
Ta recenzja jest dla mnie recenzją szczególną. Pierwszy raz zdarza mi się pisać recenzję powieści osoby, którą poznałam osobiście, dziewczyny, z którą jadłam nawet obiad, nie przeczuwając nawet, że tak zachwyci mnie jej książka.
Jagoda jest studentką polonistyki, znaną części z Was jako autorka bloga recenzenckiego - biblioteka Edgara. Na blogu pisze co nieco o swojej książce i linkuje także inne jej recenzję, więc jakbyście chcieli coś jeszcze o niej przeczytać, to zapraszam. Poznałam ją, w sumie całkowicie przypadkowo, zaczepiając, jak to ja czasem mam w zwyczaju, na przystanku tramwajowym, ośmielona tym, że podobnie jak ja, miała na ręce polconową opaskę.
Jagoda przedstawiła mi swoją powieść jako romans paranormalny. Właściwie to nie wiem jak wygląda książka tego typu. Może się mylę, ale nadal twierdzić będę, że nigdy jeszcze takiej powieści nie czytałam. Może kiedyś spróbuje, ale chyba jeszcze nie teraz.
Ciężko opisać o czym jest ta książka. Czy jest ona o miłości? Tak, trudno zaprzeczyć. Czy zawiera elementy nadprzyrodzone? Także zaprzeczyć się nie da. Jednak z całą mocą twierdzić będę, że romansem ona nie jest! A romanse (nie paranormalne) jakieś w życiu już czytałam. Jest to chyba ten typ książki, który wymyka się klasyfikacji, uznałabym to jednak zdecydowanie bardziej za zaletę niż wadę. Ta książka jest po prostu niesamowita!
Historia zaczyna się niewinnie. O tyle oczywiście, o ile taka historia może zaczynać się niewinnie. Henry Got ratuje od śmierci dziewczynę, która przypadkiem znalazła się tam, gdzie nie powinna.
„Kiedy dziewczyna ruszyła w stronę oświetlonej klatki schodowej Henry Got pogratulował sobie, że zdążył przed Panem Bogiem. Lubił te gierki z wszechmocną antropomorficzną istotą, bo tak wyobrażali Go sobie ludzie. Niezmienny Pierwszy Poruszyciel, jak nazywał go Arystoteles, już dawno zapomniał o świecie, w którym żył Henry Got.”
Okazuje się, że Zuzanna pod jakimś względem nie jest zwykła dziewczyną. Ma w sobie coś co potrafi w jakiś sposób zmienić wampira. Bo tak, Henry Got jest wampirem. Bardzo starym wampirem. I chce wykreślić ją ze swego życia. I początkowo wydaje się, że mu się udaje. A potem okazuje się, że wszyscy chcą ją zabić. No dobrze, nie wszyscy. Tylko inne wampiry. Tylko te, które się boją.
Ta książka jest bardzo złożona. Kiedy już wydawało mi się, że już zrozumiałam pomysł Jagody, okazywało się, że jednak nie miałam racji. Pewne wątki, początkowo niezrozumiałe, ba! nawet denerwujące, w dalszej części ładnie zazębiły się z całością i nawet przestawały mnie denerwować.
Nie wiem, co jeszcze mogłabym napisać, nie zdradzając za dużo z treści. Wiedzcie tylko, że ja osobiście jestem pod wrażeniem. Pod ogromny wrażeniem. Właśnie przeczytałam książkę znanej mi osoby, która była zdecydowanie lepsza o wielu książek uznanych pisarzy. I nie chodzi tu tylko o pomysł, wykonanie także było o wiele lepsze.
Ta książka ma jedną, ale zasadniczą wadę. Tak naprawdę nie ukazała się jeszcze drukiem. Jagoda wydała ją co prawda na własny koszt w liczbie 100 egzemplarzy, ale nie można tego przecież uznać, za prawdziwe opublikowanie. Tak więc nie mogę was w tej chwili odesłać do księgarni ani biblioteki, abyście na własne oczy przekonali się jak dobra jest to powieść. Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że niedługo książka ta będzie mieć szansę zyskać szersze grono czytelników. Jak tylko się to stanie, na pewno poinformuję Was o tym. Tymczasem zaś możecie napisać do Jagody i poprosić ją o uwzględnienie was na liście osób, do których ma trafić wędrujący egzemplarz tej powieści. O szczegółach tej akcji możecie poczytać na jej blogu.
czwartek, 22 września 2011
Jagoda Wochlik: Milczące słowa
piątek, 9 września 2011
Mark Del Franco: Rzeczy niekształtne
![]() | Informacje ogólne |
Rzeczy niekształtne opowiadają o śledztwie w sprawie cotygodniowych morderstw wróżek z Weird. Connor podejrzewa, że jest to jakiś rytuał, jednak nie umie znaleźć żadnego pasującego do zgromadzonych śladów. Psychiczny zapach unoszący się nad miejscem zbrodni jest dziwny i niepasujący do żadnego rodzaju fata, pewne tropy wskazują nawet na człowieka, ale wydaje się to mało prawdopodobne.
Gdybym czytała tę książkę przed Czymś z Nightside pewnie oceniłabym ją wyżej. Styl narracji jest jednak z jednej strony jakby podobny, z drugiej zaś do pięt nie dorasta powieści Greena i dlatego mając ją świeżo w pamięci nie byłam w stanie postawić wyżej oceny.
Jest to książka, którą czyta się dobrze. Istoty paranormalne przedstawione są w nietypowy sposób, zakończenie zaś jest dość zaskakujące. Osobom lubiącym urban fantasy i paranormalne śledztwa umiarkowanie polecam.
Książkę otrzymałam od wydawnictwa Fabryka Słów.
wtorek, 6 września 2011
Judith Merkle Riley: Wodny diabeł
![]() | Informacje ogólne |
Książka opowiada dalsze losy Małgorzaty, a dokładniej Małgorzata opowiada dalsze swoje losy. Początkowa część książki to okres, w którym bohaterka cierpi rozłąkę z mężem i zadręcza prośbami o koniec wojny boga, który tłumaczy jej, że więcej jest modlitw o wojenną sławę niż o zakończenie waśni. Potem za sprawą ojca Gilberta akcja przenosi się na wieś, gdzie rodzina walczy z opatem o własność pewnego kawałka ziemi. Dodatkową atrakcją jest szaleństwo żony Hugona, która opętana jest myślą o dziecku, choć bynajmniej nie ze swoim mężem.
Książka czytało się naprawdę dobrze, ale miałam spory problem pisząc powyższy akapit, bo choć książkę przeczytałam i to w sumie nie wiem o czym ona właściwie jest. Może powodem tego wrażenia jest fakt, że miałam sporą przerwę w jej czytaniu po dojściu do 3/4 objętości, ale mam odczucie, że autorka nie do końca miała spójny pomysł na całości fabuły i jest ona składana z dwóch oddzielnych historii.
Trochę żal, że jest to już ostatnia książka o Małgorzacie, bo bardzo polubiłam tę postać. Z drugiej strony chyba powinnam się cieszyć, bo wydaje się, że autorka straciła już na nią pomysł. Już druga część nie była tak dobra jak pierwsza, zaś trzecia jest niestety jeszcze słabsza. Dlatego też Księgę Małgorzaty serdecznie polecam, zaś kolejne części cyklu już zdecydowanie bardziej umiarkowanie.
Książkę czytałam na czytniku.
niedziela, 4 września 2011
Simon R. Green: Istoty światła i ciemności
![]() | Informacje ogólne |
Tym razem Taylor ma za zadanie znaleźć Nieświętego Graala, czyli puchar, z którego pił Judasz podczas ostatniej wieczerzy. Kielich został wyniesiony ze swojego ukrycia pod Pentagonem i trafił do Nightside, co grozi całkowitą zagładą tego miejsca, ponieważ w jego posiadanie chce wejść zarówno armia aniołów jak i diabłów. Oczywiście jest jeszcze wiele innych osób, które pragną go mieć z uwagi na jego potężną moc.
Jeżeli pominiemy kwestie pomysłu, to fabuła prowadzona jest sprawnie i książkę czyta się szybko i z przyjemnością. Dowiadujemy się kolejnych faktów z życia i przeszłości Taylora i razem z bohaterem czujemy frustrację, że tych informacji jest tak mało. Poznajemy bliżej jego tajemnicze możliwości, a także, nie do końca zasłużoną, złą sławę.
Dla wszystkich, którym spodobało się Coś z Nightside, Istoty światła i ciemności są zapewne i tak pozycją obowiązkową, zaś wszystki innym serdecznie polecam pierwszą część tego cyklu. Ja z niecierpliwością oczekuje kolejnej części cyklu, czyli Łabędziego śpiewu, który ma się ukazać jeszcze w tym miesiącu.
Książkę otrzymałam od wydawnictwa Fabryka Słów.
wtorek, 23 sierpnia 2011
Ogłoszenia różne
Na przełomie lipca i sierpnia dopadł mnie jakiś czytelniczy kryzys i nie miała ochoty na kompletnie żadną nową książkę. W tym czasie miałam jeszcze czas, więc ponownie przeczytałam Prawa i powinności, które ponownie bardzo mi się podobały (co jak najbardziej pozytywnie świadczy o tej książce) oraz Trylogię Czarnych Kamieni, choć w dość dziwnej kolejności, bo najpierw Córkę Krwawych, potem Królową Ciemności a na końcu Dziedziczkę Cieni, a potem jeszcze na dokładkę opowiadanie Serce Kaeleer ze zbioru o tym samym tytule. Całość ponownie bardzo mi się podobała.
Po tej kuracji byłam w końcu gotowa, aby wziąć się za jakąś nową książkę. Na pierwszy ogień poszła ostatnia książka z fabrycznego stosiku (recenzja zarówno tej jak i poprzedniej zapewne dopiero we wrześniu), potem zaś Labirynt odbić Łukajenki. Aktualnie zaś czytam ostatnią część trylogii Księga Małgorzaty.
W między czasie przestałam mieć czas na cokolwiek. W ramach zmniejsza sobie ilości wolnego czasu* (z którym i tak było ostatnio krucho), zapisałam się na kurs rosyjskiego. Można powiedzieć, że zaczynam umieć przełożyć te dziwne znaczki na ludzką (co nie znaczy, że zrozumiałą) mowę, w większości bez ściągi (mam jeszcze problemy z "g", "c" i "ć" i czasem mylę miękki znak z "y"). Generalnie jest ciekawie i nawet mi się podoba, a najbardziej literka л, czyli coś pomiędzy naszym "l" a "ł", które za każdym razem z uporem maniaka staram się wymawiać, choć trochę sobie można na tym język połamać ;)
Efekt jest taki, że już nie pamiętam kiedy po pracy wróciłam do domu o 18 czy 19, średnio wychodzi mi jakaś 21, co powoduje, że zamiast iść spać o 22 (tak, kiedyś tak wcześnie chodziłam spać), chodzę spać o 24 albo i trochę później (i chyba muszę się już do tego przyzwyczaić, choć nie wiem czy zdołam).
W ramach zwiększenia swojego osłuchania z językiem zaczęłam w pracy słuchać rosyjskiego radia internetowego. Nie wiem, czy mi to pomoże, ale zawsze można mieć nadzieję ;) W związku z tym zaczęłam do pracy nosić słuchawki, co spowodowało, że wypróbowałam słuchanie audiobooka w tramwaju. Musze powiedzieć, że myślałam, że będzie gorzej, więc może się okazać, że zamiast w tramwaju czytać (co ostatnio i tak mi nie wychodziło) będę słuchać (co ma tę zaletę, że można to robić także idąc do oraz z tramwaju. Choć sądzę, że tak całkiem literek w podróży nie porzucę, no, ale pożyjemy zobaczymy...
Jeżeli ktoś** jeszcze nie nominował, to zachęcam do wzięcia udziału w nominacjach do Złotej Zakładki, czyli nagrody książkowej przyznawanej przez blogerów. Ja wysłałam maila już jakiś czas temu, nominowałam co prawda tylko dwie książki, ale aż w trzech kategoriach. Niech się organizatorzy martwią, jak mi odpisała Kalio ;)
W czwartek i piątek mam wolne i jadę na przedłużony weekend do Poznania na Polcon. Pierwszy raz będę na takim konwencie, więc nie wiem co będzie, ale mam nadzieję, że będzie fajnie :) Trzeba przyznać, że ilość punktów programu jest imponująca :) Oczywiście nie ma to jak być nieprzygotowanym do wyjazdu... wyjazd w czwartek rano (zdecydowałam się jechać pociągiem wyjeżdżającym z Łodzi o 9 i być tam na 12
Reasumując. Zaległe recenzję będą. Kiedy to już całkiem inna sprawa ;) pewnie we wrześniu, a dokładniej mam taką nadzieję. Aktualne też będą, ale ich ilość zmniejszy się jeszcze bardziej. Będę z siebie dumna, jak będę wyrabiać się na 5 miesięcznie. Przy jeszcze niedawnych 15 jest to zasadniczy spadek, no, ale zawsze jest coś za coś. U mnie aktualnie spadek ilości czytanych (słuchanych) i opisywanych książek w zamian za zwiększoną aktywność towarzysko-(m.in. zaczęłam grać w RPG)-dokształcającą (wspomniany już kurs rosyjskiego).
*czyli takiego w którym mogę sobie poczytać
**z posiadających czytelniczego bloga min. od stycznia tego roku.
niedziela, 17 lipca 2011
Terry Pratchett: W północ się odzieję
![]() | Informacje ogólne |
Do lektury tej książki podchodziłam z lekkim niepokojem. Jak pisałam w poprzedniej notce lubię Pratchett'a, ale akurat ten podcykl Świata Dysku podobał mi się najmniej, więc miałam spore wątpliwości. Z drugiej jednak strony, skoro już napisałam do wydawcy i dostałam od niego książkę, to trzeba się było w końcu za nią wziąć. Cieszę się, że udało mi się zmobilizować, bo książka jest lepsza niż sądziłam :)
Chyba za dawno nie czytałam Pratchett'a, bo zapomniałam jakie jego książki potrafią być zabawne. Właśnie humor jest tym, co ratuje w moich oczach początek tej książki, bo początek moim zdaniem nie jest zbyt wciągający. Potem coś w opowieści przeskakuje i tak mniej więcej od połowy człowiek zaczyna czytać z zapartym tchem, zastanawiając się co jeszcze autor wymyśli. I zakończenie mi się bardzo podoba. Może ja romantyczką jestem, ale mi się podoba i już. Jest wręcz takie, że z niecierpliwością będę czekać na kolejną część z tego pod cyklu.
Generalnie polecam, ale jednak po przeczytaniu poprzednich części o Tiffany, które są... cóż... będę próbować je czytać jeszcze raz w przekładzie Cholewy, może w tym wydaniu nie będą takie złe...
Książkę otrzymałam od wydawnictwa Prószyński i S-ka.
Świat Dysku i ja
W chwili obecnej przeczytałam prawie wszystkie powieści z serii Dysku, brakuje mi do kompletu tylko Maurycego i Niewidocznych Akademików. Tą drugą książkę nawet zaczęłam jakiś czas temu, ale chyba nie miałam totalnie wtedy ochoty na Pratchett'a, bo nie przebrnęłam przez nią. Faktem jest że nie należy ona jednego z mniej przeze mnie lubianego podcyklu serii.
W "Świecie dysku" można wyróżnić sześć podcykli*: o Rincewindzie, o czarownicach, o Śmierci o straży miejskiej, o Moiście von Lipwigu i o Tiffany Obolałej (jakby się człowiek uparł, to pewnie można i więcej, ale podział na te sześć jest najpopularniejszy). Moim ulubionym cyklem jest ten o straży, ja po prostu kocham Marchewę! Niestety w ostatnich książkach tej serii jest zdecydowanie więcej Vimesa niż Marchewy i choć Vimes też jest fajny, to jednak cierpię, że jest tak mało mojego ulubionego bohatera.
Drugim w kolejności lubienia podcyklem jest ten o Śmierci. Ten żywy szkielet mówiący WIELKIMI LITERAMI jest postacią genialną. Często występuje także w książkach spoza swojego podcyklu, jako postać epizodyczna.
Pozostałe podcykle lubię chyba podobnie. Najmniej chyba podoba mi się ten o Tiffany Obolałej, ale po przeczytaniu W północ się odzieję (recenzja w najbliższym czasie) uważam, że na moją ocenę mógł mieć wpływ fakt, że ja pierwsze dwie części tego cyklu czytałam w wydaniu tłumaczonym przez Dorotę Malinowską-Grupińską a nie Piotra W. Cholewę, który tłumaczył całą resztę cyklu, i który dla tego cyklu jest tłumaczem genialnym.
Jeżeli miałabym wybrać moje ulubione książki z serii Świata Dysku, to zdecydowanie najwięcej z nich będzie z cyklu o straży, można chyba wręcz powiedzieć, że wszystkie. Zaś najbardziej naj z tych naj są Straż! Straż, Zbrojnymi i Na glinianych nogach. Z pozostałych cykli najlepsze moim zdaniem są: Ciekawe czasy, Kosiarz, Mort i Równoumagicznienie, a przynajmniej tak to w tej chwili pamiętam ;) Jest dość prawdopodobne, że za jakiś czas spróbuję wrócić to niektórych części tej serii i wtedy okaże się jak odbierać je będę w kolejnym czytaniu ;)
*Istnieją pojedyncze książki z serii, które nie należą do żadnego z wymienionych podcykli
wtorek, 5 lipca 2011
Terry Goodkind: Filary świata
![]() | Informacje ogólne |
Jak już pisałam przy recenzji poprzednich tomów, mi w książkach Goodkinda najbardziej podobają się przygody Richarda. Pod tym względem Filary świata były dla mnie książką okropną, bo z przygód Richarda jest tam praktycznie jeden rozdział!
Zresztą jakoś tak od początku ta książka mnie denerwowała. Ja rozumiem, że ci źli chcą zrobić Richardowi krzywdę, ale żeby dobrzy też chcieli mu zrobić krzywdę w przekonaniu, że to on odpowiada za całe zło tego świata, to dla mnie już przesada. Ja wiem, to jest kwestia pomysłu na fabułę, ale mnie się ten konkretny pomysł nie podoba i nic nie jestem w stanie na to poradzić.
Kolejnym minusem Filarów świata jest postać pewnego zboczeńca (podobnego w zachowaniu do tego z Świątyni wichrów), który wymyślił sobie, że jest pępkiem świata. Ja nic nie mam do jego mani wielkości, akurat ona dla fabuły była dość istotna, ale całą resztę autor mógł sobie darować, zostając co najwyżej przy jego brutalności
Jak już sobie ponarzekałam, to przejdę teraz może do jakiegoś opisu. ;)
Filary świata opowiadają o dwójce, całkowicie pozbawionych daru, rodzeństwa Richarda. Główną bohaterką jest Jennsen, jej brat jest postacią ważną, aczkolwiek bardziej marginalną.
Jennsen przez całe swoje życie kryła się wraz z matką przed lordem Rahlem, który pragnął jej śmierci. Od kilku lat żyły spokojnie w odosobnieniu, ich spokój jednak zmąciło znalezienie prze Jennsen zmarłego żołnierza. Czyżby wysłannicy władcy D'Hary pochwycili ich trop? Wszystkie przesłanki wydają się na to wskazywać, zaś ważnym sprzymierzeńcem okazuje się spotkany przypadkiem podróżny z dalekiego południa. Czy jednak wszystkie jego słowa są prawdziwe?
W Filarach świata widzimy jak przeinaczając i zatajając fakty, można łatwo manipulować uczuciami i czynami ludzi. Jennsen daje się przekonać, że Richard jest odpowiedzialny za całe zło tego świata i ignoruje przeczące temu przesłanki. Ta jej postawa spowodowała, że po kilku rozdziałach nie wytrzymałam i przeczytałam zakończenie, a dopiero później doczytałam resztę.
Generalnie jestem tą książką mocno zawiedziona. Pomijając już pomysł, który sam w sobie mi się nie spodobał, to mam wrażenie, że fabuła miała sporo nie załatanych dziur, choć może jest to moje subiektywne odczucie. Mam nadzieję, że następne tomy, z których kolejny zamierzam zaraz zacząć czytać, zamiast denerwować będą mnie zachwycać, bo kolejnego tak słabego tomu chyba nie przetrzymam. No, ale jak chce się dalej czytać cykl, to trzeba się czasem przemęczyć.
Książkę czytałam na czytniku.
niedziela, 3 lipca 2011
Jeffery Deaver: Hak
Agent Corte jest „owczarkiem”, czyli osobą opracowującą i realizującą plan ochrony powierzonych agencji obiektów. Obiekt to bezosobowa nazwa dla chronionego człowieka, bo do obiektów nie wolno się przywiązywać. Należy za wszelką cenę chronić ich życie, ale nic ponadto. Owczarka i obiekt nie może nic łączyć.
Corte dostaje zadanie ochrony rodziny Kesslerów składającej się z męża policjanta, jego nastoletniej córki oraz żony zajmującej się wychowywaniem pasierbicy. W ich domu przebywa jeszcze czasowo siostra pani Kessler, która także zostaje objęta ochroną. Agent postanawia całą czwórkę umieścić w schronie (czyli bezpiecznym domu), co spotyka się z duży oporem ze strony policjanta. W końcu staje na tym, że dorośli udają się do schronu, dziewczynka zaś trafia pod opiekę przyjaciela rodziny, z całkowitym zakazem kontaktowania się z otoczeniem.
Sprawa Kesslerów jest dla Cortego sprawą szczególną. Zbieraczem, który zagraża jej członkom, jest Henry Loving, przestępca, który kilka lat wcześniej zabił mentora Coretego. Zbieracz jest złoczyńcą, który ma za zadanie wydobyć z ofiary potrzebne zleceniodawcy informację. Loving jest szczególnie zdolnym i bezwzględnym zbieraczem, który dążąc do celu doskonale potrafi wykorzystać innych ludzi. Ma talent do znajdowanie na nich doskonałych haków**.
Ze wględu na osobę zbieracza, poczynania Coretego oceniane są przez pryzmat jego chęci zemsty. Powiązani z nim ludzie podejrzewają, że bardziej zależy mu na schwytaniu Lovinga, niż na ochronie powierzonych mu obiektów. Czy tak jest naprawdę? Czy Kesslerowie są bezpieczni pod opieką tego owczarka? Czy uda się schwytać zbieracza? Na te pytania może wam odpowiedzieć tylko lektura tej książki ;)
Powieść czytało mi się dobrze. Częste odniesienia do gier nadają lekturze szczególnego kolorytu. Choć fabuła na pierwszy rzut oka nie porywa, to podział książki na kilkukartkowe rozdziały sprawia, że czyta się ją bardzo szybko. Kilkakrotnie zdarzało mi się, że przerwałam czytanie sporo później niż planowałam.
Jak na książkę sensacyjną przystało, Hak jest pełen zaskakujących zwrotów akcji, które burzą wszystkie teorie zarówno czytelnika, jak i agenta Cortego. Deaver cały czas myli tropy, obraca wszystko o sto osiemdziesiąt stopni i co rusz wpuszcza czytelnika w maliny, aby na końcu rozłożyć ręce i powiedzieć: „No, a tego to się zupełnie nie spodziewaliście.”
Dla każdego, kto tak jak ja, lubi książki, w których pełno jest zwrotów akcji i trudno jest cokolwiek przewidzieć, Hak będzie doskonałym umileniem wieczoru. Należy tyko uważać, aby ten wieczór nie przemienił się niespodziewanie w noc ;) Jako odprężającą i niewymagającą lekturę serdecznie polecam.
*nie planszowych, raczej z ogólnej teorii gier (edit 07.07.2011)
**stąd tytuł
Książkę otrzymałam od wydawnictwa Prószyński i S-ka.
sobota, 2 lipca 2011
Maite Carranza: Przekleństwo Odi
![]() | Informacje ogólne |
[osoby przed lekturą poprzedniej części proszone są o nie czytanie tego akapitu]
Okazuje się, że Selene myliła się co do Gunara. Dla niego zabicie wilczycy było aktem zemsty za śmierć córeczki i ukochanej. Gunar wcale nie chciał wydać ich w ręce swojej Lodowej Damy i to dążenie Selen na północ spowodowało dalsze komplikacje. Selen jest przekonana, że Gunar nadal kłamie, zaś jego celem jest dostarczenie Anaid matce. Ich córka ma co do tego odmienne zdanie.
Anaid nie bardzo wie, co powinna zrobić. Jest zafascynowana światem Odisz, chce czerpać garściami z życia, choć z drugiej strony zdaje sobie sprawę, że jest wybranką i mam w związku z tym obowiązki. Jej dążenie do odzyskania względów Rocka komplikuje i tak już skomplikowaną sytuację. W tym czasie zaś Odisch i Omar szykują się do decydującego starcia. Jak wybranka wpłynie na losy tej bitwy?
[dalej już dla wszystkich]
Książkę czytało mi się dobrze, niestety tylko dobrze. Nie spisuję autorki na straty, ale mocno bym się zastanawiała przed sięgnięciem po kolejną jej książkę. Bo o ile przygody Selene pasjonowały, to perypetię jej córki powodują co najwyżej zadziwienie i ciekawość co też ona jeszcze wymyśli i zrobi nie tak. Polecam bardzo umiarkowanie.
Książkę czytałam na czytniku.







