
[..]
Pisanie skarg na Rinnelis Tyen było zupełnie beznadziejną sprawą – zawsze działała w sposób absolutnie poprawny, nigdy nie naruszała litery prawa, nigdy nikomu nie pobłażała. Tam, gdzie należało dokonać wyboru między wymogami moralności i prawa, lare Tyen bez wahania wybierała prawo. Nawet, gdy miała absolutną pewność, że naruszenie prawa zadośćuczyni zwykłej ludzkiej sprawiedliwości i nikt się o niczym nie dowie, lare nigdy nie łamała prawa. Czasem wydawało się, że nie jest żywym człowiekiem, lecz jakimś potwornym mechanizmem, który wykonuje swoje zadania, nie odczuwając żadnych emocji.
*

Fabuła mi się bardzo podobała, choć brakowało mi jakiegoś wprowadzenia do przedstawianego świata. Niby jakieś wprowadzenie było, ale długo czułam, że ja tak naprawdę nie wiem o co w tym świecie chodzi i nadal nie czuję się usatysfakcjonowana uzyskanymi informacjami. Akcja jest dobrze prowadzona i nie ma dziur, ale chciałabym, żeby książka skończyła się na pięćsetnej stronie (nie, nie zaglądajcie na nią, bo sobie zepsujecie całą zabawę), bo zakończenie mi się bardzo, ale to bardzo nie podoba. Właśnie ono jest dla mnie głównym minusem fabuły.

Z miłości do prawdy jest, podobnie jak poprzednia książka autorki, powieścią humorystyczną. Czytelnik śmieje się z sytuacji i przemyśleń bohaterów (szczególnie z konfrontacji myśli jednych osób z myślami drugich). Niestety Prawa i powinności są książka sporo lepszą. Mam jednak nadzieję, że kolejne książki autorki dorównają jej debiutowi. W każdym razie ja na pewno zamierzam je przeczytać, bo bardzo odpowiada mi humor Pjankowej.

Książkę polecam osobą lubiącym się pośmiać przy lekturze i umiejącym przymknąć oko na niedopracowane dialogi. I może należy ją czytać przed Prawami, aby mieć mniejsze wymagani i cieszyć się tym co jest, nie zaś żałować, że nie jest tak dobrze, jak mogło.

Książkę otrzymałam od wydawnictwa Fabryka Słów.
*strony (w kolejności) 60, 61, 11-14

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...