piątek, 31 grudnia 2010

podsumowanie grudnia, podsumowanie roku 2010

Dziś ostatni grudnia, pora więc na podsumowanie miesiąca i roku.

Najpierw podsumowanie miesiąca:
W grudniu opisałam 15 książek. 7 z nich to kontynuacje wcześniej zaczętych serii, dwie zaś to początki nowych. Trzy książki wysłuchałam, 8 było z biblioteki, 3 przeczytałam na czytniku (coś strasznie mało w tym miesiącu), zaś jedna była moja własne (niespodzianka, prawda?).
Zrezygnowałam z wysłuchania Hrabiego Monte Christo ze względu na lektora - Marka Bojanowskiego, który czytał tę książkę gorzej niż lektor komputerowy. Żałuję, że musiałam z niej zrezygnować, bo chętnie bym sobie ją odświeżyła (czytałam ją kilka lat temu), może za jakiś czas skuszę się na przeczytanie go na czytniku.
Książką miesiąca zostaje Więzień urodzenia choć miałam pewne trudności z ostatecznym wyborem.
Antyksiążką miesiąca ogłaszam Dzieci umysłu, zaś Arabska żona została tylko minimalnie w tyle.

Teraz część trudniejsza, czyli podsumowanie roku:

Rok 2010 był jednocześnie pierwszym rokiem prowadzenia tego bloga, gdyż pierwszy wpis ukazał się 20 stycznia. Przez pierwsze trzy miesiące wdrażałam się do jego prowadzenia, potem zaś udało mi się rozkręcić. W tym roku napisałam 188 wpisów (łącznie z tym), z których 11 nie było recenzjami, zaś 22 to recenzje "archiwalne" dotyczące książek przeczytanych przed założeniem bloga. Z prostego rachunku wychodzi więc, że w tym roku opisałam 155 świeżo przeczytanych książek, co daje ponad 12 książek miesięcznie i 0,4 książki dziennie.

Wybór książki roku okazał się dość trudny. Po długim biciu się z myślami z finałowej trójki: Królowa Ciemności, Igrzyska śmierci, Tkacz iluzji wybrałam Igrzyska śmierci. Jednak Tkacz iluzji chciałam wyróżnić jako najlepszy zbiór opowiadań, zaś Trylogię Czarnych Kamieni, której ostatnią częścią jest Królowa Ciemności za najciekawszy świat przedstawiony, poruszanie ważnych problemów oraz styl, który nie daje oderwać się od książki. Jednocześnie autorem roku zostaje właśnie Anne Bishop. Poza tym, odkryciem roku stały się dla mnie książki Orsona Scotta Carda, Suzanne Collins, Ewy Białołęckiej, Petera V. Brett'a i Miroslav'a Žamboch, w tej właśnie kolejności.

Z wyborem antyksiążki roku nie mam żadnego problemu i bezkonkurencyjnie zostaje nią Miedziany król, zaś jego autorzy - Marina i Siergiej Diaczenko - zostają antyautorami roku.

Jednocześnie chciałabym życzyć Wam wszystkiego najlepszego w Nowym Roku, spełnienia wszystkich (nie tylko książkowych) marzeń, więcej czasu na czytanie i możliwości przeczytania wszystkich książek, które przeczytać pragniecie. Szczęśliwego Nowego Roku!

czwartek, 30 grudnia 2010

Jeffrey Archer: Więzień urodzenia

Informacje ogólne
Wydawca: Rebis
Rok wydania: 2008
Liczba stron: 592
Wymiary: 135 x 215 mm
ISBN: 978-83-7510-214-7
Tytuł oryginału: A Prisoner of Birth
Tłumaczenie: Danuta Sękalska

Ocena
ocena ogólna: 5+/6
fabuła: 5+/6
stopień wciągania: 6/6
uczucie własne: 5+/6

To, że sięgnęłam po tę książkę właśnie teraz, było splotem kilku przypadków. Jakiś czas temu przesłuchałam kilka książek Archera, zaś na początku roku jedną przeczytałam. Ostatnio zauważyłam, że biblionetka bardzo wysoko poleca mi Więzienia urodzenia i postanowiłam dodać ją do kolejki. Dzięki temu poznałam jej okładkę i skojarzyłam, kiedy po przyjeździe do rodziców na święta, okazało się, że mama akurat ją wypożyczyła z biblioteki. Skoro już tak się zdarzyło, to zaczęłam ją czytać.

Swoją drogą to zabawne: recenzja jednej książki Archera (Prosto jak strzelił) była pierwszą recenzją w tym roku (i jednoczenie otwierającą ten blog), ta zaś jest recenzją ostatnia. Można powiedzieć, że tym sposobem zatoczyłam jakiś krąg ;)

Książka opowiada historię Danny'ego - mechanika samochodowego z East Endu, który zostaje oskarżony i skazany za zabójstwo, którego nie popełnił. Jednak kiedy czterema świadkami oskarżenia są: adwokat, popularny aktor, arystokrata i najmłodszy wspólnik w historii szacownej firmy, to kto uwierzy słowom oskarżonego?* Danny zostaje wysłany do więzienia o zaostrzonym rygorze, z którego jeszcze nikomu nie udało się uciec. Jednak nawet wtedy nadal walczy, aby udowodnić swoją niewinność.
W więzieniu Danny poznaje Nicka - dowódcę wojskowego, który został skazany za niesubordynację. Kiedy ten odkrywa, że Danny jest analfabetą, postanawia go uczyć. Szybko okazuje się, że Danny jest bardzo zdolny i w kilku dziedzinach zaczyna nawet przewyższać swojego nauczyciela.

Książka Więzień urodzenia jest naprawdę świetna, Danny to współczesny hrabia Monte Christo, książka zaś poza rozrywką, próbuje dostarczyć także pewne przesłanie. Archer przekonuje nas, że wszyscy na swój odrębny sposób cierpimy, będąc więźniami urodzenia**. Kiedy zaś człowiekowi z East Endu damy szansę do nauki, to może on nawet przewyższyć wykształconego arystokratę. Niestety w tym miejscu jest, moim zdaniem, największa nieścisłość tej książki. Danny chodził do tej samej szkoły co Beth, która jednak wysławia się lepiej od niego. Skoro Danny jest taki zdolny i robi tak wielkie postępy w nauce w trakcie odbywania kary, to jak to się stało, że w szkole nie nauczył się czytać i pisać, skoro Beth się to udało?!
Pomijając jednak tą i jeszcze kilka drobniejszych nieścisłości, książka jest po prostu genialna. Zarwałam przez nią dwie noce, a w czasie pierwszej z nich udało mi się zasnąć, tylko dlatego, że przeskoczyłam i przeczytałam końcówkę. Jednak mimo znajomości zakończenia, środkowa część nadal była bardzo wciągająca, co spowodowało zarwanie drugiej nocy ;)

Chciałabym polecić tę książkę wszystkim, a szczególnie tym, którzy szukają książki zawierających nie tylko rozrywkę, ale także jakieś przesłanie (to, o którym pisałam, nie jest jedyne). Dawno nie czytałam tak dobrej i mądrej książki sensacyjnej.

*okładka
**strona 559

poniedziałek, 27 grudnia 2010

Wojciech Cejrowski: Gringo wśród dzikich plemion

Informacje ogólne
Wydawca: Zysk i S-ka
Rok pierwszego wydania: 2003
Rok tego wydania: 2007
Liczba stron: 264
Wymiary: 145 x 210 mm
ISBN: 978-83-7506-017-1
Czyta: Roch Siemianowski

Ocena*
ocena ogólna: 5/6
fabuła: 5/6
stopień wciągania: 4+/6
humor: 5+/6
uczucie własne: 5/6

Gringo wśród dzikich plemion to zbiór opowiadań opisujących przygody autora w Ameryce Południowej. Większość z nich dotyczy przebywania wśród Indian, kilka zaś problemów ze służbami granicznymi. Największą zaletą książki są wielkie dawki humoru włożone w każdą z opowieści. Poza tym, możemy się trochę dowiedzieć na temat życia i zwyczajów Indian zamieszkujących opisywane tereny.

Książka bardzo mi się podobała. Wersja audio w wykonaniu pana Rocha Siemianowskiego była świetna, lektor doskonale podkreślał humor zawarty w książce. Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko polecić tę książkę wszystkim, nawet tym, których książki podróżnicze nigdy nie ciągnęły. Bardzo zachęcam do lektury (albo słuchania), bo naprawdę warto.

*Książki słuchałam.

sobota, 25 grudnia 2010

Anne Bishop: Splątane sieci

Informacje ogólne
Wydawca: Initium
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 304
Wymiary: 150 x 215 mm
ISBN: 978-83-62577-00-2
Cykl: Czarne Kamienie (tom 5)
Tytuł oryginału: Tangled Webs
Tłumaczenie: Monika Wyrwas-Wiśniewska

Ocena
ocena ogólna: 4+/6
fabuła: 4/6
stopień wciągania: 5/6
uczucie własne: 4+/6

Splątane sieci bardzo mnie rozczarowały. Wszystkie wcześniej* czytane przeze mnie książki Bishop były świetne, a ta jest niestety tylko dobra. W tej książce nie ma tego "czegoś" co zachwycało w poprzednich pięciu*. Czyta się ją dobrze, ale po przeczytaniu czuje się niedosyt. Mam nadzieję, że jest to wyjątek potwierdzający regułę i kolejne książki z serii znowu będą miały owo coś. Boję się tylko czy moja nadzieja nie jest płonna.

Splątane sieci tym razem opowiadają nie tylko o Krwawych, ale także o plebejuszach, a dokładniej o tym, co zwykli ludzie wyobrażają sobie na temat swoich władców. Główną bohaterką książki jest Surreal. Pewnego dnia dostaje zaproszenie do Domu Strachu, z jego treści zaś wynika, że jest to raczej rozkaz niż prośba. Surreal zmienia swoje plany i razem z towarzyszem udają się na miejsce. Tam jednak nic nie jest tak, jak się spodziewali...

Zdaje sobie sprawę, że zapewne zaniżyłam ocenę tej książki. Czyta się ją dobrze i pewnie powiedziałabym o niej kilka ciepłych słów, gdyby nie nastąpiła po książkach o wiele lepszych. Dlatego wszystkich będących po lekturze Serca Kaeleer zachęcam do jej lektury, ale proszę nie nastawiajcie się na książkę dorównującą poprzednim, bo się po prostu, tak jak ja, rozczarujecie.

*Chciałam w tym miejscu przypomnieć, że ja już wcześniej czytałam Niewidoczny pierścień, który w wersji oryginalnej został wydany przed Splątanymi sieciami.

czwartek, 23 grudnia 2010

Wesołych świąt!

Wszystkim czytelnikom mojego bloga chciałabym życzyć wesołych świąt spędzonych w rodzinnym gronie.

Życzę wam, aby były one ciepłe i przyjemne, a nie przepełnione wszechobecną teraz bieganiną.

Rick Riordan: Klątwa Tytana

Informacje ogólne
Wydawca: Galeria Książki
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 312
Wymiary: 125 x 195 mm
ISBN: 978-83-928837-7-7
Cykl: Percy Jackson i bogowie olimpijscy (tom 3)
Tytuł oryginału: The Titan's Curse
Tłumaczenie: Agnieszka Fulińska

Ocena
ocena ogólna: 5-/6
fabuła: 5/6
stopień wciągania: 5/6,
uczucie własne: 5=/6

Klątwa Tytana to najlepsza z dotychczasowych części cyklu i najbardziej z nich wciągającą. Właściwie jedynym minusem, jest to traktowanie bogów jak nauczycieli, czyli mówienie "pan Zeus" i "proszę pana" do boga. Ale w tej kwestii, to chyba ta seria już tak ma, ewentualnie to tłumaczenie już tak ma (oryginału nie widziałam, więc trudno mi stwierdzić czy autor czy tłumacz tak to rozwiązali).

Książka rozpoczyna się od odnalezienia dwójki nowych herosów: siostry i brata. Poznajemy także Artemidę i jej Łowczynie, które na jakiś czas zamieszkują w obozie herosów, podczas gdy ich pani udaje się na samotne łowy. Wkrótce okazuje się, że bogini zaginęła, z obozu wyrusza wyprawa ratunkowa: Grover, Zoe - przywódczyni Łowczyń, Bianca - jedna z dwójki nowych herosów oraz heroska, którą poznaliśmy pod koniec poprzedniej książki. W niedługim czasie dołącza do nich jeszcze Persy (jak się można tego spodziewać, w końcu to są książki o nim). Teraz trzeba już tylko zdążyć z pomocą przed radą bogów, co wcale nie jest takie łatwe...

Książkę wszystkim bardzo polecam. Moim zdaniem jest najlepsza z dotychczasowych części serii. Akcja toczy się wartko i ledwo się orientujemy, kiedy okazuje się, że właśnie skończyliśmy. Zdecydowanie dobrze się czyta.

wtorek, 21 grudnia 2010

Ursula K. Le Guin: Czarnoksiężnik z Archipelagu

Informacje ogólne
Wydawca: Wydawnictwo Literackie
Rok wydania: 1983
Cykl: Ziemiomorze (tom 1)
Tytuł oryginału: A Wizard of Earthsea
Tłumaczenie: Stanisław Barańczak
Czyta: Roch Siemianowski
Dane najnoszego wydania
Wydawca: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 240
Wymiary: 125 x 195 mm
ISBN: 978-83-7648-457-0

Ocena*
ocena ogólna: 5/6
fabuła: 5/6
stopień wciągania: 5/6
uczucie własne: 5/6

Duny urodził się w wiosce Dziesięć Olch na wyspie Gont. Pewnego dnia, kiedy miał siedem lat, podpatrzył jak jego ciotka używa prostej magii, aby zmusić kozę do zejścia z dachu. Nazajutrz sam zastosował te same słowa, w ten sposób został odkryty jego talent do magii.
Pierwszym nauczycielem chłopca była jego ciotka. Zaś po tym, jak Duny uratował swoją wioskę przed najazdem, przyjął go na naukę mag Ogion. On też nadał mu imię Ged. Dość szybko chłopiec rozczarował się naukami u milczącego mistrza. Mag wysłał go na Roke do szkoły czarnoksiężników, gdzie zyskał przyjaciela i wroga. Chęć popisania się przed tym drugim, miała w przyszłości sprowadzić na niego wielkie kłopoty...

Po Czarnoksiężnika z Archipelagu sięgnęłam w ramach powrotu do twórczości Ursula K. Le Guin. Pamiętam, że kiedy byłam w podstawówce, czytałam jej książki i mi się podobały. I generalnie tyle z tego pamiętam, bo ani o czym były, ani jakie tytuły czytałam, w żaden sposób nie umiem sobie przypomnieć.
Czarnoksiężnik z Archipelagu mi się podobał. Ta książka w stylu narracji przypomina mi baśń i w sumie jest to całkiem przyjemne. Jedyne co mi trochę przeszkadzało, to przekonanie, że ja wiem jak należy nazwać Cień, które towarzyszyło mi gdzieś od połowy książki. Nie wiem, czy to było tak oczywiste, czy po prostu ja tę książkę już czytałam i informacja ta utkwiła mi gdzieś w podświadomości. Ostatecznie tego nie rozstrzygnę, ale byłabym wdzięczna za informację, czy wy także się tego domyślaliście.

Podsumowując, Czarnoksiężnik z Archipelagu to bardzo dobra fantasy. Książka opowiada o dojrzewaniu i braniu na siebie odpowiedzialności za swoje czyny, zarówno w kontekście przygód głównego bohatera, jak i koncepcji magii. Myślę, że książkę można polecić każdemu i większości powinna się spodobać. Ja na pewno będę kontynuować ponowne poznawanie twórczości autorki.

*Książki słuchałam.

niedziela, 19 grudnia 2010

Ali Nadżud, Delphine Minoui: Dziesięcioletnia rozwódka

Informacje ogólne
Wydawca: Hachette
Rok wydania: 2009
Liczba stron: 145
ISBN: 978-83-7575-772-9
Tytuł oryginału: Moi Nojoud, 10 ans divorcée
Tłumaczenie: Ewa Wolańska

Ocena: 4+/6

Książka opowiada o dziesięciolatce, mieszkance Jemenu, którą ojciec (oczywiście wbrew jej woli) wydał za mąż. Mąż co prawda obiecał, że poczeka z sexem, aż dziewczynka uzyska dojrzałość płciową (zacznie miesiączkować), a po tym jeszcze rok, ale złamał słowo już pierwszej nocy.
Nadżud jest załamana conocnymi gwałtami i boi się spać. W dzień nie jest dużo lepiej, teściowa traktuje ją jak służąca, nie do pomyślenia jest, aby dziewczynka choć trochę pobawiła się z innymi dziećmi. Mimo swoich dziesięciu lat ma się zachowywać jak zamężna kobieta i być posłuszna swojemu mężowi i jego matce.
Nadżud udaje się wyjednać u męża możliwość odwiedzenia rodziców w stolicy. Choć mąż dziewczynki nie dotrzymał słowa, jej ojciec każe jej z nim zostać. Zdesperowana Nadżud postanawia uciec i udać się do sądu, gdzie zamierza żądać rozwodu. Plan udaje się zrealizować.
Sprawa niestety okazuje trudna. Z jednej strony dziewczynkę wydano za mąż bezprawnie, bo była za mała, z drugiej strony jest także za mała, aby żądać rozwodu. Na szczęście w końcu udało się doprowadzić sprawę do końca i orzec rozwód. Dzięki nagłośnieniu tej sprawy, inne dziewczynki zyskały odwagę, aby także pójść do sądu. I jest to szczęście w nieszczęściu, mi się w głowie nie mieści, że taka sytuacja mogła się wydarzyć, a co więcej nie być odosobnionym przypadkiem, w 2008 roku!

Książkę czytało się dość dobrze (właśnie tego jak się czytało dotyczy ocena). Jest to pozycja na jeden wieczór, bo jest to książka cienka i z dużym drukiem, więc lektura nie zajmuje zbyt dużo czasu. Historia w niej opowiedziana, jest (przynajmniej dla mnie) wstrząsająca. Nie zdawałam sobie sprawy, że takie są realia w krajach arabskich. I choć wiem, że książka opowiada prawdziwą historię, to to, co tam się dzieje w głowie mi się nie mieści. Jak my nie doceniamy tego, że żyjemy w miarę normalnym kraju...

sobota, 18 grudnia 2010

Rick Riordan: Morze potworów

Informacje ogólne
Wydawca: Galeria Książki
Rok wydania: 2009
Liczba stron: 280
Wymiary: 125 x 195 mm
ISBN: 978-83-928837-1-5
Cykl: Percy Jackson i bogowie olimpijscy (tom 2)
Tytuł oryginału: The Sea of Monsters
Tłumaczenie: Agnieszka Fulińska

Ocena
ocena ogólna: 4/6
fabuła: 3+/6
stopień wciągania: 4+/6
uczucie własne: 4/6

Percy jest już o rok starszy i udało mu się dotrwać do ostatniego dnia roku szkolnego w tej samej szkole. Ostatni dzień okazuje się jednak straszny i Percy musi uciekać z miasta. Razem z nim do obozu herosów udaje się Annabeth (jego przyjaciółka z zeszłego roku) i Tyson - "kolega" szkolny. Okazuje się, że ktoś zatruł sosnę Talię i przez to obóz nie jest już bezpiecznym miejsce. Jakby tego było mało, o chorobę drzewa oskarżono Chejron, przez co musi on opuścić obóz. Jego miejsce zajmuje Tantal, który nie znosi dzieci i którego wcale nie interesuje bezpieczeństwo obozu. Bezpieczeństwem muszą zająć się sami obozowicze i to jeszcze w tajemnicy przed opiekunem.
W tym czasie Persiemu śni się Grover w jaskini częściowo ślepego cyklopa, który chce go poślubić sądząc, że jest cyklopicą. Grover mówi Persiemu, że są mentalnie połączeni i że potrzebuje natychmiastowej pomocy. Annabeth uświadamia Persiego, że jeżeli jego sen jest prawdą, to być może ratując Grovera, uda się uratować obóz. Jednak uzyskanie misji po rządami Tantala, to nie jest prosta sprawa...

Morze potworów podobało mi się trochę mniej niż Złodziej pioruna chyba dlatego, że fabuła jest trochę chaotyczna. Z drugiej strony podoba mi się postać Tysona, moim zdaniem dodaje ona uroku tej książce.
Nadal bardzo polecam tę serię młodzieży. Dorosłym już bardziej umiarkowanie, ale także, jako lekką acz nieszczególnie ambitną lekturę. Ja czytanie serii zamierzam kontynuować, mam już wypożyczone kolejne dwie części, więc pewnie niedługo będzie recenzja Klątwy tytana szczególnie, że muszę ją oddać do 5 stycznia, bo jest zamówiona przez kolejnego czytelnika.

piątek, 17 grudnia 2010

Tanya Valko: Arabska żona

Informacje ogólne
Wydawca: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 560
Wymiary: 125 x 195 mm
ISBN: 978-83-7648-405-1

Ocena
ocena ogólna: 3+/6
fabuła: 3=/6
stopień wciągania: 4+/6
uczucie własne: 3+/6

Wstrząsająca historia Polki, która poślubiła muzułmanina. grzmi okładka, ale to co oddaje ducha tej książki jest napisane na końcu Autorka połączyła w tej powieści wiele ludzkich historii, które przetworzyła na fikcję literacką. Taaak... Właśnie wielość tych historii wybitnie widać w tej książce, jest ich zdecydowanie za wiele.
Historia opowiedziana w tej książce jest po prostu nieprawdopodobna. Jestem w stanie uwierzyć w realizm każdego z wydarzeń, ale nie wszystkich na raz! Ale zacznijmy może od początku...

Dorota jest w klasie maturalnej. Z okazji swoich osiemnastych urodzin idzie ze znajomymi do pubu. Jest to jej pierwsza wyprawa w takie miejsce, ponieważ nadopiekuńcza, samotnie wychowująca ją matka trzyma ją cały czas pod kloszem. Znajomi szybko wtapiają się w tłum, zostawiając ją samą. Wtedy to właśnie poznaje Ahmeda - jedynego trzeźwego mężczyznę w barze.
Ta część książki pisana jest strasznie infantylnym językiem, nie wiem, czy jest to celowy zabieg, ale robi dość groteskowe wrażenie, w końcu osiemnastolatka nie jest już dzieckiem.

Potem mamy zacieśnianie się ich znajomości, jej wyprawy do miasta, w którym on studiuje, w końcu jej bal maturalny i mało prawdopodobne wydarzenia w jego trakcie i zaraz po nim. Dodatkowo okazuje się, że Dorota jest w ciąży...
Już na tym etapie, można dostrzec sygnały, że Ahmed, to nie jest najtrafniejszy wybór, ale Dorota zarówno wtedy, jak i później, konsekwentnie je ignoruje.

Po polskim okresie, reszta książki dzieje się w Libii. Poznajemy wtedy reguły rządzące arabskim społeczeństwem i próby Doroty, aby się w to społeczeństwo wpasować. Dowiadujemy się, że mimo XXI wieku, kobiety w tamtym kraju nadal nie mają żadnych praw i są całkowicie uzależnione od mężczyzn. Już sam libański okres jest, moim zdaniem, kompilacją zbyt dużej liczby historii...

Generalnie książka mi się nie podobała. Na początku raziła mnie infantylność narracji, a potem nieprawdopodobność całej historii. Myślę, że z tego samego materiału, miały by szansę powstać, dwie, a może nawet trzy, dobre książki, każda opowiadająca fragment historii zawartej w Arabskiej żonie. Niestety autorka wszystkie wydarzenia kazała przeżyć jednej bohaterce, co spowodowało, że książka zamiast szokować i wzruszać, śmieszy. Czytałam dalej, bo mimo wszystko książka jest dość wciągająca, choć jest to wciągalność na zasadzie, co też autorka jeszcze wymyśli. Ale wciągalność to jedyna zaleta tej książki. Zdecydowanie nie polecam.

czwartek, 16 grudnia 2010

Orson Scott Card: Dzieci umysłu

Informacje ogólne
Wydawca: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 1998
Liczba stron: 373
Wymiary: 142 x 202 mm
ISBN: 83-7180-898-4
Cykl: Ender (tom 4)
Tytuł oryginału: Children of the Mind
Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa

Ocena
ocena ogólna: 3+/6
fabuła: 3/6
stopień wciągania: 4/6
uczucie własne: 4=/6

Jestem bardzo rozczarowana tą książką, choć przyznaje, że powinnam się w sumie czegoś takiego spodziewać po Ksenocydzie.

Dzieci umysłu to rozwinięcie wydumanej teorii z poprzedniej części. Generalnie na tej teorii opiera się większość książki. Dodatkowo mamy jeszcze rozwinięcie kwestii pewnej kreacji i to też staje się dla mnie zbyt wydumane. Do tego wszystkiego dochodzą dysputy filozoficzne, których, szczególnie w pierwszej połowie, jest strasznie dużo. Science-fiction filozoficzne, to zdecydowanie nie jest coś dla mnie, choć w sumie nie wiem, że tę książkę można jeszcze zakwalifikować do science-fiction...

Dzieci umysłu zamykają wszystkie wątki rozpoczęte w Mówcy Umarłych i Ksenocydzie, aczkolwiek autor otworzył i nie zamknął kolejny wątek, zostawiając sobie otwartą furtkę do kontynuacji. Ja osobiście się cieszę, że furtki tej nie wykorzystał, bo wolę nie wiedzieć jakie wydumane teorie mógłby autor wymyśleć w kolejnej książce na ten temat.

Mimo tego rozczarowania, nie zamierzam rezygnować z przeczytania innych książek autora, ale zamierzam zrobić sobie teraz długą od niego przerwę. Mam nadzieję, że inne jego książki są bardziej podobne do Gry Endera lub Mówcy Umarłych niż Dzieci umysłu.

Książkę czytałam na czytniku.

wtorek, 14 grudnia 2010

John Grisham: Klient

Informacje ogólne
Wydawca: Amber
Rok pierwszego wydania: 1994
Rok tego wydania: 2001
Liczba stron: 319
Wymiary: 145 x 205 mm
ISBN: 83-7169-877-1
Tytuł oryginału: The client
Tłumaczenie: Marcin Wawrzyńczak
Czyta: Roch Siemianowski

Ocena*
ocena ogólna: 4+/6
fabuła: 4/6
stopień wciągania: 4+/6
uczucie własne: 4+/6

Mark to jedenastolatek, który przeszedł za dużo. Większa część jego życia upłynęła w strachu przed pijanym ojcem, z którym w końcu matce udało się rozwieść. Mark ma młodszego brata Rickiego, który przyłapał go na paleniu papierosów. Ponieważ zagroził, że powie mamie, Mark zgadza się nauczyć go palić. Z tego właśnie powodu trafiają sami na skraj lasu, w miejsce, gdzie sławny prawnik postanowił popełnić samobójstwo zatruwając się gazem.
Romey był prawnikiem mafii. Zawsze chętnie bronił przestępców, mimo przekonania, że są oni winni zarzucanych sobie czynów. Tym razem jednak załamał się po tym, jak jego klient zdradził mu miejsce ukrycia zwłok senatora. Romey jest przekonany, że po poznaniu tej informacji, on także musi zginąć, więc postanawia załatwić do osobiście.
Mark chce pomóc mężczyźnie i nie dopuścić do jego śmierci, dlatego ostrożnie przeczołguje się do auta i wyciąga z rury wydechowej gumowy wąż, który służy do doprowadzania spalin do wnętrza auta. Romey szybko orientuje się, że coś jest nie tak, zaś kiedy kolejny raz musi wyjść z samochodu, aby poprawić wąż, zaczyna być podejrzliwy. Następna próba pomocy kończy się dla Marka tragicznie - mężczyzna łapie go i wciąga do samochodu. Romey przekonany, że razem z chłopcem zaraz umrą, zdradza mu miejsce ukrycia zwłok. Nie wiem, że Mark nie był sam i że jego brat odłączył wąż. Kiedy Romey zapada w pijacki sen, chłopak ucieka z samochodu. Kilka chwil później obaj bracia są świadkami tego, jak prawnik strzela sobie w głowę.
Od tej chwili Markiem zaczynają interesować się zarówno FBI, jak i mafia...

Szczerze powiedziawszy mam mieszane uczucia co do tej książki. Z jednej strony w sumie nie jest taka zła. Momentami można się nawet trochę pośmiać. Ale finałowa wyprawa do innego miasta jest już trochę za bardzo wydumana. Myślę, że żaden jedenastolatek nie wpadł na taki pomysł, a jeżeli już, to nie zdecydowałby się na realizację.
Generalnie pomysł wydaje mi się dobry na dłuższe opowiadania a nie całą powieść. I w pewnym momencie zaczęłam mieć wrażenie przeciągania akcji na siłę. Niby nadal były wciągające momenty, ale i tak pozostawało to wrażenia niepotrzebnego przedłużania książki. Gdyby to była moja pierwsza książka Grishama, to zastanawiałabym się, czy dać mu kolejną szanse. Ponieważ jednak jest to druga, to na pewno spotkam się jeszcze z tym autorem. Jak ustaliłam z Podsłuchem następną książką będzie Czas zabijania. Zobaczymy jakie tym razem będę miała wrażenia... ale to na pewno nie wcześniej niż w lutym, a całkiem prawdopodobne, że nawet później.

*Książki słuchałam.

niedziela, 12 grudnia 2010

Michael Scott Rohan: Lodowe kowadło

Informacje ogólne
Wydawca: Amber
Rok wydania: 1994
Liczba stron: 430
Wymiary: 125 x 195 mm
ISBN: 83-7082-686-5
Cykl: Zima świata (tom 1)
Tytuł oryginału: The Anvil Of Ice
Tłumaczenie: Mateusz Łuczak

Ocena
ocena ogólna: 5-/6
fabuła: 5-/6
stopień wciągania: 5-/6
uczucie własne: 5-/6

Alv był podrzutkiem, przywódca wioski przygarnął go, aby uzyskać taniego niewolnika. Nawet imię wybrano mu tak, aby jak najbardziej odstawał od innych, Alv, czyli złośliwy chochlik, odmieniec. Mimo tego, to właśnie on ostrzega przed wrogimi statkami, w nagrodę zaś nie zostaje wpuszczony za bramę, bo przybiegł za późno. Jednak wszystko to na nie dużo się zdaje, wioska przegrywa, zaś Alv jest jednym z niewielu ocalałych.
Mimo pobytu poza wioską, zostaje schwytany, ale towarzyszący najeźdźcom mistrz kowalski ratuje go z niewoli i przyjmuje na swojego ucznia. Od tej pory chłopiec przebywa w niedostępnej kamiennej wieży, gdzie uczy się tajników rzemiosła.
Na ciężkiej pracy mijają mu dni, miesiące i lata, aż pewnego dnia mistrz każe mu wykonać trzy prace, które pozwolą awansować go na czeladnika: jest to bransoleta, hełm i miecz. W konsekwencji wykonania tego ostatniego, całkowicie zmienia się życie Alva, a on już nigdy nie będzie taki sam...

Lodowe kowadło czytało mi się bardzo dobrze. Akcja jest w większości przypadków nieprzewidywalna i przez większość czasu wciągająca. Książka opowiada o dojrzewaniu głównego bohatera, o tym jak zaczyna on dostrzegać rzeczy i wyciągać wnioski z faktów, na które wcześniej nie zwracał uwagi. Głównego bohatera poznajemy jako chłopca, żegnamy zaś jako młodego mężczyznę umiejącego ponosić konsekwencje swoich czynów.

Książkę można polecić każdemu miłośnikowi magii i opowieści o walce dobra ze złe. Niestety patrząc na sytuację w warszawskich bibliotekach (szukałam w trzech dzielnicach: Ochota, Wola i Śródmieście), szansa na upolowanie całej trylogii jest bardzo znikoma. Lodowe kowadło znalazłam w trzech śródmiejskich bibliotekach, drugiego tomu, czyli Kuźni w lesie w tych trzech dzielnicach nie udało mi się wogóle znaleźć, zaś trzecia część - Młot Słońca objawił się w jednej ochockiej. Miło by było jakby jakieś wydawnictwo zainteresowało się tą trylogią i wznowiło ją, a potem przetłumaczyło jeszcze trzy książki będące jej kontynuacją... no ale można sobie pomarzyć...
Ja mam o tyle szczęście, że tylko na Lodowe kowadło musiałam urządzić polowanie. Dwa kolejne tomy znalazłam w formie elektronicznej i na pewno za jakiś czas je przeczytam.

czwartek, 9 grudnia 2010

Maite Carranza: Lodowa pustynia

Informacje ogólne
Wydawca: Jaguar
Rok wydania: 2009
Liczba stron: 350
Wymiary: 135 x 205 mm
ISBN: 978-83-60010-79-2
Trylogia Wojna czarownic (tom 2)
Tytuł oryginału: El desierto de hielo
Tłumaczenie: Marcin Sarna

Ocena
ocena ogólna: 5/6
fabuła: 5-/6
stopień wciągania: 5+/6
uczucie własne: 5/6

Lodowa pustynia, druga część trylogii Wojna czarownic, to opowieść matki Anaid - Selene. Całkowicie zgadzam się z Kalio, że jest ona o wiele lepsza od Klanu Wilczycy, fabuła jest o wiele ciekawsza i książka zdecydowanie mocniej wciąga.

W drugim tomie poznajemy okoliczności poczęcia i narodzin Anaid. Słuchamy jak Selene opowiada o swojej młodości, chęci zerwania z Omar i życia życiem zwykłej dziewczyny. Dowiadujemy się o jej szalonej miłości, jej ucieczce przed klanem, obowiązkami i matką, która w jej mniemaniu przekładała sprawy Omar, nad miłość do córki. Widzimy jak z czasem zmieniają się jej poglądy, wtedy jednak inne zdarzenia powodują, że musi kontynuować swoją ucieczkę, pogoń coraz dalej na północ.
Między wierszami czytamy o problemach Demeter, jej determinacji, aby odnaleźć córkę, jej problemach z wyrażeniem własnych uczuć. Selene, moja córeczko, pozwolisz, że będę nazywać Cię córeczką, choć Ty nie chcesz nazywać mnie matką. pisze Demeter, ale dalej jej list staje się rzeczowy i zimny, przytacza obiektywne argumenty, nie umie przyznać się do błędów, które poróżniły ją z córką. Zamiast pocieszać w trudnej sytuacji, grozi: Jeśli nie pozostawisz mi innego wyboru, ruszę za Tobą i sprowadzę Cię w brew Twojej woli, choć będzie to wyjątkowe bolesne doświadczenie. i choć okrasza to wszystko słowami miłości to wydaje się, że są to tylko słowa.

Książkę czytało mi się bardzo dobrze, ale chyba chciałabym, żeby była to tylko i wyłącznie historia Selene, bez krótkich fragmentów opisujących zdarzenia z teraźniejszości. Te teraźniejsze wydarzenia jakoś mnie nie przekonywały, a kiedy dowiedziałam się jaki jest właściwie powód tej ucieczki, okazało się, że to właśnie ona spowodowała wydarzenie się najgorszego. Jedynym, co z teraźniejszych zdarzeń, mi się podobało to zakończenie, które zmusza do szybkiego sięgnięcia po kolejny tom, bo akcja się po prostu urywa. Przyznam się szczerze, że od razu zajrzałam do kolejnej części i dopiero tym uspokojona mogłam odłożyć książkę i zacząć pisać recenzję.
Lodowa pustynia zdecydowanie polecam i gdyby była to samodzielna książka polecałabym ją serdecznie wszystkim, ponieważ jednak jest to druga część trylogii i najpierw trzeba przeczytać Klan Wilczycy, to nie jest już tak optymistycznie. W każdym razie, jak ktoś już przebrnie przez pierwszą część, to niech się nie zniechęca i od razu sięga po drugą, bo Lodową pustynię naprawdę warto przeczytać.

Książkę czytałam na czytniku.

środa, 8 grudnia 2010

Anne McCaffrey: Smoczy ogień

Informacje ogólne
Współautor: Todd McCaffrey
Wydawca: Książnica
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 488
Wymiary: 110 x 175 mm
ISBN: 978-83-245-7874-0
Cykl: Jeźdźcy smoków z Pern (tom 17)
Tytuł oryginału: Dragon's Fire
Tłumaczenie: Robert J. Szmidt

Ocena
ocena ogólna: 5/6
fabuła: 5-/6
stopień wciągania: 5+/6
uczucie własne: 5/6

Staram się pisać recenzję na bieżąco, ale niestety nie zawsze mi wychodzi. W przypadku Smoczego ognia nie wyszło mi bardzo. Wszytko przez to, że chciałam napisać recenzję bardzo porządną i odnieść się do poprzedniej części serii czyli Smoczej rodziny, a że czytałam ją dawno, to postanowiłam ją sobie odświeżyć. Ponieważ do odświeżania wolę jednak książkę papierową niż ebooka na czytniku, to postanowiłam ją wypożyczyć z biblioteki i tak minął pierwszy tydzień. Potem nie miałam jakoś czasu, ani weny, skończyłam kolejne książki i napisałam ich recenzję na świeżo, zaś Smoczy ogień zaczął się ode mnie oddalać... i tak minęły kolejne dwa tygodnie. Wreszcie po trzech postanowiłam, że tak dalej nie ma sensu. Ta recenzja nie będzie tak dobra, jak chciałam, aby była, ale w końcu będzie. Bo jak nie napiszę jej teraz, to nie napiszę już chyba nigdy. Bo zaraz skończę kolejne trzy książki i znów nie będzie mi się chciało pisać tej zaległej recenzji, bo będę miała do napisania trzy świeże. Tak więc czas najwyższy.

Głównym bohaterem powieści jest Pellar - przybrany syn harfiarza Zista. Chłopiec urodził się niemową, nosi więc ze sobą wszędzie tabliczkę, za pomocą której może się porozumiewać. Po dwóch nieudanych próbach porozumienia z Wygnanymi, Cech Harfiarzy postanawia wysłać Zista do nowo tworzonej kopalni, Pellar zaś ma towarzyszyć mu potajemnie i składać raporty z obserwacji Wygnanych. Jest to oczywiście dopiero początek przygód Pellara...

Książka jest bardzo mocno powiązana miejsce i czasem akcji z książką Smocza rodzina. Kopalnia węgla, o której mowa, to kopalnia Natalona, a Zist zostaje przy niej harfiarzem. Wydarzenia przedstawiane są z zupełnie innej perspektywy, czas akcji zaś zaczyna się przed wydarzeniami z poprzedniej książki, a kończy po nich. Książka rozwija tematykę wherów, zapoczątkowaną w poprzedniej części cyklu, a także opowiada o kopalniach smoczego kamienia.

W pewnym momencie miałam wrażenie, że autorka strasznie miesza i sama już nie pamięta, co pisała w poprzednich częściach cyklu, co spowodowało, że przez trochę czytałam z mniejszym zapałem. Po chwili jednak mój trud został nagrodzony, bo nastąpił gwałtowny zwrot i okazało się, że tak miało być od początku, nieścisłości zaś były jak najbardziej celowe.

O ile Smocza rodzina zniechęciła mnie do tego cyklu i spowodowała, że przestałam się interesować tym, czy kolejne części zostaną wydane po polsku i kiedy, o tyle Smoczy ogień zachęcił mnie do powrotu. Książka przypomniała mi zachwyt z jakim czytałam poprzednie tomy cyklu i spowodowała chęć szybkiego przeczytania kolejnej części pod tytułem Smoczy harfiarz, która niedawno wyszła po polsku.
Po przeanalizowaniu sytuacji i dojściu do wniosku, że w bibliotece to ona za szybko się nie pojawi, zaś cena jest zachęcająca do zakupu, postanowiłam ją nabyć. Przy mojej chęci do kupowanie książek, można to uznać za wielki sukces Smoczego ognia. Nie spodziewam się co prawda, abym przeczytała ją jeszcze w tym roku, bo mam za dużo innych pozycji które mają przed nią pierwszeństwo, ale jest dość prawdopodobne, że w styczniu ukaże się recenzja Smoczego harfiarza. Jak sądzę można się domyślić z tego przydługiego podsumowania, że książkę bardzo polecam wszystkim miłośnikom cyklu :)

poniedziałek, 6 grudnia 2010

Bernard Cornwell: Trafalgar 1805

Informacje ogólne
Wydawca: Instytut Wydawniczy Erica
Rok wydania: 2007
Liczba stron: 399
Wymiary: 125 x 195 mm
ISBN: 978-83-89700-57-5
Cykl: Kampanie Richarda Sharpe'a (tom 4)
Tytuł oryginału: Sharpe's Trafalgar: Richard Sharpe and the Battle of Trafalgar, October 1805
Tłumaczenie: Feliks Forbert-Kaniewski
Ocena
ocena ogólna: 4+/6
fabuła: 4+/6
stopień wciągania: 4+/6
uczucie własne: 4+/6

Richard Sharpe wraca z Indii do ojczyzny. Jeszcze przed zaokrętowaniem spotyka go nieprzyjemna przygoda, ale ma ona pozytywny wpływ na późniejsze wypadki. W drodze do Anglii Richard zakochuje się w niedostępnej arystokratce i zostaje obrabowany z części zdobytych klejnotów. W końcu 21 października 1805 roku bierze udział w bitwie pod Trafalgarem.

W książce jest sporo odniesień do bitwy pod Assaye, której jednym z dowódców był Pohlmann. Okazuje się, że Sharpe pomógł mu w jakiś sposób w ucieczce (po klęsce jego wojsk), a w czasie rejsu obiecuje nie zdradzić jego tożsamości. Przy każdym wspomnieniu o tej bitwie lub dowódcy, zęby same mi zaczynały zgrzytać. Niech mi ktoś wyjaśni czemu polscy wydawcy nie mogą wydawać książek w oryginalnej kolejności? No czemu? Przez Trafalgarem w serii Sharpe'a są jeszcze dwie książki, które Erica po prostu pominęła, a jedna z nich dotyczy właśnie wspominanej bitwy. Zresztą co ja się dziwię, pierwszy tom serii (z 3 wydanych) został wydany na końcu, a dalszych mimo zapowiedzi w książkach, jak nie było od 2 lat, tak nie ma...

Książka podobała mi się o wiele mniej od Tygrysa i sądzę, że spory wpływ na to miały te odniesienia, których nie rozumiałam. Opis bitwy morskiej też mnie jakoś nie zachwycił, choć dla innych może to być pewnie zachęcające.
Generalnie książki nie polecam dopóki ktoś w Polsce nie wyda Sharpe's Triumph: Richard Sharpe and the Battle of Assaye, September 1803, chyba że czytelnik jest w stanie przeczytać te książkę po angielsku, zanim sięgnie po Trafalgar. Bo czytania z dziurami zdecydowanie nie polecam, bo zęby potem bolą, zaś książkę odbiera się gorzej.

sobota, 4 grudnia 2010

Orson Scott Card: Ksenocyd

Informacje ogólne
Wydawca: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 1991
Liczba stron: 488
Wymiary: 142 x 202 mm
ISBN: 978-83-7648-358-0
Cykl: Ender (tom 3)
Tytuł oryginału: Xenocide
Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa

Ocena
ocena ogólna: 5/6
fabuła: 4/6
stopień wciągania: 6+/6
uczucie własne: 5/6

Książka Ksenocyd, tak samo jak poprzednie powieści Carda, jest bardzo wciągająca. Jest bezpośrednią kontynuacją Mówcy Umarłych i niestety nie zawiera żadnego wprowadzenia, dlatego też żałuję, że zrobiłam sobie między Mówcą a Ksenocydem prawie pół roku przerwy, gdyż pewne fakty zatarły się już w mojej pamięci i musiałam sobie przejrzeć Mówcę.
Właściwie książki Mówca umarłych, Ksenocyd i Dzieci umysłu tworzą trylogię o prosiaczkach... szkoda tylko, że nigdzie nie znalazłam tej informacji, zanim zaczęłam czytać... choć z drugiej strony przecież wiedziałam, że historia jest niedokończona, więc właściwie nie wiem czemu zrobiłam sobie tak długą przerwę. W każdym razie teraz tego błędu nie powtórzę. Teraz mam na czytniku Lodową pustynię, a jak tylko ją skończę zacznę czytać Dzieci umysłu.

Może jednak wrócę do samej książki. W Ksenocydzie poznajemy jeszcze jedną planetę poza Lusitanię - planetę Drogi. Na planecie wyznawców Drogi żyją bogosłyszący - ludzie słyszący głos bogów, będący przywódcami całej planety. Najpierw bogowie, potem przodkowie, potem lud, potem władcy, na końcu ty. - to wyznanie Drogi, ale jak człowiek może odgadnąć czego chcą bogowie, nawet gdy jest bogosłyszącym?

Chyba tyle można napisać na temat fabuły, jeżeli nie chce się zdradzić niczego z wydarzeń z Mówcy. Tak więc teraz będzie podsumowanie, potem zaś napiszę coś więcej dla tych, którzy już Mówcę czytali.

Ogólnie książka bardzo mi się podobała, wciągalność zaś była tak duża, że pierwszy raz w książce czytanej na czytniku zdarzyło mi się, że przeskakiwałam strony... o tym, że zarwałam przy okazji noc nie warto wspominać ;) Z fabułą było już trochę gorzej. Chyba nie lubię kiedy w science-fiction zaczynają się pojawiać zbyt wydumane teorie, a tak odebrałam jeden z kluczowych pomysłów z końca książki.
Wszystkim miłośnikom science-fiction książkę jak najbardziej polecam, a tych którzy jej miłośnikami jeszcze nie są, zachęcam mimo wszystko do lektury Gry Endera, bo jest to książka po prostu genialna!

Teraz napiszę kilka słów dla osób będących już po lekturze Mówcy umarłych.

Flota nadlatuje nad Lusitanię. Co prawda do jej przylotu minie jeszcze kilka lat, ale wiadomym jest, że uzbrojono ją w Małego Doktora. Demostenes wyruszył także i w czasie całej podróży wysyła teksty w obronie planety. Lusitania ma także wewnętrzne problemy - descolada cały czas się zmienia, ludzie nieustannie muszą wymyślać nowe sposoby jej neutralizacji, czy wirus nie wygra tego wyścigu zbrojeń?
Część prosiaczków przyjmuje chrześcijaństwo, jednak większość ludzi nadal żyje za ogrodzeniem, bojąc się i nie rozumiejąc swoich sąsiadów. Czy naprawdę możliwa jest pokojowa koegzystencja dwóch tak różnych ras? A co będzie, kiedy ludzkie społeczeństwo dowie się o odrodzeniu robali?
Zaś wśród gwiazd istnieje jeszcze jedna istota, której grozi zagłada, czy jest ona nieuchronna?

Książkę czytałam na czytniku.

środa, 1 grudnia 2010

Podsumowanie listopada 2010

Od tego miesiąca postanowiłam pisać podsumowanie miesiąca. Nie wiem jak długo wytrwam w tym postanowieniu, ale może coś takiego będzie miało sens. Zobaczymy...

W poprzednim miesiącu opisałam* 14 książek. Sześciu z tych książek wysłuchałam, resztę przeczytałam, dwie pochodziły z biblioteki, sześć przeczytałam na czytniku. W listopadzie nie miałam szczęścia trafić na żadną książkę, w której bym się zakochała, choć odkryłam w nim Gabaldon, Grishama i Furey, z którymi znajomość mam zamiar kontynuować.

W listopadzie zrezygnowałam z przeczytania dwóch książek.
Były to:
->Inkwizytor Patricio Sturlese'a - przeczytałam 27%, książka zaś mnie wcale nie wciągnęła, dałam więc sobie spokój, skoro wcale nie jestem ciekawa dalszych losów bohaterów. Po kolejną książkę autora (nawet jakby jakaś została przetłumaczona) na pewno nie sięgnę.
->Zorza północna Philipa Pullmana - początkowo książka nawet mnie wciągnęła, ale potem autor zaczął za bardzo gmatwać opisywany świat, a może odstraszyło mnie wmieszanie do opowieści tamtejszego kościoła? Nie wiem. Faktem jest, że przeczytałam prawie 35% i przestałam mieć ochotę czytać dalej. Może kiedyś spróbuje jeszcze raz (choć jest to wątpliwe), dość prawdopodobne natomiast, że zaryzykuję jeszcze lekturę książki Dobry człowiek Jezus i łotr Chrystus tego autora.

Subiektywnie mam wrażenie, że jakoś nie miałam w poprzednim miesiącu szczęścia z trafianiem w naprawdę dobrą książkę. Ale może to wina jesieni? Skoro jednak tak, to poprawy można by się spodziewać dopiero na wiosnę, więc mam nadzieję, że był to po prostu wyjątkowo niefartowny pod tym względem miesiąc i taka zła passa się już więcej nie powtórzy.

*czasem recenzje ukazują się z pewnym opóźnieniem, z reguły zaś wychodzi jakoś tak, że kilka książek kończę jednocześnie na początku miesiąca, trudno mówić, że je w danym miesiącu przeczytałam, więc dlatego lepiej będę pisać o książkach opisanych

wtorek, 30 listopada 2010

Rick Riordan: Złodziej pioruna

Informacje ogólne
Wydawca: Galeria Książki
Rok wydania: 2009
Liczba stron: 400
Wymiary: 125 x 195 mm
ISBN: 978-83-928837-0-8
Cykl: Percy Jackson i bogowie olimpijscy (tom 1)
Tytuł oryginału: The Lighting Thief
Tłumaczenie: Agnieszka Fulińska

Ocena*
ocena ogólna: 4+/6
fabuła: 4/6
stopień wciągania: 4+/6
styl narracji: 5/6
uczucie własne: 4+/6

Percy Jackson to wydawałoby się zwyczajny dwunastolatek. Ma co prawda dysleksję i kłopoty w szkole, ale jest wszak wiele dzieci, które je mają. Okazuje się jednak, że Percy wcale nie jest zwyczajny, jest herosem - synem śmiertelniczki i jednego z greckich bogów. Co prawda oni są teraz bardziej amerykańscy niż greccy, bo razem z kulturą zachodu przywędrowali do Stanów Zjednoczonych, ale jednak to ciągle oni.
Początkowo nie wiadomo czyim synem jest Percy, żaden z bogów nie chce się do niego przyznać, choć są pewne przesłanki... No właśnie, ja wiedziałam praktycznie od początku, tylko nie wiem, czy ja to gdzieś przeczytałam (miejsca, które wiem, że czytałam, to sprawdziłam, tam tego nie było), czy to było tak oczywiste, i raczej tej kwestii nie uda mi się już rozstrzygnąć. Niezależnie czy wiedziałam, czy nie, domyśleć się na pewno da :)
Kiedy już ojciec przyzna się do swojego syna, okazuje się, że bogowie są w przededniu wojny. Zeusowi zniknął Piorun Piorunów i sądzi, że ukradł mu go Posejdon, ten z kolei uważa, że winny jest Hades, którego królestwo poszerzyłoby się w wyniku takiej wojny. Tym, który ma rozwiązać problem jest oczywiście Percy...

Książka jest bardzo sympatyczna, ma dość szczególny, ale bardzo fajny styl narracji. Jedyne co mi tak naprawdę przeszkadzało, to dialogi młodych bohaterów z bogami. Dialogi te były w stylu uczeń do nauczyciela, nauczyciel do ucznia. Opowiedz wszystko Panu Zeusowi, chłopcze. mówi bóg do Perciego.

Fabuła ogólnie była dość dobra, momentami zaś mocno zaskakująca. Ja długo podejrzewałam nie tego druha, co trzeba. No dobrze, przyznam się, nic a nic nie udało mi się zgadnąć o kogo chodzi. Z drugiej strony było trochę zgrzytów. Dla mnie totalnie niezrozumiałe są rozważania na temat paczki z Olimpu w kontekście późniejszego listu jednego z uczestników tej rozmowy do drugiego. Wydawało mi się, że w tej rozmowie chodziło nie tylko o samodzielność, ale także o coś jeszcze, ale może tylko mnie się tak wydawało...

Podsumowując książkę polecam wszystkim lubiącym ogólnie pojętą fantastykę. Szczególnie młodzieży w wieku Persiego, bo w końcu ta książka jest dedykowana właśnie dla nich, ale także osobą starszym, jako miłą i lekką lekturę, przy której można się trochę pouśmiechać :)

*Książki słuchałam.

poniedziałek, 29 listopada 2010

Robert Ludlum: Tożsamość Bourne'a

Informacje ogólne
Wydawca: Amber
Rok pierwszego wydania: 1990
Rok tego wydania: 2004
Liczba stron: 463
Wymiary: 140 x 200 mm
ISBN: 83-241-1740-7
Cykl: Jason Bourne (tom 1)
Tytuł oryginału: The Bourne identity
Tłumaczenie: Zdzisław Nowicki (1990), Andrzej Dobrosz (2004)
Czyta: Ryszard Nadrowski
Ocena*
ocena ogólna: 5-/6
fabuła: 5=/6
stopień wciągania: 5+/6
uczucie własne: 5-/6

Człowiek, o którym nic nie wiemy, zostaje zaatakowany na morzu. Kilkakrotnie postrzelony wypada za burtę w trakcie burzy. Następnego dnia znajduje go łódka i zawozi do lekarza. Medykowi cudem udaje się go uratować.
Uratowany cierpi na całkowitą amnezję. Nie pamięta niczego ze swojego życia. Lekarz informuje go, że przechodził w swoim życiu operacje plastyczne, okazuje się także, że bezimienny doskonale obchodzi się z bronią. W ciało mężczyzny wszczepiono mikrofilm, na którym jest numer konta w banku w Zurychu. Bezimienny postanawia udać się tam, bo jest to jedyny trop mogący wyjaśnić jego przeszłość.
Zaraz po tym, jak mężczyzna opuszcza lekarza, okazuje się, że ktoś pragnie go zabić. Od tej chwili bezimienny musi cały czas uciekać, jednocześnie próbując dowiedzieć się czegoś o sobie, zaś zdobywane informacje nie zawsze są prawdziwe...

Tożsamość Bourne'a to książka obfitująca w dużą liczbę zwrotów akcji. Kiedy wydaje nam się, że mamy już jakieś pojęcie o wydarzeniach, chwilę później zostajemy wyprowadzeni z błędu. Generalnie książka mi się podobała, choć była może trochę za bardzo zagmatwana. Z czystym sumieniem mogę ją polecić wszystkim miłośnikom książek sensacyjnych. Ja na pewno, za jakiś czas, sięgnę po kolejną część tego cyklu.

*Książki słuchałam.

piątek, 26 listopada 2010

Maggie Furey: Aurian (po polsku Aurian, Arcymag i Artefakt)


Informacje ogólne wydania polskiego
Tytuły: Aurian, Arcymag, Artefakt
Wydawca: Amber
Rok wydania: 1996, 1997, 1997
Cykl: Artefakty Mocy (tomy 1, 2 i 3)

Informacje ogólne wydania angielskiego
Tytuł: Aurian
Rok pierwszego wydania: 1994
Cykl: Artifacts of Power (tom 1)

Ocena
ocena ogólna: 5/6
fabuła: 5/6
stopień wciągania: 5+/6
uczucie własne: 5/6

W przypadku angielskiej książki Aurian polski wydawca się wyjątkowo popisał. Tę nie jakoś strasznie grubą w końcu książkę (jakoś tak 1,5 objętości Magia kąsa) wydał jako 3 książki, co prawda w jednym cyklu, ale bez zaznaczenia, że tak naprawdę jest to jedna książka podzielona na 3. Sądzę, że jest to jeden z powodów, dla którego książka ta nie zyskała w Polsce popularności. Kolejnym, może nawet ważniejszym jest fakt, że Aurian* jest pierwszą częścią 4 tomowego cyklu, pozostałe zaś części nie zostały przetłumaczone na polski.

Aurian jest córką Mag Ziemi i Maga Ognia. Jej ojciec zginął w tragicznym wypadku, zaś matka wzięła sobie za cel odbudowanie doliny, którą ten wypadek zniszczył. Aurian dorasta wśród dzikich zwierząt całkowicie zaniedbywana przez matkę.
Jej życie się zmienia wraz z przybyciem Forrala - przyjaciela jej ojca i sławnego wojownika. Eilin wyrzuca go co prawda z domu, ale ten nie daje za wygraną i w końcu zostaje przyjęty i zaczyna się opiekować Aurian.
Sielance kładzie kres wypadek, który zmusza Eilin do szukania pomocy uzdrowicielki w Akademii w Nexis. Po uzdrowieniu Aurian pozostaje tam, aby uczyć się kontrolowania swojej mocy. Arcymag ma w stosunku do niej szczególne plany...

Aurian* to książka o miłości, dobroci i złu, o żądzy władzy i bezinteresowności, o walce, zwycięstwach i porażkach. Można powiedzieć, że jest to typowa książka fantasy z magią i walką dobra ze złe, z arcymagiem, który ma własne cele i tym Jedynym, który musi uratować świat. Z drugiej strony jest to także książka o uniwersalnych prawdach i problemach: o matce, która zaniedbuje kochane dziecko, z powodu nieuleczonej traumy; o miłości uczennicy do nauczyciela, o bezinteresownej dobroci i nierozumieniu twardych prawd rządzących światem, o dążeniu do władzy po trupach i nieprzejmowaniu się konsekwencjami i o tym, że ten konsekwencje jednak następują.

Mnie Aurian* bardzo się podobała. Bardzo żałuję, że nie wyszły pozostałe tomy cyklu i że wydawca tak bezsensownie wydał tę książkę. Na pewno spróbuje przeczytać pozostałe tomy po angielsku, ale czy mi się to uda to sprawa druga (nie wiem jak trudnym językiem operuje autorka). Książkę chciałabym polecić wszystkim lubiącym fantasy, ale polecę tylko tym, którzy są w stanie czytać książki po angielsku, bo historia w Aurian* bynajmniej nie została zakończona, a narazie nie zapowiada się, aby dalsze części miały zostać wydane po polsku.

Książkę czytałam na czytniku.

*Pisząć Aurian ma na myśli całą angielską książkę, czyli w wersji polskiej trzy książki.

wtorek, 23 listopada 2010

Elizabeth Chadwick: Córki Graala

Informacje ogólne
Wydawca: Aurum
Rok wydania: 2009
Liczba stron: 423
ISBN: 978-83-61867-01-2
Tytuł oryginału: Daughters of the Grail
Tłumaczenie: Anna Łaskarzewska

Ocena
ocena ogólna: 3+/6
fabuła: 3+/6
stopień wciągania: 3+/6
uczucie własne: 3+/6

Sięgnęłam po tę książkę w wyniku dwóch pozytywnych blogowych recenzji oraz dlatego, że nie było jej w moich pobliskich bibliotekach, była za to w bibliotece obok miejsca, w którym aktualnie pracuje, więc postanowiłam wykorzystać fakt tej bliskości...

Szczerze powiedziawszy to żałuję, że tak się złożyło. Męczyłam się z tą książką chyba miesiąc (jak nie dłużej), wożąc ją w te i spowrotem i częstokroć woląc już siedzieć i gapić się w okno niż ją czytać, bo wcale mnie do niej nie ciągnęło... Po jakiś 100 stronach (a to dużo bo książka ma bardzo małą czcionkę) zastanawiałam się mocno, czy jej nie odłożyć, ale mimo wszystko byłam ciekawa, co też autorka wymyśli w kwestii losów uzdrowicielki.
Pod koniec wciągalność się poprawiła i ostatnie 150 stron udało mi się przeczytać ciurkiem, ale i tak co chwila spoglądałam na zegarek i dziwiłam się, że tak mało czasu minęło od ostatniego sprawdzania godziny.
Możnaby podejrzewać, że nie miałam nastroju na czytanie i dlatego nawet te ostatnie 150 stron mi tak szło... możnaby gdyby nie fakt, że po skończeniu Córek wzięłam się za Smoczy ogień i zanim się spostrzegłam byłam w połowie i wołami trzeba mnie było od niej odrywać, bo nadszedł czas iść spać :(

Teraz wiecie już, że książkę czytało mi się ciężko i jej nie polecam, to może napiszę wreszcie coś na temat tego, o czym ona jest.

Główną bohaterką książki jest Bridget - uzdrowicielka wywodząca się od Marii Magdaleny umiejąca leczyć dotykiem. Wszystko dzieje się w trzynastowiecznej Francji, w trakcie krucjaty przeciwko zamieszkujących ten teren katarom.
Mamy dwa wątki miłosne, okrucieństwa wojny i fanatyzm. Bridget co jakiś czas ma wizję, z których dowiaduje się o wydarzeniach z przyszłości, ale chyba ani razu nie próbuje im zapobiec.

Autorka pisze na końcu, że bohaterowie byli zmyśleni, ale krucjata przeciw katarom (i część z jej szczegółów) nie. Ja jednak nie uważam, żeby można nazwać tę książkę historyczną. Cała fabuła obraca się wokół magicznych zdolności potomkiń Magdaleny. Co prawda czary nie zmieniają losów wojny, ale na książkę historyczną to ona mi jednak nie pasuje...

poniedziałek, 22 listopada 2010

Gordon R. Dickson: Smok i jerzy

Informacje ogólne
Wydawca: Amber
Rok wydania: 1991
Liczba stron: 254
Wymiary: 12,5 x 19,5 cm
ISBN: 83-85079-57-2
Cykl: Smok i jerzy (tom 1)
Tytuł oryginału: The dragon and the george
Tłumaczenie: Izabella i Andrzej Śluzka

Ocena
ocena ogólna: 4=/6
fabuła: 4-/6
stopień wciągania: 3+/6
uczucie własne: 4-/6

James i Angie są młodą parą pracowników naukowych. Ich praca jest słabo płatna i nie mają za dużo pieniędzy, są tak biedni, że nie stać ich na wynajęcie zdezelowanej przyczepy. James jest bardzo sfrustrowany, bo znów nie dostaje stanowiska wykładowcy, zaś szef Angie wiecznie zatrzymuje ją po godzinach.
Pewnego dnia, kiedy Angie po raz kolejny nie wychodzi o czasie z pracy, James ma dość. Postanawia wreszcie zrobić z tym porządek, wpada do pokoju narzeczonej i tam dowiaduje się od jej szefa, że Angie zniknęła. Pracowali właśnie nad projekcją świadomości, ale ona przeniosła sobie, zamiast tylko swoje myśli. Za namową jej szefa, James podąża za nią, ponieważ Angie nie wie jak wrócić. Transfer świadomości prawie się udaje, problem jest tylko jeden, James trafił w ciało smoka... potem zaś sprawy gmatwają się jeszcze bardziej...

Postanowiłam przeczytać tę książkę, ponieważ Ł bardzo się podobała (w tempie ekspresowym przeczytał cały cykl). Nie przeczę, że momentami jest zabawna, ale ogólnie nie przypadła mi zbytnio do gustu. Dała się przeczytać i może gdyby nie miała co czytać, to bym sięgnęła po kolejne części, ale że mam aż nadto, to wątpię, abym się skusiła. Ja osobiście nie polecam, ale na przykładzie mojego Ł wiem, że może się to podobać, więc może warto spróbować i przekonać się samodzielnie na ile ta książka jest dobra?

Książkę czytałam na czytniku.

czwartek, 18 listopada 2010

John Grisham: Firma

Informacje ogólne
Wydawca: Amber
Rok pierwszego wydania polskiego: 1993
Rok tego wydania: 2008
Liczba stron: 312
Wymiary: 150 x 210 mm
ISBN: 978-83-241-3103-7
Tytuł oryginału: The Firm
Tłumaczenie: Zbigniew Balicki, Krzysztof Bereza
Czyta: Henryk Pijanowski

Ocena*
ocena ogólna: 5/6
fabuła: 5-/6
stopień wciągania: 5/6
uczucie własne: 5/6

Mitchel McDeer jest studentem ostatniego roku prawa, już prawie absolwentem. Poznajemy go w trakcie jego kolejnej rozmowy o pracę w dość nietypowej firmie prawniczej. Kancelaria ta nigdy nie ogłasza naboru, zawsze sama znajduje sobie kandydatów wśród studentów ostatniego roku. Firma praktycznie nie zwalnia ludzi, jeżeli ktoś już zostaje zatrudniony, to pracuje tam do emerytury. Kancelaria mieści się w Memphis (niezbyt duże miasto) i jest stosunkowo niewielka, mimo to proponuje bardzo wysokie wynagrodzenie i umożliwia zakup domu na bardzo dogodnych warunkach. Mitchel, choć do tej pory myślał raczej o Chicago czy Nowym Yorku, zostaje skuszony przez tak intratną propozycję.
Kiedy sprowadza się wraz z żoną do Memphis, Firma przeżywa właśnie żałobę po dwóch pracownikach, którzy zginęli w nieszczęśliwym wypadku podczas nurkowania. Mitchel, jako nowy pracownik, nie znał ich, więc nie przejmuje się zbytnio ich śmiercią i rzuca się w wir nowej pracy - chce być tym, który przychodzi najwcześniej i pracuje najdłużej.
Pewnego dnia, Mitchela zaczepia agent FBA i sugeruje, że te śmierci wcale nie były wynikiem wypadku, zaś Firma jest naprawdę dobrze zakamuflowaną organizacją przestępczą. Informacja ta powoli wywraca życie Mitchela do góry nogami...

Moim zdaniem Firma jest książką bardzo dobrą. Może mogłaby być trochę bardziej wciągająca, ale do słuchania była akurat. Fabuła nie ma znaczących niedociągnięć, choć są pewne niedopowiedzenia, które czytelnik sam musi sobie uzupełnić. Książkę słuchało mi się bardzo dobrze i na pewno sięgnę po kolejne pozycje tego autora. Jej lekturę wszystkim serdecznie polecam :)

*Książki słuchałam.

wtorek, 16 listopada 2010

Georges Simenon: Poganiacz z "Opatrzności"

Informacje ogólne
Wydawca: Wydawnictwo Dolnośląskie
Rok wydania: 2004
Liczba stron: 153
Wymiary: 10,5 x 16,5 cm
Cykl: Maigret
Tytuł oryginału: Le Charretier de la Providence
Tłumaczenie: Monika Szymańska
Czyta: Leszek Filipowicz

Ocena*
ocena ogólna: 3+/6
fabuła: 4/6
stopień wciągania: 3+/6
uczucie własne: 3+/6

Nie wiem dlaczego, siedziało mi w głowie, że autor ten pisze dobre kryminały. Niestety jest to nieprawda. Książki tej dało się wysłuchać właściwie tylko dzięki temu, że jest ona krótka i słuchanie zajęło mi praktycznie jeden wieczór.

Książka ma bardzo słabą wciągalność i jest po prostu mało interesująca. Dodatkowo (uwaga, zdradzam zakończenie) tytuł mówi nam kto jest mordercą(!), co odwraca uwagę od dziejących się wydarzeń i cały czas każe się zastanawiać, co z tym poganiaczem i kiedy zostanie on wmieszany do śledztwa...

Tak więc książki nie polecam i nie wiem, czy kiedykolwiek sięgnę jeszcze po książkę tego autora.

*Książki słuchałam.

niedziela, 14 listopada 2010

Kornel Makuszyński: List z tamtego świata

Informacje ogólne
Wydawca: Wydawnictwo Literackie
Rok pierwszego wydania: 1946
Liczba stron: 372
Wymiary: 113 x 186 mm
ISBN: 83-08-01854-8
Czyta: Leszek Teleszyński

Ocena*
ocena ogólna: 4+/6
fabuła: 4/6
stopień wciągania: 4/6
uczucie własne: 4+/6

Jakiś czas temu natknęłam się na audiobooka List z tamtego świata Makuszyńskiego i stwierdziłam, że może warto odnowić sobie znajomość z tym autorem. Niestety okazało się, że albo ja z Makuszyńskiego wyrosłam, albo akurat teraz nie miałam na niego ochoty :(

Książka opowiada o rodzinie Mościrzeckich, u których nagle objawił się testament dawno zmarłego krewnego. Znalezienie dokumentu, jest pretekstem do odszukania wszystkich członków rodziny, ponieważ odczytania testamentu przy wszystkich potomkach, żądał antenat.

W książce, jak to u Makuszyńskiego, jest mnóstwo humoru słownego. Niestety mnie on tym razem drażnił zamiast śmieszyć, naprawdę nie wiem dlaczego. Dodatkowo książka, co najmniej do połowy, jest całkowicie niewciągająca i dopiero potem zaczyna się coś dziać, aczkolwiek niewiele (część zaś jest do przewidzenia). W związku z tym Listu raczej zbyt mocno nie polecam, bo są lepsze książki tego autora (np. Szatan z siódmej klasy).

*Książki słuchałam.

piątek, 12 listopada 2010

Maite Carranza: Klan Wilczycy

Informacje ogólne
Wydawca: Jaguar
Rok wydania: 2008
Liczba stron: 382
Wymiary: 135 x 205 mm
ISBN: 978-83-6001-065-5
Trylogia Wojna czarownic (tom 1)
Tytuł oryginału: Clan de la Loba
Tłumaczenie: Marcin Sarna

Ocena
ocena ogólna: 4/6
fabuła: 4/6
stopień wciągania: 4/6
uczucie własne: 4/6

Do przeczytania tej książki zachęciła mnie Kalio (tak naprawdę recenzją drugiego a nie pierwszego tomu tego cyklu). Ostatnio postanowiłam odpocząć od opasłych tomów, zaś z książek krótszych moja wewnętrzna maszyna losująca wylosowała właśnie Klan Wilczycy.

Anaíd ma czternaście lat, choć wygląda na znacząco mniej. Jest bardzo inteligentna i dobrze się uczy, co powoduje, że staje się szkolnym wyrzutkiem. Jej matka Selene jest lokalną rudowłosą pięknością i niektórym wydaje się, że za mało się zajmuje swoim dzieckiem. Pewnego dnia matka znika, choć z domu nie ubywa żaden należący do niej przedmiot. Anaid dowiaduje się, że należy do klanu dobrych czarownic Omar, zaś jej matkę prawdopodobnie porwały złe czarownice Odish. Dodatkowo okazuje się, że Selene uważana jest za wybrankę, która ma przerwać wojnę między Omar i Odish.

W książce widać mocno, że jest to lektura dla młodzieży. Na tle problemów natury magicznej, mamy typowe rozterki nastoletniej dziewczyny. Poza tym książka jest jakaś taka naiwna. Prawie od początku wiadomo, co na temat przepowiedni dowie się na końcu Anaid, zaś gdzieś od połowy jest to praktycznie oczywiste. Chyba właśnie tak świadomość połączona z totalną niedomyślnością Anaid oraz jakiś taki dziwny klimat tej książki, przeszkadzały mi najbardziej w lekturze.

Książce stawiam 4, zaś po kolejną część sięgnę tylko z powodu Kalio, która w swojej recenzji napisała, że druga część jest sporo lepsza oraz, że opowiada ona o przeszłości Selen, a jestem ciekawa jej związków z kobietą, która kupiła Anaid stanik. Młodzieży, szczególnie tej płci żeńskiej, książkę polecam, osobą zaś starszym już tylko umiarkowanie ;)

Książkę czytałam na czytniku.

wtorek, 9 listopada 2010

Noah Gordon: Rabin

Informacje ogólne
Wydawca: Książnica
Rok wydania: 1996
Liczba stron: 459
Wymiary: 110 x 170 mm
ISBN: 83-7132-646-7
Tytuł oryginału: Rabbi
Tłumaczenie: Łukasz Nicpan
Czyta: Ksawery Jasieński

Ocena*
ocena ogólna: 4+/6
fabuła: 5/6
stopień wciągania: 4/6
uczucie własne: 4+/6

Książka ta, to kolejny przykład popierający tezę, że należy z wielką ostrożnością podchodzić do not wydawców. W tej konkretnej nocie przeczytamy: Bohater tej powieści, człowiek twardych zasad, był już rabinem, kiedy zakochał się i ożenił z chrześcijanką, w dodatku córką pastora.[...] Pomyślałam sobie: będzie więc o rabinie, który ożenił się z chrześcijanką i z takim nastawieniem zaczęłam słuchać tej książki...
Na początku powieści dowiadujemy się, że Michael (tytułowy rabin) ma syna i córkę, zaś jego żona przebywa obecnie w szpitalu. Moja pierwsza myśl to, że ona pewnie umrze, skoro on ma się ożenić z chrześcijanką. Potem autor zaczyna retrospekcję (przeplataną z rzadka wydarzeniami "aktualnymi"), z której poznajemy dzieciństwo i młodość Michaela, a nawet retrospekcję w retrospekcji, w czasie opisu młodości jego dziadka.
W pewnym momencie zaczynamy podejrzewać, że ta żona, to jest właśnie ta chrześcijanka z noty wydawcy! I powoli dowiadujemy się, jak doszło do tego, że oni się pobrali...

Może gdyby ta nota tak mnie nie zakręciła, to odebrałabym tę książkę lepiej. A tak początek mnie trochę zniechęcił. Generalnie książka nie jest zła, choć z powodu zastosowania retrospekcji, kuleje trochę wciągalność. Książka ma lepsze i gorsze momenty, generalnie słuchało się jej dobrze. Na pewno za jakiś czas, chciałabym wysłuchać jeszcze trylogii Medicus tego samego autora.

*Książki słuchałam.

niedziela, 7 listopada 2010

Ilona Andrews: Magia kąsa

Informacje ogólne
Wydawca: Fabryka Słów
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 438
Wymiary: 125 x 205 mm
ISBN: 978-83-7574-186-5
Cykl: Kate Daniels (tom 1)
Tytuł oryginału: Magic Bites
Tłumaczenie: Anna Czapla

Ocena
ocena ogólna: 4/6
fabuła: 4/6
stopień wciągania: 4+/6
uczucie własne: 4=/6

Kate jest magiczną najemniczką, będącą na usługach Gildii. Walczy z magicznymi potworami, prawie w każdej akcji narażając życie. Ma "Zabójcę" - specjalny miecz żywiąc się nieumarłymi, doskonały do walki z wampirami.
Pewnego dnia dowiaduje się, że jej opiekun i jedyna, choć trochę, bliska jej osoba, została zamordowana w tajemniczych okolicznościach. Zakon postanawia zatrudnić ją w charakterze wolnego strzelca, aby rozwikłała zagadkę jego śmierci.

Książka ta to połączenie urban fantasy z dark fantasy. Z jednej strony mamy miasto zrujnowane przez przepływy magii, które funkcjonuje częściowo dzięki magi, a częściowo technice, z drugiej czarującą Kate chętnie zanurzającą swój miecz w ciałach wampirów, a jakby tego było nam mało, mamy jeszcze zmiennokształtnych.

Książka nie była zła. To co mi w niej najbardziej przeszkadzało, to za późne opisanie świata. Jako takie pojęcie o świecie, mamy właściwie dopiero pod koniec książki. Wcześniej, co jakiś czas, czytamy zdania, z których właściwie nic nie rozumiemy, a których sens, mamy szansę pojąć dopiero dużo później. Drażniło mnie też trochę, ciągłe przypominanie, jako to nasza główna bohaterka jest tajemnicza i jak to ona musi strzec swojej krwi, aby nikt na tej podstawie nie wykrył jej prawdziwego pochodzenia. No dobra, domyślam się, że motyw ten będzie wykorzystany później, ale jak dla mnie za dużo razy była o tym mowa.

Jak ktoś lubi dark fantasy lub horror to polecam, jak ktoś nie przepada (ja chyba właśnie nie przepadam), to już radzę się zastanowić, czy nie ma czegoś ciekawszego w kolejce. Ja pewnie sięgnę po kolejne części, bo jestem ciekawa, czy Kate zwiąże się z jednym z bohaterów, a poza tym książka jest dość krótka, więc nie da się za bardzo zmęczyć, tym co się nie podoba ;)

Książkę czytałam na czytniku.

piątek, 5 listopada 2010

Diana Gabaldon: Obca

Informacje ogólne
Rok pierwszego wydania: 1999
Wydawca: Amber
Rok tego wydania: 2010
Wydawca: Świat Książki
Liczba stron: 712
Wymiary: 145 x 205 mm
ISBN: 978-83-247-1878-8
Cykl: Obca (tom 1)
Tytuł oryginału: Outlander
Tłumaczenie: Mazan Maciejka

Ocena
ocena ogólna: 5/6
fabuła: 5/6
stopień wciągania: 5+/6
uczucie własne: 4+/6

Akcja Obcej zaczyna się niedługo po zakończeniu II wojny światowej. Claire Randall może wreszcie spędzić dużo czasu ze swoim mężem Frankiem. W czasie wojny małżonkowie byli rozdzieleni: on trafił do centrum kształcenia kadry oficerskiej i pracowników wywiadu, ona zaś na kursy dla pielęgniarek, a potem na front.
Pewnego dnia , w czasie zwiedzania kamiennego kręgu w okolicy, Clarie zostaje nie spodziewanie przeniesiona w czasie do roku 1743. Zanim zdąży zorientować się co się stało, zostaje najpierw napadnięta przez angielskiego żołnierza, potem zaś porwana przez Szkotów. W ten to burzliwy sposób zaczyna się jej aklimatyzacja w nowym dla niej świecie...

W biblionetce zakwalifikowano tę książkę jako romans i rzeczywiście jest to romans, aczkolwiek moim zdaniem jest to także, a może nawet przede wszystkim, książka przygodowa. Książka mi się podobała, autorka ma miły styl pisania, powieść prawie nie ma dłużyzn.
Dla mnie jedyną wadą tej książki jest nadmierna liczba nadmiernie rozbudowanych scen łóżkowych, ale może po prostu nie miałam akurat nastroju na tego typu lekturę. Dodatkowo moją wątpliwość budzą wysokie umiejętności medyczne Claire: dobra, była w czasie wojny pielęgniarką, ale ona była pielęgniarką po kursach medycznych, a nie jakimś dogłębnym przygotowaniu, a tutaj się okazuje, że ona i rękę nastawi i wogóle strasznie mądra w tym względzie jest.
Zdumiewa mnie także scena, kiedy Claire udaje angielskiego żołnierza. Jakie ma to mieć właściwości lecznicze i skąd wpada jej do głowy taki pomysł? Ja rozumiem, że to miała być terapia szokowa, ale dlaczego miało to zadziałać? Jakby ktoś z Was znał odpowiedzi na te pytania, to ja bardzo proszę o oświecenie, bo naprawdę zupełnie tej sceny nie rozumiem.

Książkę czytałam na czytniku.

środa, 3 listopada 2010

Olga Gromyko: Wiedźma opiekunka

Informacje ogólne
Wydawca: Fabryka Słów
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 288, 264
Wymiary: 125 x 195 mm
ISBN: 978-83-7574-187-2, 978-83-7574-191-9
Cykl: Wolha Redna (tom 3 i 4)
Tytuł oryginału: Ведьма-хранительница
Tłumaczenie: Marina Makarevskaya

Ocena
ocena ogólna: 4+/6
fabuła: 3+/6
stopień wciągania: 5/6
uczucie własne: 4+/6

W. Redna powraca… i jest jeszcze w.redniejsza!

Znana nam czarownica kończy właśnie edukację. Len tuż przed ostatnimi egzaminami obiecał jej posadę w Dogewie, jednak jej nauczyciel ma co do tego inne zdanie: staż na dworze to o wiele lepsza posada. Czy jednak coś takiego może być prawdziwą przeszkodą?
Po dotarciu do Dogewy sprawy zaczynają się jednak komplikować. Len odjechał bez uprzedzenia, wampiry zaś są dla niej niezbyt uprzejme. Późniejsze wydarzenia zmuszają ją do szukania pomocy, tylko gdzie można ją znaleźć?

Wiedźma opiekunka to druga* czytana przeze mnie książka Gromyko. Podobnie jak poprzedniej, zaletami jej są wartka akcja i humor, wadą zaś niedopracowana i miejscami kulawa fabuła. To taka książka aby się pośmiać i odstresować, kunsztu literackiego tu nie znajdziecie. Ale w końcu ważne aby się przy książce dobrze bawić, a z tym u Gromyko nie ma problemu :)

Przy okazji przekonałam się jak wielkie znaczenie ma osoba tłumacza. Pierwszą cześć czytało** mi się normalnie, kiedy zaczęłam drugą to coś styl coś zaczął szwankować, zaczęło być widać rosyjskie naleciałości i wogóle... W każdym razie, gdybym już nie była wciągnięta w akcję, to bym odłożyła. Po kilku kolejnych stronach, zaczynałam mieć coraz mocniejsze przekonanie, że chyba nie mam oficjalnego tłumaczenia drugiej części (jak mi się wydawało) tylko nieoficjalne... i niestety tak właśnie było... Przekonało mnie to, że osoba tłumacza jest strasznie ważna dla książki. Dobre lub złe tłumaczenie może zmienić całkowicie jej odbiór. Zwykle chwalimy lub ganimy autora, a ja właśnie przekonałam się, że część z tego powinien otrzymywać także tłumacz, wszak tyle od niego zależy...

*Wiem, że zarówno Zawód: Wiedźma jak i Wiedźma opiekunka ma dwie części, ale wszyscy wiemy, że podział ten jest sztuczny.
**Książkę czytałam na czytniku.

wtorek, 2 listopada 2010

Stefania Grodzieńska: Wspomnienia chałturzystki

Informacje ogólne
Pierwszy wydawca: Iskry
Rok pierwszego wydania: 1963
Rok tego wydania: 1999
Wydawca tego wydania: Akapit-Press
Liczba stron: 260
Wymiary: 145 x 205 mm
ISBN: 83-87463-44-2

Ocena: 4/6

Sięgnęłam po tę pozycję, bo w książce Chmielewska dla zaawansowanych - psychobiografia gadana napisano, że jest to ulubiona książka Joanny Chmielewskiej. Ponieważ autorkę tę bardzo lubię, to postanowiłam sprawdzić, co jej się tak bardzo podoba.

Generalnie książka nie jest zła, ale jak dla mnie jest za bardzo dygresyjna. Formalnie książka opowiada o spotkaniu po latach Grodzieńskiej i jej przyjaciela z młodości. Naprawdę, przy okazji opisywanych wydarzeń Grodzieńska, opowiada z przymrużeniem oka o realiach tamtych lat i kulisach występów wyjazdowych.

Jako książkę komunikacyjną* czytało mi się ją dobrze. Ale przeszkadzała mi w niej szczątkowość fabuły. Gdyby w podobnym stylu była napisana mniejsza forma, to pewnie oceniłabym ją lepiej. Polecam ją osobą lubiącym różne anegdoty, którym nie przeszkadzają ciągłe dygresje i szczątkowa fabuła ;)

*książka czytana w drodze do/z pracy

środa, 27 października 2010

Bernard Cornwell: Pieśń Łuków - Azincourt

Informacje ogólne
Wydawca: Esprit
Rok wydania: 2009
Liczba stron: 600
Wymiary: 140 x 200 mm
ISBN: 978-83-60040-90-4
Tytuł oryginału: Azincourt
Tłumaczenie: Tomasz Tesznar

Ocena
ocena ogólna: 4=/6
fabuła: 4+/6
stopień wciągania: 3/6
uczucie własne: 4=/6

Pieśń Łuków to trzecia przeczytana przeze mnie książka Cornwell i z dotychczasowych zdecydowanie najgorsza. Tym, co najbardziej w niej kulało, była wciągalność. Praktycznie nie było momentu, w którym miałabym problem z odłożeniem książki.

Azincourt to historia pewnego angielskiego łucznika, który z powodu osobistych zatargów stał się banitą i musiał zaciągnąć się do kontyngentu łuczników zdążających do Francji. Tam wziął udział w obronie Soissons, którego patronami są święci Kryspin i Kryspinian. Nick uratował się z pogromu miasta, właśnie dzięki pomocy tej pary świętych (podpowiadali mu co ma zrobić).
Następnie wrócił do Anglii, aby pod koniec znów wylądować we Francji i wziąć udział w słynnej bitwie pod Azincourt. I wszyscy żyli długo i szczęśliwie...

No cóż, mi się tak książka nie podobała. Przeczytałam, trochę dlatego, że się uparłam, a trochę, bo byłam ciekawa co autor jeszcze wymyśli... Kalio oceniła tę książkę na 5/6, a jej wciągalność na 6/6...
Ja w każdym bądź razie nie polecam, ale nie twierdzę, że dla innych ta książka nie może być ciekawa (i wciągająca). Dla mnie niestety nie była :(

poniedziałek, 25 października 2010

Judith Merkle Riley: Księga Małgorzaty

Informacje ogólne
Wydawca: Książnica
Rok pierwszego wydania: 1996
Rok tego wydania: 2008
Liczba stron: 448
Wymiary: 110 x 175 mm
ISBN: 978-83-245-7604-3
Cykl: Księga Małgorzaty (tom 1)
Tytuł oryginału: A Vision of Light
Tłumaczenie: Ewa Pankiewicz
Czyta: Elżbieta Kijowska

Ocena
ocena ogólna: 5=/6
fabuła: 5=/6
stopień wciągania: 4+/6
uczucie własne: 5/6

Nie wiem dlaczego, ubzdurałam sobie, że jest to książka historyczna. Chyba wpływ na mnie miała treść okładki, w której wydawca twierdzi, że spod pióra autorki wychodzi barwny realistyczny obraz minionych czasów. No cóż, książka ta historyczną nie jest! Już o wiele bliżej jej do książki fantastycznej niż historycznej, bo jak inaczej zakwalifikować tytułową (w wersji oryginalnej) "wizję światła" i osiągnięte dzięki niej lecznicze zdolności jednej z bohaterek? Ale zacznijmy od początku...

Małgorzatę poznajemy, jako żonę bogatego kupca, której głos każe spisać historię swojego życia. Ponieważ umiejętność pisania, nie była rozpowszechniona w XIV wieku, to do wykonania tego zadania, Małgorzata musi znaleźć skrybę, co okazuje się dość trudne. W końcu udaje jej się wynająć brata Grzegorza, którego skłania do zastanowienie sutym posiłkiem.
Od tej chwili opowieść toczy się dwoma torami: z jednej strony czytamy, co Małgorzata dyktuje Grzegorzowi, z drugiej zaś obserwujemy ich dyskusje i podglądamy obecne życie Małgorzaty.
Historia życia głównej bohaterki zaczyna się, gdy ta, jako mała dziewczynka, traci matkę. Niedługo potem ksiądz zmusza jej ojca do ślubu z kobietą, z którą sypia (ojciec nie ksiądz). Jednocześnie duchowny proponuje jej bratu Dawidowi możliwość służenia do mszy, później zaś naukę liter. Z powodu tych dwóch wydarzeń, życie małej Małgorzaty całkowicie się zmienia.
Dalej Małgorzata opowiada o swojej młodości, zamążpójściu i problemach z mężem. Jakiś czas później poznaje Hildę - położną, która z czasem staje się jej przyjaciółką i nauczycielką, od tego momentu jej opowieść staje się coraz bardziej nieprawdopodobna...

Książkę polecam, tylko proszę nie nastawiajcie się na książkę historyczną (jak ja w swej głupocie zrobiłam). Jako książka fantastyczna, jest książką bardzo ciekawą. Jedyne wątpliwości budzi zakończenie. Jakby książka skończyła się wraz z zakończeniem spisywanie historii życia Małgorzaty, było by świetnie. Niestety autorka postanowiła kontynuować historię (najprawdopodobniej, aby móc napisać kolejną książkę), więc zakończenie jest trochę naciągane. Z ciekawości pewnie sięgnę po kolejną część - W poszukiwaniu szmaragdowego lwa, ale na pewno nie od razu.

Książki słuchałam

sobota, 23 października 2010

Raymond E. Feist: Zdrada w Krondorze i Skrytobójcy w Krondorze

Informacje ogólne
Wydawca: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2002, 2003
Liczba stron: 446, 336
Wymiary: 115 x 185 mm
Cykl: Dziedzictwo wojny światów
Oprawa: miękka
Tytuł oryginału: Krondor: The Betrayal i Krondor: The Assassins
Tłumaczenie: Andrzej Sawicki


Recenzją tą chciałam skończyć opisy przeczytanych przeze mnie dotychczas książek Raymond E. Feist. Niestety będzie to finał dość smutny, bo książki te oceniam na 3+ podczas gdy opisane przeze mnie wcześniej jego książki oceniałam średnio na 5. Dlatego też proszę o nie zrażajcie się przez tę recenzję do Feista. Bo inne książki ma o wiele lepsze.

Książki te oparte są na fabule gry komputerowej "Betrayal at Krondor". Koniecznie wymagają zapoznania się wcześniej z Mrokiem w Sethanon, bo jest w nich bardzo wiele odniesień do opisanych w Mroku wydarzeń. Ja, która Mrok czytałam jakiś rok przed lekturą tych książek, muszę przyznać, że już trochę się gubiłam, więc najlepiej być bardziej na świeżo. Nie należy także robić przerwy po Zdradzie w Krondorze, bo obie te książki są ze sobą bardzo związane, można by nawet napisać, że to jedna książka w dwóch częściach.

Właściwie nie wiem, dlaczego ta akurat para, tak mnie do siebie zniechęciła. Może to, że była oparta o grę, wpłynęło jakoś na mój odbiór? A może byłam za dawno po lekturze Mroku i już wszystkiego nie rozumiałam? Nie wiem. W każdym razie 3+ dla tej pary, co bynajmniej mnie nie zniechęci do czytania kolejnych książek Feista. Jego powieści jak najbardziej polecam, choć tę akurat parę nieszczególnie.

Książkę czytałam ponad rok temu.

piątek, 22 października 2010

Cztery nieprzeczytane

Kolejna książka dołączyła do ostatnio nieprzeczytanych, więc chyba nadszedł czas, aby napisać o nich kilka słów:

Kwiaty śliwy w złotym wazonie to bardzo stara (z 1617 roku) powieść chińska nieustalonego autora.
Przeczytałam kilkadziesiąt stron i wcale nie byłam zainteresowana co będzie dalej. Dlatego też dałam sobie spokój.

Hemoroidy Napoleona to książka, której autor wziął za cel, udowodnienie, że historią rządzi przypadek. W efekcie udało mi sie przebrnąć przez jeden rozdział.

W Bękarcie ze Stambułu przeszkadzał mi styl narracji. Dobrnęłam chyba do 50 strony i dałam spokój. W końcu czytanie ma być przyjemnością.

Po Pieśń Łowcy sięgnęłam, bo miałam w planach przeczytać coś Tada Williams a tę książkę akurat miałam w domu, więc zabrałam ją na dwugodzinną podróż pociągiem. Dzięki temu, że droga powrotna także trwała dwie godziny, przeczytałam jakąś 1/3 książki. Potem próbowałam się jeszcze za nią zabrać, ale doszłam ostatnio do wniosku, że nie ma sensu. Lepiej poczytać coś co mi się spodoba :)
Tego autora mimo wszystko spróbuje jeszcze coś przeczytać, bo wydaje mi się, że ta akurat książka była specyficzna. Jest to książka o kotach i być może kociarzowi by się spodobała. Ponieważ ja akurat wolę psy, to dla mnie była raczej nudna.

To tyle, jeżeli chodzi o nieprzeczytane książki z kilku ostatnich miesięcy. Jak zbierze mi się kilka kolejnych, to będzie następna taka notka.

czwartek, 21 października 2010

Marcel Pagnol: Żona piekarza

Informacje ogólne
Wydawca: Esprit
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 240
Wymiary: 130 x 200 mm
ISBN: 978-83-61989-06-6
Tytuł oryginału: La Femme du boulanger
Tłumaczenie: Krzysztof Chodacki

Ocena
ocena ogólna: 4/6
fabuła: 4/6
stopień wciągania: 4/6
uczucie własne: 4/6

W pierwszym zdaniu chciałam zaznaczyć, że Żona piekarza to dramat. W recenzji Kalio, pod wpływem której sięgnęłam po tę książkę, co prawda ta informacja jest, ale w zdaniu ostatnim, więc ja nieszczęsna przekonałam się o tym dopiero po otwarciu książki. Jakby wiedziała wcześniej, to pewnie bym jej nie wypożyczyła z biblioteki (bo za dramatami nie przepadam), ale skoro już pożyczyłam, to postanowiłam przeczytać.

Książka opowiada o piekarzu, który właśnie przybył do miasteczka, po samobójczej śmierci poprzedniego. Jego żona jest bardzo piękną kobietą. Piekarz chwali się ją przed wszystkimi.
Szybko przekonujemy się, że piekarz zupełnie nie rozumie swojej żony ani jej potrzeb. Kiedy ta znika nie potrafi przyjąć do wiadomości, że uciekła z pasterzem. Cały czas próbuje przekonać siebie i innych, że pojechała odwiedzić matkę, choć kolejni świadkowie przeczą tej teorii.
W końcu piekarz daje się przekonać i zapowiada, że nie będzie piekł chleba, aż jego żona nie wróci. Zaszantażowana w ten sposób ludność miasteczka, wyrusza na poszukiwania.

Jak już pisałam, nie przepadam za dramatem, więc książkę czytało mi się raczej średnio. Co prawda jest to komedia, w założeniu pełna sporej dawki humoru, ale jakoś on do mnie nie przemawiał. Zapewne dobrymi czytelnikami Żony byli by ci, którzy znają realia Francji sprzed II Wojny Światowej (to jest utwór z 1938!). Sądzę, że tacy czytelnicy znaleźli by o wiele więcej zabawnych sytuacji, niż osoba taka jak ja, realiów tych nie znająca.
Generalnie jako ocena miało być 3+, ale zakończenie podwyższyło ocenę do 4. Bardzo spodobała mi się końcowa rozmowa piekarza z kotką, ale czemu to musicie przekonać się sami ;) Książkę umiarkowanie polecam, ale zdecydowanie raczej tym, którym ten rodzaj literacki nie przeszkadza.

środa, 20 października 2010

Edna Buchanan: Miami w ogniu

Informacje ogólne
Wydawca: Amber
Rok wydania: 1996
Liczba stron: 245
Wymiary: 145 x 210 mm
ISBN: 83-7169-006-1
Cykl: Britt Montero (tom 1)
Tytuł oryginału: Contents under presure
Tłumaczenie: Paweł Wieczorek

Ocena
ocena ogólna: 5-/6
fabuła: 5-/6
stopień wciągania: 5-/6
uczucie własne: 5-/6

Britt Montero jest reporterką policyjną w Miami Daily News. Jej zadanie jest pisanie reportaży z policyjnych akcji. Jednym z tematów jest śmierć D. Wayne Hudson - zawodnika, który wyrwał się z (murzyńskiego) getta, zaś po kontuzji, która uniemożliwiła mu dalszą grę, zajmował się pomocą młodzieży z trudnych środowisk.
Początkowo jego śmierć wydaje się tragicznym wypadkiem. Powodem śmierci było czołowe zderzenie, w wyniku ucieczki przed policją. Policjanci ścigali go, bo dostali zgłoszenie o kradzieży samochodu. Hudson jechał własnym samochodem i jedyną zagadką jest, dlaczego uciekał. Kiedy jednak policja zaczyna rzucać kłody pod nogi reporterce pragnącej tylko uzyskać więcej informacji, zaczyna się ona zastanawiać, czy coś się za tym nie kryje...

Książka moim zdaniem jest bardzo dobra. Przez większość czasu jest dość wciągająca, choć jest parę dłużyzn. Fabuła też jest bardzo dobra, jedynie wątpliwość moją budzi zakończenie, a szczególnie wydarzenia zapoczątkowane w sklepie z którego Britt musiała uciekać.
Książkę polecam każdemu i na pewno sięgnę po kolejną pozycję tej autorki.

wtorek, 19 października 2010

Maurice Druon: Król z żelaza

Informacje ogólne
Rok wydania: 1972
Wydawca: Wydawnictwo Literackie
Cykl: Królowie przeklęci (tom 1)
Tytuł oryginału: Le Roi de Fer
Tłumaczenie: Anna Jędrychowska
Czytał* : Ryszard Nadrowski
Dane najnowszego wydania:
Wydawca: Otwarte
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 352
Wymiary: 115 x 168 mm
ISBN: 978-83-7515-116-9
Tłumaczenie: Adriana Celińska
Ocena*
ocena ogólna: 5=/6
fabuła: 5/6
stopień wciągania: 4/6
uczucie własne: 5=/6

Już od jakiegoś czasu miałam tę książkę w planach, bo rzuciła mi się w oczy, jak przeglądałam co historycznego poleca mi biblionetka. Recenzja Kalio spowodowało moją mobilizację, co zaowocowało znalezieniem przez mnie audiobooka. Ponieważ właśnie kończyłam słuchać Herriota, postanowiłam, że moją następną słuchaną książką będzie właśnie Król z żelaza.

Słuchałam pierwszego wydania polskiego tej książki z 1972 roku i nie rozumiem o co chodzi z tym trudnym językiem. Może on i jest stylizowany, azali ;) ja tam taką stylizację lubię i jestem przyzwyczajona. Może dlatego, że swego czasu przeczytałam mnóstwo książek historycznych, w których na język irytowałam się tylko przy Sienkiewiczu i jego łacińskich wstawkach (masakra po prostu :/). W sumie jedynym słowem, którego znaczenia nie znałam były jałmużniczki, ale sam autor wyjaśniał, że chodzi o sakiewki (a może to jest trudne słowo?), a google też w tej sprawie ma dużo do powiedzenia.

Skoro już powiedziałam swoje 3 grosze o tłumaczeniu to może przejdę teraz do fabuły. Ma ona dwie główne osie. Jedną jest proces templariuszy, który w opisywanym okresie właśnie się kończy, a którego historię przybliża nam wielki mistrz w swoich wspomnieniach, oraz jego klątwa, która zaciąży na losach królestwa. Drugą osią fabuły jest wątek zdrady synowych króla, których cudzołóstwo postanawia obnażyć jego córka.

Książka jest dobra. Nawet bardzo dobra, ale... Już od 2 dni waham się miedzy 4+ a 5. Stanęło w końcu na 5= bo zdecydować się nie mogłam. Jak dla mnie brakuje jej tej iskry, tego czegoś. W sumie w wszystkich książkach historycznych opisujących znane postacie, z góry wiemy co się stanie, a mimo to potrafią być wciągające. Ta książka niestety, w moim przypadku, miała z tym lekki problem.
Mimo tego wszystkim miłośnikom książek historycznych, jak najbardziej ją polecam. Na pewno sięgnę po kolejne tomy serii (szczególnie że całą znalazłam w formie dźwiękowej), ale być może po trzecim tomie poczekam na dalsze nowe wydania, aby móc sobie powstawiać ładne okładki na bloga ;) Innych "lektur" w tym czasie na pewno mi nie zabraknie ;)

*Książki słuchałam.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...