sobota, 21 maja 2011

Gail Z. Martin: Przywoływacz Dusz

Informacje ogólne
Wydawca: Dwójka bez sternika
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 576
Wymiary: 135 x 205 mm
Cykl: Kroniki Czarnoksiężnika (tom 1)
Tytuł oryginału: The Summoner
Tłumaczenie: Marta Koniarek

Ocena
ocena ogólna: 5/6
fabuła: 4+/6
stopień wciągania: 5+/6
uczucie własne: 5/6

Przywoływacz Dusz zainteresował mnie jeszcze na etapie zapowiedzi, zaś po recenzji Pablo stwierdziłam, że muszę go przeczytać. Trudno nie zgodzić się z Podłuchem, że książka ta, mimo dość schematycznej fabuły, jest świetnym kawałkiem fantasy. Ma w sobie to "coś", dzięki któremu trudno się od niej oderwać, zaś po jej skończeniu ma się ochotę na więcej.

Podoba mi się sposób w jaki jest napisany Przywoływacz Dusz. Z jednej strony już po kilku stronach zaczyna się coś dziać, zaś po kilkudziesięciu akcja zaczyna pędzić, z drugiej autorka umiejętnie wplata w tekst informacje o przedstawianym świecie. Dzięki temu nie mamy nudnego wprowadzenia, jednocześnie zaś czytelnik nie ma uczucia, że informacji o świecie jest za mało. Kolejne elementy układanki dopasowują się powoli i wielokrotnie zmuszeni będziemy zweryfikować swoje poglądy na temat świata opowieści, jednak żadna z przyszłych informacji nie jest nam potrzebna do zrozumienia aktualnie czytanych wydarzeń. Wydaje mi się to najlepszym z możliwych sposobem wprowadzenia czytelnika w świat opowieści.

Przywoływacz Dusz opowiada o Martrisie Drayke, drugim synu króla Margolanu, wnuku Bava K'aa - ostatniej Przywoływaczki Dusz. Poznajemy go w Nawiedziny - w dniu, w którym duchy chodzą otwarcie po świecie i każdy może je zobaczyć. Widzenie duchów nie jest dla Trisa niczym niezwykłym, gdyż w odróżnieniu od innych ludzi, jest on w stanie widzieć je zawsze, nie tylko w dzień ich święta. Tego dnia jednak po raz pierwszy dostaje ostrzeżenie od ducha, niebezpieczeństwo czyha ze strony Łapacza Dusz...
Bardzo szybko poznajemy przyrodniego brata Martrisa - Jareda - następce tronu i wielkiego okrutnika. Tris wraz z siostrą Kaity próbują uświadamiać ojcu jakim człowiekiem jest jego pierworodny, niestety król nie chce przyjąć faktów do wiadomości. Wszystko wróży czarną przyszłość królestwa Margolanu. Noc zaś nadejdzie szybciej niż się tego ktokolwiek spodziewa...
O ile Tris jest głównym bohaterem tej książki, o tyle główną bohaterką jest Kiara Sharsequin - następczyni tronu Isencroftu od dziecka zaręczona z dziedzicem Margolanu. Jej kraj jest słynny z tego, że każdy jego mieszkaniec doskonale obchodzi się z bronią i Kiara nie jest wyjątkiem, to księżniczka-wojowniczka. Jest także wybranką Pani - bogini, która pobłogosławiła ją na polu bitwy i oznajmiła, że ma co do niej swoje plany. Nadchodzi czas ich wypełnienia...

Martin umiejętnie splata losy bohaterów budując powiązania, z których części daje szybko poznać czytelnikowi, resztę zaś ukrywa sprawiając nam później duża niespodziankę. Jej świat pełen jest magii jakiej nie znamy i pełnych głębi bohaterów zarówno żywych jak i (nie)umarłych.
W Przywoływacz Dusz widzimy zmagania Trisa z jego nowo odkrytą mocą, która jest tak samo wielka jak nieokiełznana, przerażająca zarówno dla niego, jak i jego otoczenia. Pytanie czy uda mu się opanować swoją magię i ocali świat przez rządami zła jest cały czas otwarte. Dlatego z niecierpliwością czekam na kolejną część cyklu, która w polskich przekładzie ukaże się już 10 czerwca. Wszystkim zaś pragnę polecić Przywoływacz Dusz jako świetny kawałek fantasy, który czyta się bardzo dobrze, błyskawicznie połykając kolejne strony.

Jedyną moją wątpliwość w całej książce, wzbudziły końcowe wydarzenie rozgrywające się po przekroczeniu mostu. Doprawdy nie rozumiem, dlaczego autorka nie wyjaśniła motywacji króla Stadena, albo nie napisała, że to nie król, ale generał stał za wydarzeniami. Mogę sobie wymyślić kilka teorii wyjaśniających wszystko, ale wołałaby o tym przeczytać, a nie zgadywać. No, ale może wyjaśni się to trochę w następnej części? Zobaczymy. Niezależnie od tego książka była bardzo dobra i jeszcze raz pragnę ją wszystkim bardzo polecić :)

Książkę otrzymałam od wydawnictwa Dwójka bez sternika.

9 komentarzy:

  1. Nie czytuję fantasty, ale nie mówię ostatecznie nie...:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdybyś kiedyś chciała wymienić, to pamiętaj o mnie:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wygląda to na takie kanapowe fantasy, idealne jako oddech między poważniejszymi pozycjami z tego gatunku. Taki wniosek przynajmniej wyciągam czytając twoją recenzje :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajne lekkie fantasy:) Zgadam się z Twoją opinią w 100%. Zakończenie jest chyba takie a nie inne z powodu drugiego tomu... mam nadzieję:) W każdym razie książeczka bardzo ładnie relaksuje:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Pisanyinaczej myślę, że to całkiem niezła pozycja na początek :)

    Silaqui co masz na myśli pisząc o poważnych pozycjach w fantasy? W tym gatunku to raczej większość jest "kanapowa", a pytanie jest tylko czy historia jest ciekawa i wciągająca :)

    Podsluch co do zakończenia to ja też mam taką nadzieję :)
    A za linka proszę, wszak nie można się do czegoś odnosić bez linka ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Owszem, ciężko o naprawdę pasjonującą i ambitną fantastykę - wciąż takiej poszukuję i gdy udaje mi się trafić na pozycję głęboko zapadajacą w pamięć, o ddoskonale dopracowanym uniwersum i nie będącą zlepkiem odtwórczo potraktowanych wątków, to jestem mile zaskoczona i od razu zakochuję się w takiej książce. Tak było z Tolkieniem, tak było z Herbertowską Diuną (ach Arrakis...), i tak mam teraz gdy czytam Jordanowskie "Koła Czasu". Co nie zmienia faktu ze takie leciutkie fantasy też przyjemnie poczytać, wlaśnie jako taką odskocznię od światów skłaniających do głębszej refleksji.

    OdpowiedzUsuń
  7. Mnie Tolkien za bardzo nie przypadł do gustu, pozostałych zaś nie znam więc nie będę się wypowiadać.
    Mi w pamięć zapadł mocniej Feist, Bishop i w sumie jeżeli chodzi o oryginalne i dopracowane światy to mi się pomysły skończyły :(
    A Tolkien mimo swojego dopracowanego świata jest za ciężki, więc zamiast się z nim męczyć, wolę usiąść do książki takiej jak "Przywoływacz dusz", gdzie fabuła może nie powala oryginalnością, ale za to dobrze się czyta :) Ale ja chyba nie mam ambicji na czytanie "ambitnych" książek, wolę książki umilające czas :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wygląda na to że mam w sobie coś z masochisty, bo mnie właśnie odpowiada takie "męczenie" się z ksiażką :)
    Poza tym tak naprawdę wszystko zależy od tego, czego od książki oczekujemy: jeśli relaksu to "Przywoływacz Dusz" jest jak najardziej wskazany.
    Choć szczerze mówiąc mnie nawet "Silmarillion" sprawił przyjemnosć :D

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...