piątek, 31 grudnia 2010

podsumowanie grudnia, podsumowanie roku 2010

Dziś ostatni grudnia, pora więc na podsumowanie miesiąca i roku.

Najpierw podsumowanie miesiąca:
W grudniu opisałam 15 książek. 7 z nich to kontynuacje wcześniej zaczętych serii, dwie zaś to początki nowych. Trzy książki wysłuchałam, 8 było z biblioteki, 3 przeczytałam na czytniku (coś strasznie mało w tym miesiącu), zaś jedna była moja własne (niespodzianka, prawda?).
Zrezygnowałam z wysłuchania Hrabiego Monte Christo ze względu na lektora - Marka Bojanowskiego, który czytał tę książkę gorzej niż lektor komputerowy. Żałuję, że musiałam z niej zrezygnować, bo chętnie bym sobie ją odświeżyła (czytałam ją kilka lat temu), może za jakiś czas skuszę się na przeczytanie go na czytniku.
Książką miesiąca zostaje Więzień urodzenia choć miałam pewne trudności z ostatecznym wyborem.
Antyksiążką miesiąca ogłaszam Dzieci umysłu, zaś Arabska żona została tylko minimalnie w tyle.

Teraz część trudniejsza, czyli podsumowanie roku:

Rok 2010 był jednocześnie pierwszym rokiem prowadzenia tego bloga, gdyż pierwszy wpis ukazał się 20 stycznia. Przez pierwsze trzy miesiące wdrażałam się do jego prowadzenia, potem zaś udało mi się rozkręcić. W tym roku napisałam 188 wpisów (łącznie z tym), z których 11 nie było recenzjami, zaś 22 to recenzje "archiwalne" dotyczące książek przeczytanych przed założeniem bloga. Z prostego rachunku wychodzi więc, że w tym roku opisałam 155 świeżo przeczytanych książek, co daje ponad 12 książek miesięcznie i 0,4 książki dziennie.

Wybór książki roku okazał się dość trudny. Po długim biciu się z myślami z finałowej trójki: Królowa Ciemności, Igrzyska śmierci, Tkacz iluzji wybrałam Igrzyska śmierci. Jednak Tkacz iluzji chciałam wyróżnić jako najlepszy zbiór opowiadań, zaś Trylogię Czarnych Kamieni, której ostatnią częścią jest Królowa Ciemności za najciekawszy świat przedstawiony, poruszanie ważnych problemów oraz styl, który nie daje oderwać się od książki. Jednocześnie autorem roku zostaje właśnie Anne Bishop. Poza tym, odkryciem roku stały się dla mnie książki Orsona Scotta Carda, Suzanne Collins, Ewy Białołęckiej, Petera V. Brett'a i Miroslav'a Žamboch, w tej właśnie kolejności.

Z wyborem antyksiążki roku nie mam żadnego problemu i bezkonkurencyjnie zostaje nią Miedziany król, zaś jego autorzy - Marina i Siergiej Diaczenko - zostają antyautorami roku.

Jednocześnie chciałabym życzyć Wam wszystkiego najlepszego w Nowym Roku, spełnienia wszystkich (nie tylko książkowych) marzeń, więcej czasu na czytanie i możliwości przeczytania wszystkich książek, które przeczytać pragniecie. Szczęśliwego Nowego Roku!

czwartek, 30 grudnia 2010

Jeffrey Archer: Więzień urodzenia

Informacje ogólne
Wydawca: Rebis
Rok wydania: 2008
Liczba stron: 592
Wymiary: 135 x 215 mm
ISBN: 978-83-7510-214-7
Tytuł oryginału: A Prisoner of Birth
Tłumaczenie: Danuta Sękalska

Ocena
ocena ogólna: 5+/6
fabuła: 5+/6
stopień wciągania: 6/6
uczucie własne: 5+/6

To, że sięgnęłam po tę książkę właśnie teraz, było splotem kilku przypadków. Jakiś czas temu przesłuchałam kilka książek Archera, zaś na początku roku jedną przeczytałam. Ostatnio zauważyłam, że biblionetka bardzo wysoko poleca mi Więzienia urodzenia i postanowiłam dodać ją do kolejki. Dzięki temu poznałam jej okładkę i skojarzyłam, kiedy po przyjeździe do rodziców na święta, okazało się, że mama akurat ją wypożyczyła z biblioteki. Skoro już tak się zdarzyło, to zaczęłam ją czytać.

Swoją drogą to zabawne: recenzja jednej książki Archera (Prosto jak strzelił) była pierwszą recenzją w tym roku (i jednoczenie otwierającą ten blog), ta zaś jest recenzją ostatnia. Można powiedzieć, że tym sposobem zatoczyłam jakiś krąg ;)

Książka opowiada historię Danny'ego - mechanika samochodowego z East Endu, który zostaje oskarżony i skazany za zabójstwo, którego nie popełnił. Jednak kiedy czterema świadkami oskarżenia są: adwokat, popularny aktor, arystokrata i najmłodszy wspólnik w historii szacownej firmy, to kto uwierzy słowom oskarżonego?* Danny zostaje wysłany do więzienia o zaostrzonym rygorze, z którego jeszcze nikomu nie udało się uciec. Jednak nawet wtedy nadal walczy, aby udowodnić swoją niewinność.
W więzieniu Danny poznaje Nicka - dowódcę wojskowego, który został skazany za niesubordynację. Kiedy ten odkrywa, że Danny jest analfabetą, postanawia go uczyć. Szybko okazuje się, że Danny jest bardzo zdolny i w kilku dziedzinach zaczyna nawet przewyższać swojego nauczyciela.

Książka Więzień urodzenia jest naprawdę świetna, Danny to współczesny hrabia Monte Christo, książka zaś poza rozrywką, próbuje dostarczyć także pewne przesłanie. Archer przekonuje nas, że wszyscy na swój odrębny sposób cierpimy, będąc więźniami urodzenia**. Kiedy zaś człowiekowi z East Endu damy szansę do nauki, to może on nawet przewyższyć wykształconego arystokratę. Niestety w tym miejscu jest, moim zdaniem, największa nieścisłość tej książki. Danny chodził do tej samej szkoły co Beth, która jednak wysławia się lepiej od niego. Skoro Danny jest taki zdolny i robi tak wielkie postępy w nauce w trakcie odbywania kary, to jak to się stało, że w szkole nie nauczył się czytać i pisać, skoro Beth się to udało?!
Pomijając jednak tą i jeszcze kilka drobniejszych nieścisłości, książka jest po prostu genialna. Zarwałam przez nią dwie noce, a w czasie pierwszej z nich udało mi się zasnąć, tylko dlatego, że przeskoczyłam i przeczytałam końcówkę. Jednak mimo znajomości zakończenia, środkowa część nadal była bardzo wciągająca, co spowodowało zarwanie drugiej nocy ;)

Chciałabym polecić tę książkę wszystkim, a szczególnie tym, którzy szukają książki zawierających nie tylko rozrywkę, ale także jakieś przesłanie (to, o którym pisałam, nie jest jedyne). Dawno nie czytałam tak dobrej i mądrej książki sensacyjnej.

*okładka
**strona 559

poniedziałek, 27 grudnia 2010

Wojciech Cejrowski: Gringo wśród dzikich plemion

Informacje ogólne
Wydawca: Zysk i S-ka
Rok pierwszego wydania: 2003
Rok tego wydania: 2007
Liczba stron: 264
Wymiary: 145 x 210 mm
ISBN: 978-83-7506-017-1
Czyta: Roch Siemianowski

Ocena*
ocena ogólna: 5/6
fabuła: 5/6
stopień wciągania: 4+/6
humor: 5+/6
uczucie własne: 5/6

Gringo wśród dzikich plemion to zbiór opowiadań opisujących przygody autora w Ameryce Południowej. Większość z nich dotyczy przebywania wśród Indian, kilka zaś problemów ze służbami granicznymi. Największą zaletą książki są wielkie dawki humoru włożone w każdą z opowieści. Poza tym, możemy się trochę dowiedzieć na temat życia i zwyczajów Indian zamieszkujących opisywane tereny.

Książka bardzo mi się podobała. Wersja audio w wykonaniu pana Rocha Siemianowskiego była świetna, lektor doskonale podkreślał humor zawarty w książce. Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko polecić tę książkę wszystkim, nawet tym, których książki podróżnicze nigdy nie ciągnęły. Bardzo zachęcam do lektury (albo słuchania), bo naprawdę warto.

*Książki słuchałam.

sobota, 25 grudnia 2010

Anne Bishop: Splątane sieci

Informacje ogólne
Wydawca: Initium
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 304
Wymiary: 150 x 215 mm
ISBN: 978-83-62577-00-2
Cykl: Czarne Kamienie (tom 5)
Tytuł oryginału: Tangled Webs
Tłumaczenie: Monika Wyrwas-Wiśniewska

Ocena
ocena ogólna: 4+/6
fabuła: 4/6
stopień wciągania: 5/6
uczucie własne: 4+/6

Splątane sieci bardzo mnie rozczarowały. Wszystkie wcześniej* czytane przeze mnie książki Bishop były świetne, a ta jest niestety tylko dobra. W tej książce nie ma tego "czegoś" co zachwycało w poprzednich pięciu*. Czyta się ją dobrze, ale po przeczytaniu czuje się niedosyt. Mam nadzieję, że jest to wyjątek potwierdzający regułę i kolejne książki z serii znowu będą miały owo coś. Boję się tylko czy moja nadzieja nie jest płonna.

Splątane sieci tym razem opowiadają nie tylko o Krwawych, ale także o plebejuszach, a dokładniej o tym, co zwykli ludzie wyobrażają sobie na temat swoich władców. Główną bohaterką książki jest Surreal. Pewnego dnia dostaje zaproszenie do Domu Strachu, z jego treści zaś wynika, że jest to raczej rozkaz niż prośba. Surreal zmienia swoje plany i razem z towarzyszem udają się na miejsce. Tam jednak nic nie jest tak, jak się spodziewali...

Zdaje sobie sprawę, że zapewne zaniżyłam ocenę tej książki. Czyta się ją dobrze i pewnie powiedziałabym o niej kilka ciepłych słów, gdyby nie nastąpiła po książkach o wiele lepszych. Dlatego wszystkich będących po lekturze Serca Kaeleer zachęcam do jej lektury, ale proszę nie nastawiajcie się na książkę dorównującą poprzednim, bo się po prostu, tak jak ja, rozczarujecie.

*Chciałam w tym miejscu przypomnieć, że ja już wcześniej czytałam Niewidoczny pierścień, który w wersji oryginalnej został wydany przed Splątanymi sieciami.

czwartek, 23 grudnia 2010

Wesołych świąt!

Wszystkim czytelnikom mojego bloga chciałabym życzyć wesołych świąt spędzonych w rodzinnym gronie.

Życzę wam, aby były one ciepłe i przyjemne, a nie przepełnione wszechobecną teraz bieganiną.

Rick Riordan: Klątwa Tytana

Informacje ogólne
Wydawca: Galeria Książki
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 312
Wymiary: 125 x 195 mm
ISBN: 978-83-928837-7-7
Cykl: Percy Jackson i bogowie olimpijscy (tom 3)
Tytuł oryginału: The Titan's Curse
Tłumaczenie: Agnieszka Fulińska

Ocena
ocena ogólna: 5-/6
fabuła: 5/6
stopień wciągania: 5/6,
uczucie własne: 5=/6

Klątwa Tytana to najlepsza z dotychczasowych części cyklu i najbardziej z nich wciągającą. Właściwie jedynym minusem, jest to traktowanie bogów jak nauczycieli, czyli mówienie "pan Zeus" i "proszę pana" do boga. Ale w tej kwestii, to chyba ta seria już tak ma, ewentualnie to tłumaczenie już tak ma (oryginału nie widziałam, więc trudno mi stwierdzić czy autor czy tłumacz tak to rozwiązali).

Książka rozpoczyna się od odnalezienia dwójki nowych herosów: siostry i brata. Poznajemy także Artemidę i jej Łowczynie, które na jakiś czas zamieszkują w obozie herosów, podczas gdy ich pani udaje się na samotne łowy. Wkrótce okazuje się, że bogini zaginęła, z obozu wyrusza wyprawa ratunkowa: Grover, Zoe - przywódczyni Łowczyń, Bianca - jedna z dwójki nowych herosów oraz heroska, którą poznaliśmy pod koniec poprzedniej książki. W niedługim czasie dołącza do nich jeszcze Persy (jak się można tego spodziewać, w końcu to są książki o nim). Teraz trzeba już tylko zdążyć z pomocą przed radą bogów, co wcale nie jest takie łatwe...

Książkę wszystkim bardzo polecam. Moim zdaniem jest najlepsza z dotychczasowych części serii. Akcja toczy się wartko i ledwo się orientujemy, kiedy okazuje się, że właśnie skończyliśmy. Zdecydowanie dobrze się czyta.

wtorek, 21 grudnia 2010

Ursula K. Le Guin: Czarnoksiężnik z Archipelagu

Informacje ogólne
Wydawca: Wydawnictwo Literackie
Rok wydania: 1983
Cykl: Ziemiomorze (tom 1)
Tytuł oryginału: A Wizard of Earthsea
Tłumaczenie: Stanisław Barańczak
Czyta: Roch Siemianowski
Dane najnoszego wydania
Wydawca: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 240
Wymiary: 125 x 195 mm
ISBN: 978-83-7648-457-0

Ocena*
ocena ogólna: 5/6
fabuła: 5/6
stopień wciągania: 5/6
uczucie własne: 5/6

Duny urodził się w wiosce Dziesięć Olch na wyspie Gont. Pewnego dnia, kiedy miał siedem lat, podpatrzył jak jego ciotka używa prostej magii, aby zmusić kozę do zejścia z dachu. Nazajutrz sam zastosował te same słowa, w ten sposób został odkryty jego talent do magii.
Pierwszym nauczycielem chłopca była jego ciotka. Zaś po tym, jak Duny uratował swoją wioskę przed najazdem, przyjął go na naukę mag Ogion. On też nadał mu imię Ged. Dość szybko chłopiec rozczarował się naukami u milczącego mistrza. Mag wysłał go na Roke do szkoły czarnoksiężników, gdzie zyskał przyjaciela i wroga. Chęć popisania się przed tym drugim, miała w przyszłości sprowadzić na niego wielkie kłopoty...

Po Czarnoksiężnika z Archipelagu sięgnęłam w ramach powrotu do twórczości Ursula K. Le Guin. Pamiętam, że kiedy byłam w podstawówce, czytałam jej książki i mi się podobały. I generalnie tyle z tego pamiętam, bo ani o czym były, ani jakie tytuły czytałam, w żaden sposób nie umiem sobie przypomnieć.
Czarnoksiężnik z Archipelagu mi się podobał. Ta książka w stylu narracji przypomina mi baśń i w sumie jest to całkiem przyjemne. Jedyne co mi trochę przeszkadzało, to przekonanie, że ja wiem jak należy nazwać Cień, które towarzyszyło mi gdzieś od połowy książki. Nie wiem, czy to było tak oczywiste, czy po prostu ja tę książkę już czytałam i informacja ta utkwiła mi gdzieś w podświadomości. Ostatecznie tego nie rozstrzygnę, ale byłabym wdzięczna za informację, czy wy także się tego domyślaliście.

Podsumowując, Czarnoksiężnik z Archipelagu to bardzo dobra fantasy. Książka opowiada o dojrzewaniu i braniu na siebie odpowiedzialności za swoje czyny, zarówno w kontekście przygód głównego bohatera, jak i koncepcji magii. Myślę, że książkę można polecić każdemu i większości powinna się spodobać. Ja na pewno będę kontynuować ponowne poznawanie twórczości autorki.

*Książki słuchałam.

niedziela, 19 grudnia 2010

Ali Nadżud, Delphine Minoui: Dziesięcioletnia rozwódka

Informacje ogólne
Wydawca: Hachette
Rok wydania: 2009
Liczba stron: 145
ISBN: 978-83-7575-772-9
Tytuł oryginału: Moi Nojoud, 10 ans divorcée
Tłumaczenie: Ewa Wolańska

Ocena: 4+/6

Książka opowiada o dziesięciolatce, mieszkance Jemenu, którą ojciec (oczywiście wbrew jej woli) wydał za mąż. Mąż co prawda obiecał, że poczeka z sexem, aż dziewczynka uzyska dojrzałość płciową (zacznie miesiączkować), a po tym jeszcze rok, ale złamał słowo już pierwszej nocy.
Nadżud jest załamana conocnymi gwałtami i boi się spać. W dzień nie jest dużo lepiej, teściowa traktuje ją jak służąca, nie do pomyślenia jest, aby dziewczynka choć trochę pobawiła się z innymi dziećmi. Mimo swoich dziesięciu lat ma się zachowywać jak zamężna kobieta i być posłuszna swojemu mężowi i jego matce.
Nadżud udaje się wyjednać u męża możliwość odwiedzenia rodziców w stolicy. Choć mąż dziewczynki nie dotrzymał słowa, jej ojciec każe jej z nim zostać. Zdesperowana Nadżud postanawia uciec i udać się do sądu, gdzie zamierza żądać rozwodu. Plan udaje się zrealizować.
Sprawa niestety okazuje trudna. Z jednej strony dziewczynkę wydano za mąż bezprawnie, bo była za mała, z drugiej strony jest także za mała, aby żądać rozwodu. Na szczęście w końcu udało się doprowadzić sprawę do końca i orzec rozwód. Dzięki nagłośnieniu tej sprawy, inne dziewczynki zyskały odwagę, aby także pójść do sądu. I jest to szczęście w nieszczęściu, mi się w głowie nie mieści, że taka sytuacja mogła się wydarzyć, a co więcej nie być odosobnionym przypadkiem, w 2008 roku!

Książkę czytało się dość dobrze (właśnie tego jak się czytało dotyczy ocena). Jest to pozycja na jeden wieczór, bo jest to książka cienka i z dużym drukiem, więc lektura nie zajmuje zbyt dużo czasu. Historia w niej opowiedziana, jest (przynajmniej dla mnie) wstrząsająca. Nie zdawałam sobie sprawy, że takie są realia w krajach arabskich. I choć wiem, że książka opowiada prawdziwą historię, to to, co tam się dzieje w głowie mi się nie mieści. Jak my nie doceniamy tego, że żyjemy w miarę normalnym kraju...

sobota, 18 grudnia 2010

Rick Riordan: Morze potworów

Informacje ogólne
Wydawca: Galeria Książki
Rok wydania: 2009
Liczba stron: 280
Wymiary: 125 x 195 mm
ISBN: 978-83-928837-1-5
Cykl: Percy Jackson i bogowie olimpijscy (tom 2)
Tytuł oryginału: The Sea of Monsters
Tłumaczenie: Agnieszka Fulińska

Ocena
ocena ogólna: 4/6
fabuła: 3+/6
stopień wciągania: 4+/6
uczucie własne: 4/6

Percy jest już o rok starszy i udało mu się dotrwać do ostatniego dnia roku szkolnego w tej samej szkole. Ostatni dzień okazuje się jednak straszny i Percy musi uciekać z miasta. Razem z nim do obozu herosów udaje się Annabeth (jego przyjaciółka z zeszłego roku) i Tyson - "kolega" szkolny. Okazuje się, że ktoś zatruł sosnę Talię i przez to obóz nie jest już bezpiecznym miejsce. Jakby tego było mało, o chorobę drzewa oskarżono Chejron, przez co musi on opuścić obóz. Jego miejsce zajmuje Tantal, który nie znosi dzieci i którego wcale nie interesuje bezpieczeństwo obozu. Bezpieczeństwem muszą zająć się sami obozowicze i to jeszcze w tajemnicy przed opiekunem.
W tym czasie Persiemu śni się Grover w jaskini częściowo ślepego cyklopa, który chce go poślubić sądząc, że jest cyklopicą. Grover mówi Persiemu, że są mentalnie połączeni i że potrzebuje natychmiastowej pomocy. Annabeth uświadamia Persiego, że jeżeli jego sen jest prawdą, to być może ratując Grovera, uda się uratować obóz. Jednak uzyskanie misji po rządami Tantala, to nie jest prosta sprawa...

Morze potworów podobało mi się trochę mniej niż Złodziej pioruna chyba dlatego, że fabuła jest trochę chaotyczna. Z drugiej strony podoba mi się postać Tysona, moim zdaniem dodaje ona uroku tej książce.
Nadal bardzo polecam tę serię młodzieży. Dorosłym już bardziej umiarkowanie, ale także, jako lekką acz nieszczególnie ambitną lekturę. Ja czytanie serii zamierzam kontynuować, mam już wypożyczone kolejne dwie części, więc pewnie niedługo będzie recenzja Klątwy tytana szczególnie, że muszę ją oddać do 5 stycznia, bo jest zamówiona przez kolejnego czytelnika.

piątek, 17 grudnia 2010

Tanya Valko: Arabska żona

Informacje ogólne
Wydawca: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 560
Wymiary: 125 x 195 mm
ISBN: 978-83-7648-405-1

Ocena
ocena ogólna: 3+/6
fabuła: 3=/6
stopień wciągania: 4+/6
uczucie własne: 3+/6

Wstrząsająca historia Polki, która poślubiła muzułmanina. grzmi okładka, ale to co oddaje ducha tej książki jest napisane na końcu Autorka połączyła w tej powieści wiele ludzkich historii, które przetworzyła na fikcję literacką. Taaak... Właśnie wielość tych historii wybitnie widać w tej książce, jest ich zdecydowanie za wiele.
Historia opowiedziana w tej książce jest po prostu nieprawdopodobna. Jestem w stanie uwierzyć w realizm każdego z wydarzeń, ale nie wszystkich na raz! Ale zacznijmy może od początku...

Dorota jest w klasie maturalnej. Z okazji swoich osiemnastych urodzin idzie ze znajomymi do pubu. Jest to jej pierwsza wyprawa w takie miejsce, ponieważ nadopiekuńcza, samotnie wychowująca ją matka trzyma ją cały czas pod kloszem. Znajomi szybko wtapiają się w tłum, zostawiając ją samą. Wtedy to właśnie poznaje Ahmeda - jedynego trzeźwego mężczyznę w barze.
Ta część książki pisana jest strasznie infantylnym językiem, nie wiem, czy jest to celowy zabieg, ale robi dość groteskowe wrażenie, w końcu osiemnastolatka nie jest już dzieckiem.

Potem mamy zacieśnianie się ich znajomości, jej wyprawy do miasta, w którym on studiuje, w końcu jej bal maturalny i mało prawdopodobne wydarzenia w jego trakcie i zaraz po nim. Dodatkowo okazuje się, że Dorota jest w ciąży...
Już na tym etapie, można dostrzec sygnały, że Ahmed, to nie jest najtrafniejszy wybór, ale Dorota zarówno wtedy, jak i później, konsekwentnie je ignoruje.

Po polskim okresie, reszta książki dzieje się w Libii. Poznajemy wtedy reguły rządzące arabskim społeczeństwem i próby Doroty, aby się w to społeczeństwo wpasować. Dowiadujemy się, że mimo XXI wieku, kobiety w tamtym kraju nadal nie mają żadnych praw i są całkowicie uzależnione od mężczyzn. Już sam libański okres jest, moim zdaniem, kompilacją zbyt dużej liczby historii...

Generalnie książka mi się nie podobała. Na początku raziła mnie infantylność narracji, a potem nieprawdopodobność całej historii. Myślę, że z tego samego materiału, miały by szansę powstać, dwie, a może nawet trzy, dobre książki, każda opowiadająca fragment historii zawartej w Arabskiej żonie. Niestety autorka wszystkie wydarzenia kazała przeżyć jednej bohaterce, co spowodowało, że książka zamiast szokować i wzruszać, śmieszy. Czytałam dalej, bo mimo wszystko książka jest dość wciągająca, choć jest to wciągalność na zasadzie, co też autorka jeszcze wymyśli. Ale wciągalność to jedyna zaleta tej książki. Zdecydowanie nie polecam.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...