wtorek, 14 czerwca 2011

Donna Woolfolk-Cross: Której imię wymazano

Informacje ogólne
Wydawca: Książnica
Rok wydania: 2000
Liczba stron: 432
Wymiary: 155 x 230 mm
Tłumaczenie: Alina Siewior-Kuś
Czyta*: Blanka Kutyłowska

Ocena*
ocena ogólna: 5+/6
fabuła: 5/6
stopień wciągania: 5+/6
uczucie własne: 6/6


Długo zastanawiałam się jak napisać o tej książce: przyjąć założenie z blurba, czy jednak zrobić to całkowicie inaczej. W końcu ta druga alternatywa zwyciężyła. Powodem jest to, że zarówno blurb, jak większość recenzji zdradza zakończenie tej opowieści. Nie można powiedzieć, że jest to typowy spoiler i ja doskonale rozumiem dlaczego tak się dzieje, jestem jednak pewna, że lepiej by mi się czytało tę książkę, gdybym nie miała tej wiedzy. Czy bym po nią sięgnęła to sprawa kompletnie inna, niestety obawiam się, że tak by się nie stało. Tak więc tych, którym moja recenzja wyda się dostatecznie zachęcająca, przestrzegam przed blurbem i szukaniem innych informacji w sieci (bo większość z nich zdradza zakończenie), inni zaś niech sobie jeszcze coś niecoś na ten temat poczytają, może mimo wszystko temat ich zainteresuje. Z powyższych przyczyn nie podaję oryginalnego tytułu tej angielskiej powieści, ani alternatywnego polskiego, bo za dużo zdradzają. Nie jest problemem je znaleźć.

Której imię wymazano opowiada o dorastaniu i dorosłym życiu Joanny - córki kanonika i siłą nawróconej za chrześcijaństwo Saski. Joanna była najmłodszą z trójki rodzeństwa i jedyną dziewczynką w rodzinie. Dlatego też to z nią matka dzieliła sekret opowieści o swoich bogach, którego bała się powierzyć synom.
Jest IX wiek, wczesne średniowiecze w Europie. Analfabetyzm jest powszechny i akceptowany. Tylko księża i nieliczni świeccy umieją czytać i pisać. Wykształcona kobieta to kuriozum, coś przeciwnego naturze. Pęd Joanny do wiedzy drażni jej ojca, dziewczyna musi ukrywać przed nim swoje umiejętności. Czy w takich warunkach są jakiekolwiek szanse na to, aby mogła zostać uczonym?

Której imię wymazano łączy w sobie sprawnie napisaną historię z opisem średniowiecznych realiów. Fabuła jest dobrze skonstruowana i wciągająca, tak że naprawdę trudno się od tej książki oderwać. Moim zdaniem książka jest genialna i warta polecenia każdemu. Na mój zachwyt może trzeba spojrzeć przez pryzmat faktu, że ja generalnie książki historyczne lubię, ale niezależnie od tego serdecznie ją polecam wszystkim :)

Jednym minusem książki jest tłumaczenie, które jest nie tyle złe, co nie wiarygodne. W książce jest fragment, w którym Joanna podaje się za mężczyznę i jej sekret zna jeden człowiek z jej otoczenia. W tym kawałku wszystkie prywatne rozmowy między nimi są przetłumaczone z żeńskimi końcówkami (w angielskim nie ma odmiany czasowników przez osoby), co wydaje mi się bardzo niewiarygodne. Wielokrotnie bohaterowie nie mają pewności czy ktoś ich przypadkiem nie usłyszy i rozmawianie w ten sposób wydaje się całkowicie niepotrzebnym ryzykiem (wystarczy jedno podsłuchane słowo), zaś, że Joannie, za podawanie się za mężczyznę, groziła śmierć (prawdopodobnie w męczarniach). Dlatego też uważam, że tłumaczenie w tym miejscu jest dość niefortunne.

Pomijając jednak ten drobny minus, książka jest znakomita. Bardzo szybko wciąga i zmusza do dalszego zgłębianie treści. Autorce, w zgrabny sposób, udało się wpleść w fabułę wątek romansowy, który dodaje całości pikanterii. Choć można by powiedzieć, że był on nieodzowny, aby historia skończyła się tak, jak skończyć musiała, czyli zgodnie z informacjami zawartymi w źródłach.
Na końcu książki mamy jeszcze posłowie, w którym autorka wyjaśnia, które z wydarzeń nie były całkowicie zgodne z prawdą historyczną i motywuje swoje przekonanie, co do istnienia jednej z przedstawionych postaci historycznych. Ja osobiście jestem skłonna całkowicie w to uwierzyć.

Której imię wymazano to książka naprawdę warta przeczytania. Moim zdaniem każdy, kto lubi książki historyczne, powinien koniecznie po nią sięgnąć. Ja już sama nie wiem, jak mam wyrazić zachwyt dla tej książki, ale wierzcie mi, że jestem nią oczarowana. Po prostu bardzo, bardzo polecam :)

*Książki słuchałam.

niedziela, 12 czerwca 2011

Wyniki zakładkowej rozdawajki i słów kilka

Na początek chciałam was wszystkich przeprosić za to opóźnienie z wynikami, ale po prostu z powodu kłopotów z oczami nie siadałam w poprzedni weekend do komputera. Mam nadzieję, że mnie zrozumiecie.
Z oczami powoli wychodzę na prostą, moje początkowe leczenie się samodzielne nie było najlepszym pomysłem i dlatego tyle to trwało :/ Po kuracji zaleconej prze okulistę jest dużo lepiej :) Mam nauczkę, że nie należy się samemu leczyć :P

Przechodząc do meritum sprawy, przedstawiam listę zwycięzców. Obok nicku znajduje się numer wygranej zakładki. Do wszystkich z tej listy za 5 minut wyślę maila, więc jakby ktoś z tej listy ode mnie maila nie dostał, to niech da mi znać.

A oto lista:
Agaton 12
Agnes 30
Aneta 21
Angelika 5
Aspartate 3
Beatrix73 28
Elziutka 22
Eprilway (anonim) 7
Grendella 15
Hadzia 29
Hiliko 19
Ileana 9
Iza 16
Kalio 24
Katee 13
Kornwalia 2
Ksiazkowiec 20
Ksiazkowo 27
LadyBoleyn 11
Madmad 1
Madzia 8
Mariola 18
Moreni 6
Niedopisanie 25
Noelka 10
Vivi22 14
Ysabell 17

Zwycięzcom serdecznie gratuluję i mam nadzieję, że zakładki się spodobają :)

sobota, 11 czerwca 2011

Gail Z. Martin: Krwawy Król

Informacje ogólne
Wydawca: Dwójka bez sternika
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 528
Wymiary: 135 x 205 mm
Cykl: Kroniki Czarnoksiężnika (tom 2)
Tytuł oryginału: Blood King
Tłumaczenie: Marta Koniarek

Ocena
ocena ogólna: 5-/6
fabuła: 4+/6
stopień wciągania: 5/6
uczucie własne: 5/6

W drugim tomie o przygodach Trisa akcja minimalnie zwalnia. Nadal jest bardzo wciągająca i było mi bardzo trudno się od niej oderwać, ale autorka wplata o wiele więcej opisów. Krwawy król rozwiał kilka moich wątpliwości powstałych w pierwszej części, choć sprawy Sadena nie wyjaśnił, więc zmuszona jestem zadowolić się własną teorią na ten temat ;)

W Krwawym królu poznajemy niewyobrażalne okrucieństwo i jednocześnie głupotę Jareda, które obracają przeciw niemu mieszkańców Margolanu. Obserwujemy szkolenie Trisa w Stowarzyszeniu Sióstr, które postanowiły albo przygotować go dobrze do starcia z mrocznym magiem, albo zabić, jeżeli okaże się niedostatecznie gotowy. Romanse zapoczątkowane w Przywoływaczu są kontynuowane, choć Carina ma trudności z zaakceptowaniem swoich uczuć. Czas szybko mija i miesiąc Głogu przybliża się nieubłagania, a wraz nim ostateczne zwycięstwo lub ostateczna klęska. I choć wszyscy od początku wiedzą, że całkowita klęska raczej nie wchodzi w grę (w końcu ten cykl ma kolejne tomy), to pytanie kogo będzie trzeba poświęcić, aby wygrać w tej grze...

Podobał mi się sposób przedstawienia w tej książce wampirów. Z jednej strony są to istoty żądne krwi, choć zwykle jeleniej, posiadające nadnaturalną szybkość i wytrzymałość i ogromną zdolność regeneracji, z drugiej wielu z nich ,nawet po swoim przemienieniu, czynnie uczestniczy w życiu swoich bliskich i w części krain związki wampira ze śmiertelnikiem są całkowicie akceptowane.
Przyznam się wam, że kiedy w Przywoływaczu zorientowałam się, że autorka wprowadziła wampiry, zaczęłam być mocno sceptyczna, ale okazało się, że niepotrzebnie. Moim zdaniem wampiry w tej książce nie rażą i ładnie komponują się z resztą świata, co zapisuję jako duży atut tej książki. Ciekawa wydaje mi się religia podstawionego świata - wszystkie krainy wierzą w Panią, ale każda z nich w inny jej aspekt. Są cztery aspekty jasne i cztery ciemne, choć generalnie w książce bogini przedstawiana jest jako bóstwo dobre, które we wszystkich swoich aspektach sprzyja głównym bohaterom.

Książkę czytało mi się bardzo dobrze, częstokroć z zapartym tchem. Fabuła, podobnie jak poprzednio, nie zachwyca oryginalnością, ale rekompensuje nam to z nawiązką wciągalność tej książki. Krwawy król to lekkie fantasy na letni wieczór, choć może lepiej napisać, że na letni weekend, bo na wieczorze może się nie skończyć ;) Polecam jako dobrą odskocznię od codziennych spraw :)

Książkę otrzymałam od wydawnictwa Dwójka bez sternika.

wtorek, 31 maja 2011

Podsumowanie maja 2011

W maju opisałam rekordowo mało książek, bo tylko sześć. Mam nadzieję, że mimo mojego braku czasu, będzie to raczej wyjątek i chociaż do ośmiu-dziesięciu będę dochodzić, jednak niczego nie obiecuję.

W tym miesiącu opisałam dwa audiobooki (pocieszam się, że to ich długość przyczyniła się do tak skromnego wyniku), jedną książkę pożyczoną od Ysabell oraz trzy książki recenzyjne (w tym jedną szczotkę).

Książką miesiąca zostaje Przywoływacz dusz za ciekawy świat i wciągającą fabułę.

Maj był miesiącem audiobookowych porażek. Zaczęłam słuchać Chaty wuja Toma, wytrzymałam może godzinę i dałam sobie spokój. Nie wiem, czy to lektor mnie zdenerwował, czy to książka mi się nie podobała, ale słuchać się tego nie dało. Potem pora przyszła na Mariola, moje krople... znowu słuchałam może godzinę i doszłam do wniosku, że to nie dla mnie, choć tym razem nie była to na pewno wina lektora. Trzecie podejście to książka Kolebka nawigatorów Borchardta i znowu brak zainteresowania tematem. Za czwartym razem się udało, ale książka była zbyt mało interesująca, aby słuchać jej leżąc z kompresami na oczach*, więc zaczęłam znów poszukiwania. Najpierw sięgnęłam po Zwodniczy punkt Browna, ale lektor mnie pokonał, drugi strzał był tym razem celny, bo Której imię wymazano okazała się bardzo interesującą książka.

Mam nadzieję, że czerwiec będzie bardziej obfity w lektury i z tą nadzieją w sercu żegnam Was aż do weekendu, kiedy to planuję najbliższą recenzję :)

*jak pisałam przy stosiku, przemęczyłam sobie oczy i muszę być dla nich obecnie bardzo miła ;)

wtorek, 24 maja 2011

Stieg Larsson: Zamek z piasku, który runął

Informacje ogólne
Wydawca: Czarna Owca
Rok wydania: 2009
Objętość: 800 strony, 181 tys. słów
Wymiary: 135 x 210 mm
Cykl: Millennium (tom 3)
Tytuł oryginału: Luftslottet som sprängdes
Tłumaczenie: Alicja Rosenau
Czyta*: Krzysztof Gosztyła
Ocena*
ocena ogólna: 5/6
fabuła: 5/6
stopień wciągania: 5+/6
uczucie własne: 4+/6

Tym razem wrażenia bardziej na bieżąco, bo tylko z kilkudniowym poślizgiem ;)
Podobnie jak w poprzedniej części przeszkadzały mi opisy czynności związane z komputerem, ale poza tym było dużo lepiej. Książka była zdecydowanie bardziej wciągająca niż część druga. Można wręcz powiedzieć, że moja melanżowa chusta dużo jej zawdzięcza. Zapewne gdyby Zamek był mniej wciągający, chusty byłoby o wiele mniej ;) Jednak zdecydowany wpływ na dużo większą wciągalność Zamku miało to, że akcja została zawiązana w Dziewczynie, więc nie był konieczny żaden wstęp.

Nad fabułą nie będę się rozwodzić, bo (a) łatwo znaleźć coś na ten temat w sieci, (b) książka jest bezpośrednią kontynuacją Dziewczyny, więc trudno coś napisać nie zdradzając zakończenia poprzedniej części.
Książka miała swoje wzloty i upadki, ale ogólnie jest nieźle. Były momenty, w których udało się autorowi mocno mnie zaskoczyć, co odbieram jako duży plus. Bardzo mi się podobało pognębianie pewnego psychiatry, zaś kawałek po zakończeniu głównego wątku lekko mnie zniesmaczył. Jednak przyznać trzeba autorowi, że w sumie ładnie zakończył książkę, choć przez tamtą krótką chwilę myślałam inaczej. Generalnie wszystkim lubiącym książki sensacyjne, Zamek (oczywiście co najmniej po Dziewczynie) serdecznie polecam.

*Książki słuchałam.

niedziela, 22 maja 2011

Mark Barrowcliffe (pseud. M. D. Lachlan): Synowie boga

Informacje ogólne
Wydawca: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2011
Liczba stron:
Wymiary: 125 x 195 mm
Cykl: Synowie boga (tom 1)
Tytuł oryginału: Wolfsangel
Tłumaczenie: Kamil Lesiew

Ocena
ocena ogólna: 4/6
fabuła: 4/6
stopień wciągania: 4+/6
uczucie własne: 4/6

Synowie boga to książka przesycona nordycką mitologią. Samo w sobie nie jest to zarzutem, ale staje się nim biorąc pod uwagę, że książkę ciężko się czyta bez znajomości tejże. Niby są w treści książki drobne wprowadzenia, ale moim zdaniem mogą one co najwyżej pomóc sobie coś przypomnieć, niż wprowadzić czytelnika w nordycki świat bogów. Może ja mam za duże wymagania, ale moim zdaniem przydałby się jakiś wstęp wyjaśniający wzajemne powiązania i charaktery tych bogów... choć z drugiej strony pewnie musiałby być za obszerny, więc może nie mam racji?

Synowie boga to opowieść o bliźniętach, synach boga, których rozdziela królowa czarownic. Jeden z nich trafia na dwór jednego z królów, gdzie wszyscy uważają go za królewskiego syna, zaś prawdę zna tylko jego przybrany ojciec. Drugi wychowuje się wśród wojowniczych wyznawców Odyna, potem zaś zostaje porzucony i przekazany na wychowanie wilkołakowi. Los każdego z nich obserwuje królowa czarownic, przekonana, że ich zadaniem jest obalenie Odyna. Jednak wszystko okazuje się bardziej skomplikowane niż się wydaje...

Książka jest dziwna i poplątana. Na początku mamy mozolne, ponad stu stronicowe wprowadzenie w świat, a dopiero potem książka się rozkręca. Jak już się rozkręci, to gna dość szybko do przodu, aby zwolnić gwałtownie pod sam koniec. A koniec jest tak poplątany i dziwny, że po prostu nie wiem co napisać. Mi w każdym razie to zakończenie się nie podobało.

Książka utrzymywana jest w stylu mitologicznej opowieści, przez co w polskim tłumaczeniu język jest stylizowany na staropolski. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że stylizacja ta jest nieudana. Nie wiem, czy autor w wersji oryginalnej też robił to tak słabo, czy to polski tłumacz się nie popisała, ale wygląda to źle. Stylizacja jest niekonsekwentna i czasami występuje, czasami jej wcale nie ma, a w pozostałych przypadkach jest sztucznie wprowadzana pojedynczymi słowami, które raczej kują w oczy, niż wprowadzają mitologiczny nastrój.

Generalnie polecam bardzo umiarkowanie, mocniej mogę polecić tylko osobom dobrze znającym nordycką mitologię, bo zapewne jest spora szansa, że im ta książka bardziej się spodoba, z tego prostego powodu, że ją lepiej niż ja zrozumieją.

Książkę otrzymałam od wydawnictwa Prószyński i S-ka.

sobota, 21 maja 2011

Gail Z. Martin: Przywoływacz Dusz

Informacje ogólne
Wydawca: Dwójka bez sternika
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 576
Wymiary: 135 x 205 mm
Cykl: Kroniki Czarnoksiężnika (tom 1)
Tytuł oryginału: The Summoner
Tłumaczenie: Marta Koniarek

Ocena
ocena ogólna: 5/6
fabuła: 4+/6
stopień wciągania: 5+/6
uczucie własne: 5/6

Przywoływacz Dusz zainteresował mnie jeszcze na etapie zapowiedzi, zaś po recenzji Pablo stwierdziłam, że muszę go przeczytać. Trudno nie zgodzić się z Podłuchem, że książka ta, mimo dość schematycznej fabuły, jest świetnym kawałkiem fantasy. Ma w sobie to "coś", dzięki któremu trudno się od niej oderwać, zaś po jej skończeniu ma się ochotę na więcej.

Podoba mi się sposób w jaki jest napisany Przywoływacz Dusz. Z jednej strony już po kilku stronach zaczyna się coś dziać, zaś po kilkudziesięciu akcja zaczyna pędzić, z drugiej autorka umiejętnie wplata w tekst informacje o przedstawianym świecie. Dzięki temu nie mamy nudnego wprowadzenia, jednocześnie zaś czytelnik nie ma uczucia, że informacji o świecie jest za mało. Kolejne elementy układanki dopasowują się powoli i wielokrotnie zmuszeni będziemy zweryfikować swoje poglądy na temat świata opowieści, jednak żadna z przyszłych informacji nie jest nam potrzebna do zrozumienia aktualnie czytanych wydarzeń. Wydaje mi się to najlepszym z możliwych sposobem wprowadzenia czytelnika w świat opowieści.

Przywoływacz Dusz opowiada o Martrisie Drayke, drugim synu króla Margolanu, wnuku Bava K'aa - ostatniej Przywoływaczki Dusz. Poznajemy go w Nawiedziny - w dniu, w którym duchy chodzą otwarcie po świecie i każdy może je zobaczyć. Widzenie duchów nie jest dla Trisa niczym niezwykłym, gdyż w odróżnieniu od innych ludzi, jest on w stanie widzieć je zawsze, nie tylko w dzień ich święta. Tego dnia jednak po raz pierwszy dostaje ostrzeżenie od ducha, niebezpieczeństwo czyha ze strony Łapacza Dusz...
Bardzo szybko poznajemy przyrodniego brata Martrisa - Jareda - następce tronu i wielkiego okrutnika. Tris wraz z siostrą Kaity próbują uświadamiać ojcu jakim człowiekiem jest jego pierworodny, niestety król nie chce przyjąć faktów do wiadomości. Wszystko wróży czarną przyszłość królestwa Margolanu. Noc zaś nadejdzie szybciej niż się tego ktokolwiek spodziewa...
O ile Tris jest głównym bohaterem tej książki, o tyle główną bohaterką jest Kiara Sharsequin - następczyni tronu Isencroftu od dziecka zaręczona z dziedzicem Margolanu. Jej kraj jest słynny z tego, że każdy jego mieszkaniec doskonale obchodzi się z bronią i Kiara nie jest wyjątkiem, to księżniczka-wojowniczka. Jest także wybranką Pani - bogini, która pobłogosławiła ją na polu bitwy i oznajmiła, że ma co do niej swoje plany. Nadchodzi czas ich wypełnienia...

Martin umiejętnie splata losy bohaterów budując powiązania, z których części daje szybko poznać czytelnikowi, resztę zaś ukrywa sprawiając nam później duża niespodziankę. Jej świat pełen jest magii jakiej nie znamy i pełnych głębi bohaterów zarówno żywych jak i (nie)umarłych.
W Przywoływacz Dusz widzimy zmagania Trisa z jego nowo odkrytą mocą, która jest tak samo wielka jak nieokiełznana, przerażająca zarówno dla niego, jak i jego otoczenia. Pytanie czy uda mu się opanować swoją magię i ocali świat przez rządami zła jest cały czas otwarte. Dlatego z niecierpliwością czekam na kolejną część cyklu, która w polskich przekładzie ukaże się już 10 czerwca. Wszystkim zaś pragnę polecić Przywoływacz Dusz jako świetny kawałek fantasy, który czyta się bardzo dobrze, błyskawicznie połykając kolejne strony.

Jedyną moją wątpliwość w całej książce, wzbudziły końcowe wydarzenie rozgrywające się po przekroczeniu mostu. Doprawdy nie rozumiem, dlaczego autorka nie wyjaśniła motywacji króla Stadena, albo nie napisała, że to nie król, ale generał stał za wydarzeniami. Mogę sobie wymyślić kilka teorii wyjaśniających wszystko, ale wołałaby o tym przeczytać, a nie zgadywać. No, ale może wyjaśni się to trochę w następnej części? Zobaczymy. Niezależnie od tego książka była bardzo dobra i jeszcze raz pragnę ją wszystkim bardzo polecić :)

Książkę otrzymałam od wydawnictwa Dwójka bez sternika.

środa, 18 maja 2011

Wielka księga opowieści o czarodziejach: Tom 2

Informacje ogólne
Wydawca: Fabryka Słów
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 432
Wymiary: 125 x 205 mm
Tytuł oryginału: The Mammoth Book Of Sorcerer's Tales
Tłumaczenie: Marcin Mortka

Ocena
ocena ogólna: 4/6

Skoro pożyczyłam od Ysabell dwa tomy Wielka księga opowieści o czarodziejach to i drugi tom trzeba było przeczytać. Generalnie prezentował podobny poziom jak pierwszy.
Drugi tom Wielkiej księgi opowieści o czarodziejach składa się z następujących jedenastu opowiadań (obok ocena):

- Darrell Schweitzer: Życie czarownika (To Become a Sorcerer) 3/6
- Ralph Adams Cram: Rue M. le Prince, nr 252 (No. 252 Rue M. le Prince) 3/6
- Ursula K. Le Guin: Kości ziemi (The Bones of the Earth) 4+/6
- A.C. Benson: Zamknięte okno (The Closed Window) 5-/6
- Lawrence Schimel i Mike Resnick: Odarcie z iluzji (Disillusioned) 4+/6
- Esther M. Friesner: W królestwie smoków (In the Realm of Dragons) 4+/6
- Tim Lebbon: Wieczność (Forever) 4/6
- David Sandner: Czarodziej Popiołów i Deszczu (The Wizard of Ashes and Rain) 4+/6
- James Bibby: Ostatnia wiedźma (The Last Witch) 5/6
- Louise Cooper: Ostatnie rytuały (Last Rites) 3+/6
- Peter Crowther: Niekończąca się waśń (The Eternal Altercation) 3+/6

Najbardziej (co zresztą widać z ocen) podobało mi się opowiadanie Ostatnia wiedźma opowiadające o współczesnej nastolatce, która jest ostatnią wiedźma na świecie. Ma z tego powodu prawie same kłopoty i wielokrotnie w dzieciństwie musiała się przeprowadzać z powodu swojego dobrego serca i spełniania marzeń dorosłych. Teraz już wie, że nie należy spełniać tego rodzaju życzeń i wszystko wydaje się w porządku, ale tak nie jest, bo tropem ostatniej wiedźmy zaczyna podążać pewien wścibski dziennikarz...

Zamknięte okno należy pochwalić za ładne budowanie uczucia grozy, Odarcie z iluzji za przewrotny tytuł i swoisty humor, W królestwie smoków zaś za ładne smocze kawałki.
Wypada także wspomnieć o Kościach ziemi, opowiadaniu ze świata Ziemiomorza, które opowiada o tym jak Ogion (nauczyciel Geda) nie powstrzymał trzęsienia ziemi.

Ogólnie nie było źle, ale mogło by być lepiej. Fakt jest faktem, że ja generalnie wolę powieści, ale i tak kilka z tych opowiadań było bardzo słabych, no dobrze napiszę to inaczej, kilka z nich mi się całkowicie nie podobało, może były świetne, tylko czytało mi się je bez przyjemności ;)

Znów ogólnie nie polecam, choć jak wiadomo są gusty i guściki, więc może ta książka was zachwyci? Kto wiem? Dla mnie to pozycja raczej przeciętna.

Książkę przeczytałam dzięki Ysabell, która pożyczyła mi swój egzemplarz, za co serdecznie dziękuję :)

poniedziałek, 16 maja 2011

Stieg Larsson: Dziewczyna, która igrała z ogniem

Informacje ogólne
Wydawca: Czarna Owca
Rok wydania: 2009
Objętość: 704 strony, 158 tys. słów
Wymiary: 135 x 210 mm
Cykl: Millennium (tom 2)
Tytuł oryginału: Flickan som lekte med elden
Tłumaczenie: Paulina Rosińska
Czyta*: Krzysztof Gosztyła

Ocena*
ocena ogólna: 4+/6
fabuła: 4+/6
stopień wciągania: 4+/6
uczucie własne: 4+/6

Bolesne jest pisanie recenzji po dwóch tygodniach po wysłuchaniu książki, bo się już słabo pamięta co się chciało napisać. Nawet miałam wtedy wenę na pisanie tej recenzji tylko czasu brak :( No i wyszło, jak wyszło.
Pamiętam, że szczególnie w początkowej części książki, strasznie mnie coś irytowało (chyba głównie sceny brutalnego seksu). Szczerze to zastanawiałam się mocno, czy nie dać sobie z tą książką spokoju. Zanim jednak zdążyłam podjąć decyzję, zaczęło być bardziej interesująco, więc wysłuchałam jej jednak do końca.
Początkowo książka jest mało interesująca i właściwie chyba pierwsza połowa to wprowadzenie do zasadniczej akcji. Potem zaś wydarzenia tak ruszają z kopyta, że trudno za nimi nadążyć.

Czytałam opinie, że irytujące jest w tej książce wyszczególnianie prozaicznych czynności bohaterów. To mi nie przeszkadzało. Jednak opisy czynności związanych z komputerem, że Mac taki a taki, że program o nazwie itp., doprowadzały mnie do pasji. Nie pamiętam czy tak samo było w Mężczyznach, chyba tak, ale dopiero pod koniec, za to w Zamku, który teraz słucham jest tak na pewno i nadal strasznie mnie to irytuje. Część z tych rozwiązań wydaje się nawet realna, ale sposób opisywania tego doprowadza mnie po prostu do pasji i nic na to nie potrafię poradzić. Mimo tego książkę polecam, tylko przygotujcie sobie na podorędziu od razu ostatnią część tej trylogii, bo Dziewczyna, w odróżnieniu od Mężczyzn, nie jest zamkniętą całością i na pewno będziecie chcieli wiedzieć co wydarzy się dalej.

*Książki słuchałam.

sobota, 14 maja 2011

Orson Scott Card: Wezwanie Ziemi

Dane pierwszego wydania
Wydawca: Zysk i S-ka
Rok wydania: 1995
Dane najnowszego wydania
Wydawca: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 284
Wymiary: 140 x 200 mm
Informacje ogólne
Cykl: Powrót do domu (tom 2)
Tytuł oryginału: The Call of Earth
Tłumaczenie: Edward Szmigiel
Ocena
ocena ogólna: 4+/6
fabuła: 5/6
stopień wciągania: 4/6
uczucie własne: 4+/6

Druga część cyklu Powrót do domu jest zupełnie inna niż pierwsza. Nafai jest postacią prawie marginalną, zaś Card wprowadza mnóstwo innych postaci. Chyba najważniejszym z nowych bohaterów jest Vozmuzhalnoy Vozmozhno zwany Moozh - generał Gorayni.
Wojskowy jest postacią bardzo ciekawą. Z jednej strony jest jednym z najważniejszych generałów imperium Gorayni, z drugiej zaś czuje nienawiść do imperatora i jego ludu. Sam Moozh wywodzi się z plemienia górali Sotchitsiya, którzy za czasów jego pradziadka za przykładem Basiliki oddali władzę kobietą, co przypłacili później podbojem przez imperium Gorayni. W związku z tym Moozh pogardza Basiliką i jej prawami, zaś jego marzeniem jest zniszczyć imperatora i jego imperium. Moozh wierzy, że imperator jest wcieleniem boga, ponieważ od czasów jego młodości bóg przeciwstawia się jego planom. Wielokrotnie sprawiał, że zapominał o swoim świetnym pomyśle i musiał wymyślać go od nowa. Jego życiowym celem stało się przeciwstawianie jego woli.
Postacią, która odegra bardzo ważną rolę w przedstawionych wydarzeniach jest Torstiga - niewolnica, której Naddusza dała wolność jednocześnie skazując na los świętej kobiety. W czasie wprowadzania postaci Spragnionej (tak brzmi jej imię w języku Basiliki) naszły mnie wątpliwości co do spójności przedstawionego świata. Z jednej strony wiemy, że Naddusza jest po prostu rezydującym na orbicie Harmonii komputerem, który, z samej swej istoty, nie może zsyłać na ludzi proroczych wizji. Oczywiście może powodować sny, które się wydają być takimi wizjami, powodując u ludzi działania doprowadzające do "przepowiedzianych" wydarzeń, przecież jednak nie może przewidywać zdarzeń losowych. Zaś w przypadku opisanej wizji Torstigi, moim zdaniem miało miejsce przewidywanie przyszłości:
Pewnego dnia spojrzała na swego pana i zaczęła łkać, a on nie mógł jej uspokoić. Tego samego popołudnia nadzorował budowę wspaniałego nowego domu dla jednego z najbogatszych ludzi w mieście i powalił go kamień, który wyślizgnął się z rąk załogi usiłującej wstawić go na miejsce. Dwóch niewolników połamało sobie kości podczas tego wypadku, a pan Spragnionej upadł na ulicę i został stratowany przez konia.*
Jasne można dorabiać do tego teorię, że to Naddusza spowodował, że ludzie upuścili ten kamień. Można, tylko po co. Scena ta nie ma większego znaczenia dla reszty książki, więc po co wzbudzać w ludziach wątpliwości co do jej spójności? Dla mnie jest to jeden z dwóch powodów, dla których Wezwanie Ziemi podobało mi się mniej niż Pamięci Ziemi. Drugi z powodów jest dość subiektywny. Po prostu po pierwszej części zakładała, że oni już wyruszą, podczas gdy przez całą książkę oni się cały czas do tego przygotowują. Owszem, dzieje się mnóstwo innych rzeczy, można wręcz powiedzieć, że pustynna grupa jest tu zmarginalizowana, no, ale ja chciałam, aby oni już wyruszyli, i co ja na to poradzę, że tak właśnie jest?

Na początku powieści poznajemy wydarzenia rozgrywające się w Basilice. Młodsza córka Rasy dowiaduje się o tragicznej śmierci swego ojca i sama udaje się na poszukiwanie swojej siostry, aby oznajmić jej tę wieść. Kokor bardzo zazdrości starszej siostrze sławy i głosu, co powoduje, że odkrywszy jej naganny postępek, dopuszcza się niespodziewanego czynu.
Tymczasem do Rasy przychodzi żołnierz, który wypuścił z miasta Nafai, i prosi ją o ochronę. Rasa dochodzi do wniosku, że nie jest w stanie go chronić i wysyła go do Gorayni, z listem wyjaśniającym, że pomógł pokonać stronników ich wrogów Potokgavan. W ten właśnie sposób Vozmuzhalnoy Vozmozhno poznaje sytuację panującą w Basilice i postanawia wykorzystać nadarzającą się sposobność.
W tym czasie na pustyni Elemak ma sen, w których Naddusza zsyła mu wizję żon. Po wysłuchaniu tej historii ojciec postanawia, mimo grożącego im niebezpieczeństwa, wysłać trzech z synów do Basiliki. Dwaj starsi chętnie się na to godzą tęskniąc do wygód miasta. Nafai jedzie obrażony na Nadduszę, że to nie jemu zesłał ten sen. W Basilice rzeczywiście odbywają się śluby kilku z ważnych bohaterów, zaś jeden z nich ostatecznie pieczętuje przyszłość miasta.

Biorąc pod uwagę prolog, który opowiada o przyszłości Basiliki na przestrzeni najbliższych lat, tym razem mogę już chyba założyć, że następna część będzie już o podróży. Wreszcie! Tak więc pozostaje mi czekać cierpliwie na kolejną część, tę część polecić zaś tym, którzy lubią nie tylko science-fiction, bo choć moim zdaniem książka ta nadal wpisuje się w ten gatunek, to jest na jego krawędzi.

*strona 149
Książkę otrzymałam od wydawnictwa Prószyński i S-ka.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...