Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podsumowanie miesiąca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podsumowanie miesiąca. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 czerwca 2011

Podsumowanie czerwca 2011

W czerwcu opisałam sześć książek. Z czego jedna była audiobookiem pozostałe zaś to książki recenzenckie. Można więc powiedzieć, że było to bardzo recenzencki miesiąc ;) Jednak książką miesiąca zostaje właśnie rodzynek, czyli Której imię wymazano, choć Green był nie dużo w tyle.

Czerwiec okazał się bardzo skąpy w recenzje. Nie dosyć, że w sumie mało przeczytałam (dziesięć książek jeżeli się oprzeć na datach ocenienia w biblionetce), to na dokładkę miałam utrudniony dostęp do komputera (mówię tu oczywiście o dostępie prywatnym). A wszystko to przez remont. Tak remont, bynajmniej nie przez oczy, bo wychodzi na to, że oczy mnie bolały także przez remont...
Kiedy po skończeniu leczenia kropelkami i cackania się z nimi przez cały czas, okazało się, że wszystko zaczyna się od początku, uciekłam z domu. Można powiedzieć, że dosłownie ;) bo decyzję podjęłam w ciągu 15 minut po upewnieniu się, że ciocia przyjmie mnie do siebie na czas remontu. I tym sposobem od dwóch tygodni z małych hakiem mieszkam u cioci, gdzie niestety nie mam ani komputera ani netu :(
Utrudniło mi to także wysłanie zakładek, bo początkowo wogóle ich z domu zapomniałam, potem zaś miałam problemy z ustaleniem która gdzie mam wysłać. Tak więc przepraszam, ale jeszcze ich nie wysłałam. Najpóźniej zrobię to w przyszłym tygodniu.

wtorek, 31 maja 2011

Podsumowanie maja 2011

W maju opisałam rekordowo mało książek, bo tylko sześć. Mam nadzieję, że mimo mojego braku czasu, będzie to raczej wyjątek i chociaż do ośmiu-dziesięciu będę dochodzić, jednak niczego nie obiecuję.

W tym miesiącu opisałam dwa audiobooki (pocieszam się, że to ich długość przyczyniła się do tak skromnego wyniku), jedną książkę pożyczoną od Ysabell oraz trzy książki recenzyjne (w tym jedną szczotkę).

Książką miesiąca zostaje Przywoływacz dusz za ciekawy świat i wciągającą fabułę.

Maj był miesiącem audiobookowych porażek. Zaczęłam słuchać Chaty wuja Toma, wytrzymałam może godzinę i dałam sobie spokój. Nie wiem, czy to lektor mnie zdenerwował, czy to książka mi się nie podobała, ale słuchać się tego nie dało. Potem pora przyszła na Mariola, moje krople... znowu słuchałam może godzinę i doszłam do wniosku, że to nie dla mnie, choć tym razem nie była to na pewno wina lektora. Trzecie podejście to książka Kolebka nawigatorów Borchardta i znowu brak zainteresowania tematem. Za czwartym razem się udało, ale książka była zbyt mało interesująca, aby słuchać jej leżąc z kompresami na oczach*, więc zaczęłam znów poszukiwania. Najpierw sięgnęłam po Zwodniczy punkt Browna, ale lektor mnie pokonał, drugi strzał był tym razem celny, bo Której imię wymazano okazała się bardzo interesującą książka.

Mam nadzieję, że czerwiec będzie bardziej obfity w lektury i z tą nadzieją w sercu żegnam Was aż do weekendu, kiedy to planuję najbliższą recenzję :)

*jak pisałam przy stosiku, przemęczyłam sobie oczy i muszę być dla nich obecnie bardzo miła ;)

sobota, 30 kwietnia 2011

Podsumowanie kwietnia 2011

Moje czytanie nadal wykazuje tendencję spadkową :( Mam nadzieję, że obecny poziom uda mi się choć utrzymać, bo do powrotu do, jeszcze niedawnej, średniej pietnastu książek na miesiąc nie mam co liczyć w ciągu najbliższego pół roku, a i potem jest to nadzieja wątpliwa.

W kwietniu przeczytałam(/przesłuchałam) dziesięć książek, z czego siedem już opisałam, trzy zaś czekają na maj ;) Wśród siedmiu opisanych książek były aż trzy audiobooki, jedna książka pożyczona, jedna przeczytana na czytniku oraz dwie otrzymane od wydawnictw.

Jednego z opisanych audiobooków nie dosłuchałam, bo miałam go już dość i właśnie Przepowiednia Koontz'a zostaje antyksiążką miesiąca. Natomiast najlepszą książka miesiąca bezkonkurencyjnie zostaje Nadzieja pokonanych Goodkinda, która moim zdaniem jest najlepszą z dotychczasowych części cyklu Miecz Prawdy.

czwartek, 31 marca 2011

Podsumowanie marca 2011

W tym miesiącu opisałam 17 książek, ale 8 z nich było zaległościami z lutego, więc w tym miesiącu z lekturą było raczej dość krucho. W marcu opisałam dwa audiobooki, dwie książki z biblioteki (jeszcze warszawskiej), trzy książki były moje (ale już znalazły nowy dom), zaś pozostałe przeczytałam na czytniku.

W tym miesiącu w moich lekturach zdecydowanie królował Goodkind, przeczytałam cztery jego książki. I także książka miesiąca zostaje Kamień łez jego autorstwa. Podobnie jak poprzednio antyksiążki nie wybieram, bo żadna nie była aż tak zła.

poniedziałek, 28 lutego 2011

Podsumowanie lutego 2011

Luty był miesiącem, w którym moje życie osobiste wywróciło się do góry nogami. Pewien długi rozdział mojego życia został definitywnie zamknięty. Zakończył się także mój pobyt w stolicy i rodowita łodzianka powróciła do Łodzi. Sytuacja ta sprawiła, że zaniedbałam nieco bloga, bo nie miałam po prostu weny na pisanie. Mam nadzieję, że niedługo mi ona powróci.

Po tym krótkim wyjaśnieniu czas przystąpić do właściwego podsumowania. W lutym opisałam 7 książek, przeczytałam dwa razy więcej (mam 7 zaległych recenzji), ale to już wiadomo czemu. Z tych siedmiu książek sześć przeczytałam na czytniku, jedna zaś jest moją pierwszą książką recenzyjną otrzymaną od wydawnictwa.

W ramach poprawiania sobie humoru rozpoczęłam powtórkę z Chmielewskiej. Co prawda opisałam tylko jedną książkę, ale trzy kolejne już czekają na trochę weny. Zapoznałam się z twórczością Kariny Pjankowej i bardzo żałuję, że po polsku są dostępne tylko dwie jej książki: Prawa i powinności, które tak mi się bardzo spodobały i nowość wydawnicza Z miłości do prawdy. Jestem ciekawa, ile książek wydała w Rosji, ale moja nieznajomość języka nie pozwala mi się tego dowiedzieć :(

Na książkę miesiąca zdecydowanie wybieram wspomniane Prawa i powinności, antyksiążki w tym miesiącu wybierać nie będę, bo uważam, że żadna z opisanych przeze mnie książke nie zasługuje na to miano.

środa, 2 lutego 2011

Podsumowanie stycznia 2011

W poprzednim miesiącu opisałam 16 książek, 6 było z biblioteki (z czego jednej nie udało mi się przeczytać), jedna była własna, 2 to audiobooki, zaś pozostałe przeczytałam na czytniku.

Przeczytałam całą Sagę Cienia Carda, tak więc książek z cyklu Endera wydanych po polsku pozostał mi już tylko do przeczytania Ender na wygnaniu. Skończyłam cykle: Złotoskóry (jednocześnie wyczerpując wszystkie książki autorki przetłumaczone na język polski) oraz Percy Jackson i bogowie olimpijscy. Przeczytałam ostatnią z wydanych w Polsce części serii Kampanie Richarda Sharpe'a, kontynuowałam cykle Ziemiomorze, Jeźdźcy smoków z Pern (aktualnie mam przeczytane wszystkie części wydane po polsku) oraz Sagę o Midkemii i Kelewanie.

Zaczęłam cykl Biały Jaguar Arkadego Fiedlera, co było jednocześnie moim pierwszym spotkaniem z tym autorem i szczęśliwie spotkaniem udanym. Poza tym poznałam także twórczość Marcina Bruczkowskiego, co zachęciło mnie do wciągnięcia wszystkich jego książek na listę do przeczytania.
Niewątpliwie miesiąc ten upłynął mi pod znakiem Orsona Scota Carda oraz Robin Hobb. Carda przeczytałam aż cztery książki, Hobb zaś, co prawda dwie, ale w sumie objętościowo były chyba dłuższe niż tamte cztery.

Za najlepszą książkę miesiąca uznaję Złocistego błazna, zaś za antyksiążkę Rogi Tartarusa i Zaklęcie imperium.

piątek, 31 grudnia 2010

podsumowanie grudnia, podsumowanie roku 2010

Dziś ostatni grudnia, pora więc na podsumowanie miesiąca i roku.

Najpierw podsumowanie miesiąca:
W grudniu opisałam 15 książek. 7 z nich to kontynuacje wcześniej zaczętych serii, dwie zaś to początki nowych. Trzy książki wysłuchałam, 8 było z biblioteki, 3 przeczytałam na czytniku (coś strasznie mało w tym miesiącu), zaś jedna była moja własne (niespodzianka, prawda?).
Zrezygnowałam z wysłuchania Hrabiego Monte Christo ze względu na lektora - Marka Bojanowskiego, który czytał tę książkę gorzej niż lektor komputerowy. Żałuję, że musiałam z niej zrezygnować, bo chętnie bym sobie ją odświeżyła (czytałam ją kilka lat temu), może za jakiś czas skuszę się na przeczytanie go na czytniku.
Książką miesiąca zostaje Więzień urodzenia choć miałam pewne trudności z ostatecznym wyborem.
Antyksiążką miesiąca ogłaszam Dzieci umysłu, zaś Arabska żona została tylko minimalnie w tyle.

Teraz część trudniejsza, czyli podsumowanie roku:

Rok 2010 był jednocześnie pierwszym rokiem prowadzenia tego bloga, gdyż pierwszy wpis ukazał się 20 stycznia. Przez pierwsze trzy miesiące wdrażałam się do jego prowadzenia, potem zaś udało mi się rozkręcić. W tym roku napisałam 188 wpisów (łącznie z tym), z których 11 nie było recenzjami, zaś 22 to recenzje "archiwalne" dotyczące książek przeczytanych przed założeniem bloga. Z prostego rachunku wychodzi więc, że w tym roku opisałam 155 świeżo przeczytanych książek, co daje ponad 12 książek miesięcznie i 0,4 książki dziennie.

Wybór książki roku okazał się dość trudny. Po długim biciu się z myślami z finałowej trójki: Królowa Ciemności, Igrzyska śmierci, Tkacz iluzji wybrałam Igrzyska śmierci. Jednak Tkacz iluzji chciałam wyróżnić jako najlepszy zbiór opowiadań, zaś Trylogię Czarnych Kamieni, której ostatnią częścią jest Królowa Ciemności za najciekawszy świat przedstawiony, poruszanie ważnych problemów oraz styl, który nie daje oderwać się od książki. Jednocześnie autorem roku zostaje właśnie Anne Bishop. Poza tym, odkryciem roku stały się dla mnie książki Orsona Scotta Carda, Suzanne Collins, Ewy Białołęckiej, Petera V. Brett'a i Miroslav'a Žamboch, w tej właśnie kolejności.

Z wyborem antyksiążki roku nie mam żadnego problemu i bezkonkurencyjnie zostaje nią Miedziany król, zaś jego autorzy - Marina i Siergiej Diaczenko - zostają antyautorami roku.

Jednocześnie chciałabym życzyć Wam wszystkiego najlepszego w Nowym Roku, spełnienia wszystkich (nie tylko książkowych) marzeń, więcej czasu na czytanie i możliwości przeczytania wszystkich książek, które przeczytać pragniecie. Szczęśliwego Nowego Roku!

środa, 1 grudnia 2010

Podsumowanie listopada 2010

Od tego miesiąca postanowiłam pisać podsumowanie miesiąca. Nie wiem jak długo wytrwam w tym postanowieniu, ale może coś takiego będzie miało sens. Zobaczymy...

W poprzednim miesiącu opisałam* 14 książek. Sześciu z tych książek wysłuchałam, resztę przeczytałam, dwie pochodziły z biblioteki, sześć przeczytałam na czytniku. W listopadzie nie miałam szczęścia trafić na żadną książkę, w której bym się zakochała, choć odkryłam w nim Gabaldon, Grishama i Furey, z którymi znajomość mam zamiar kontynuować.

W listopadzie zrezygnowałam z przeczytania dwóch książek.
Były to:
->Inkwizytor Patricio Sturlese'a - przeczytałam 27%, książka zaś mnie wcale nie wciągnęła, dałam więc sobie spokój, skoro wcale nie jestem ciekawa dalszych losów bohaterów. Po kolejną książkę autora (nawet jakby jakaś została przetłumaczona) na pewno nie sięgnę.
->Zorza północna Philipa Pullmana - początkowo książka nawet mnie wciągnęła, ale potem autor zaczął za bardzo gmatwać opisywany świat, a może odstraszyło mnie wmieszanie do opowieści tamtejszego kościoła? Nie wiem. Faktem jest, że przeczytałam prawie 35% i przestałam mieć ochotę czytać dalej. Może kiedyś spróbuje jeszcze raz (choć jest to wątpliwe), dość prawdopodobne natomiast, że zaryzykuję jeszcze lekturę książki Dobry człowiek Jezus i łotr Chrystus tego autora.

Subiektywnie mam wrażenie, że jakoś nie miałam w poprzednim miesiącu szczęścia z trafianiem w naprawdę dobrą książkę. Ale może to wina jesieni? Skoro jednak tak, to poprawy można by się spodziewać dopiero na wiosnę, więc mam nadzieję, że był to po prostu wyjątkowo niefartowny pod tym względem miesiąc i taka zła passa się już więcej nie powtórzy.

*czasem recenzje ukazują się z pewnym opóźnieniem, z reguły zaś wychodzi jakoś tak, że kilka książek kończę jednocześnie na początku miesiąca, trudno mówić, że je w danym miesiącu przeczytałam, więc dlatego lepiej będę pisać o książkach opisanych

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...