Chyba czas na jakieś podsumowanie. Z miesięcznych zrezygnowałam i postanowiłam przerzucić się na kwartalne. I pomysł był całkiem słuszny, bo przy mojej ostatniej antywenie do prowadzenia bloga, w innym przypadku w ogóle nie byłoby co podsumowywać.
No, ale dość tego marudzenia, lecimy:
W tym kwartale opisałam 9 książek (no, normalnie jakaś masakra), 6 z nich to kontynuacje zaczętych serii, trzy nie były recenzenckie. Dla odmiany udało mi się ustanowić rekord książek czekających na recenzję - w chwili obecnej takich pozycji jest aż 8! Jak tylko złapię moją wenę za ogon, to... strzeżcie się! ;)
Książką kwartału bezkonkurencyjnie zostaje powieść, która dopiero wyjdzie drukiem, czyli Milczące słowa Jagody Wochlik
To by było na tyle. Należy mieć nadzieję, że następny kwartał będzie dla mojej weny łaskawszy i uda mi się choć te zaległe recenzje napisać ;) Trzymam za siebie kciuki :P
piątek, 30 września 2011
Podsumowanie III kwartału 2011
czwartek, 29 września 2011
Simon R. Green: Łabędzi śpiew
![]() | Informacje ogólne |
Jednak problem w elektrowni to tylko prolog. Prawdziwym zadaniem dla naszego detektywa jest upewnienie się, że córka pewnego bankiera jest bezpieczna i szczęśliwa. Zadanie wydawałoby się zdecydowanie za proste dla Taylora, gdyby nie to, że dziewczyna jest wschodzącą gwiazdą sceny, przez której śpiew ludzie popełniają samobójstwa! Zdecydowanie coś jest tu nie tak, nawet jak na standardy Nightside.
Łabędzi śpiew czytało mi się bardzo dobrze. Po tym jak sprawa elektrowni zakończyła się po jednym rozdziale, trochę się bałam, że będzie to zbiór opowiadań, a nie powieść, ale na szczęście okazało się inaczej. Uważam, że ten rozdział powinien być zatytułowany jako prolog i wtedy nikt nie miałby takich jak ja wątpliwości.
Sprawa Rossignol, która zajmuje resztę książki, jest mocno pokręcona, ale dzięki temu bardziej interesująca. Czytelnik zdobywa kilka kolejnych informacji na temat Nightside, a także samego Johna Taylora... i trzeba przyznać, że jest on coraz bardziej interesującą osobą.
Wszystkim, którzy polubili tego detektywa o bardzo złej reputacji, książkę serdecznie polecam, zaś wszystkich innych ponownie zachęcam do sięgnięcia po Coś z Nightside.
Książkę otrzymałam od wydawnictwa Fabryka Słów.
czwartek, 22 września 2011
Jagoda Wochlik: Milczące słowa
Ta recenzja jest dla mnie recenzją szczególną. Pierwszy raz zdarza mi się pisać recenzję powieści osoby, którą poznałam osobiście, dziewczyny, z którą jadłam nawet obiad, nie przeczuwając nawet, że tak zachwyci mnie jej książka.
Jagoda jest studentką polonistyki, znaną części z Was jako autorka bloga recenzenckiego - biblioteka Edgara. Na blogu pisze co nieco o swojej książce i linkuje także inne jej recenzję, więc jakbyście chcieli coś jeszcze o niej przeczytać, to zapraszam. Poznałam ją, w sumie całkowicie przypadkowo, zaczepiając, jak to ja czasem mam w zwyczaju, na przystanku tramwajowym, ośmielona tym, że podobnie jak ja, miała na ręce polconową opaskę.
Jagoda przedstawiła mi swoją powieść jako romans paranormalny. Właściwie to nie wiem jak wygląda książka tego typu. Może się mylę, ale nadal twierdzić będę, że nigdy jeszcze takiej powieści nie czytałam. Może kiedyś spróbuje, ale chyba jeszcze nie teraz.
Ciężko opisać o czym jest ta książka. Czy jest ona o miłości? Tak, trudno zaprzeczyć. Czy zawiera elementy nadprzyrodzone? Także zaprzeczyć się nie da. Jednak z całą mocą twierdzić będę, że romansem ona nie jest! A romanse (nie paranormalne) jakieś w życiu już czytałam. Jest to chyba ten typ książki, który wymyka się klasyfikacji, uznałabym to jednak zdecydowanie bardziej za zaletę niż wadę. Ta książka jest po prostu niesamowita!
Historia zaczyna się niewinnie. O tyle oczywiście, o ile taka historia może zaczynać się niewinnie. Henry Got ratuje od śmierci dziewczynę, która przypadkiem znalazła się tam, gdzie nie powinna.
„Kiedy dziewczyna ruszyła w stronę oświetlonej klatki schodowej Henry Got pogratulował sobie, że zdążył przed Panem Bogiem. Lubił te gierki z wszechmocną antropomorficzną istotą, bo tak wyobrażali Go sobie ludzie. Niezmienny Pierwszy Poruszyciel, jak nazywał go Arystoteles, już dawno zapomniał o świecie, w którym żył Henry Got.”
Okazuje się, że Zuzanna pod jakimś względem nie jest zwykła dziewczyną. Ma w sobie coś co potrafi w jakiś sposób zmienić wampira. Bo tak, Henry Got jest wampirem. Bardzo starym wampirem. I chce wykreślić ją ze swego życia. I początkowo wydaje się, że mu się udaje. A potem okazuje się, że wszyscy chcą ją zabić. No dobrze, nie wszyscy. Tylko inne wampiry. Tylko te, które się boją.
Ta książka jest bardzo złożona. Kiedy już wydawało mi się, że już zrozumiałam pomysł Jagody, okazywało się, że jednak nie miałam racji. Pewne wątki, początkowo niezrozumiałe, ba! nawet denerwujące, w dalszej części ładnie zazębiły się z całością i nawet przestawały mnie denerwować.
Nie wiem, co jeszcze mogłabym napisać, nie zdradzając za dużo z treści. Wiedzcie tylko, że ja osobiście jestem pod wrażeniem. Pod ogromny wrażeniem. Właśnie przeczytałam książkę znanej mi osoby, która była zdecydowanie lepsza o wielu książek uznanych pisarzy. I nie chodzi tu tylko o pomysł, wykonanie także było o wiele lepsze.
Ta książka ma jedną, ale zasadniczą wadę. Tak naprawdę nie ukazała się jeszcze drukiem. Jagoda wydała ją co prawda na własny koszt w liczbie 100 egzemplarzy, ale nie można tego przecież uznać, za prawdziwe opublikowanie. Tak więc nie mogę was w tej chwili odesłać do księgarni ani biblioteki, abyście na własne oczy przekonali się jak dobra jest to powieść. Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że niedługo książka ta będzie mieć szansę zyskać szersze grono czytelników. Jak tylko się to stanie, na pewno poinformuję Was o tym. Tymczasem zaś możecie napisać do Jagody i poprosić ją o uwzględnienie was na liście osób, do których ma trafić wędrujący egzemplarz tej powieści. O szczegółach tej akcji możecie poczytać na jej blogu.
piątek, 9 września 2011
Mark Del Franco: Rzeczy niekształtne
![]() | Informacje ogólne |
Rzeczy niekształtne opowiadają o śledztwie w sprawie cotygodniowych morderstw wróżek z Weird. Connor podejrzewa, że jest to jakiś rytuał, jednak nie umie znaleźć żadnego pasującego do zgromadzonych śladów. Psychiczny zapach unoszący się nad miejscem zbrodni jest dziwny i niepasujący do żadnego rodzaju fata, pewne tropy wskazują nawet na człowieka, ale wydaje się to mało prawdopodobne.
Gdybym czytała tę książkę przed Czymś z Nightside pewnie oceniłabym ją wyżej. Styl narracji jest jednak z jednej strony jakby podobny, z drugiej zaś do pięt nie dorasta powieści Greena i dlatego mając ją świeżo w pamięci nie byłam w stanie postawić wyżej oceny.
Jest to książka, którą czyta się dobrze. Istoty paranormalne przedstawione są w nietypowy sposób, zakończenie zaś jest dość zaskakujące. Osobom lubiącym urban fantasy i paranormalne śledztwa umiarkowanie polecam.
Książkę otrzymałam od wydawnictwa Fabryka Słów.
wtorek, 6 września 2011
Judith Merkle Riley: Wodny diabeł
![]() | Informacje ogólne |
Książka opowiada dalsze losy Małgorzaty, a dokładniej Małgorzata opowiada dalsze swoje losy. Początkowa część książki to okres, w którym bohaterka cierpi rozłąkę z mężem i zadręcza prośbami o koniec wojny boga, który tłumaczy jej, że więcej jest modlitw o wojenną sławę niż o zakończenie waśni. Potem za sprawą ojca Gilberta akcja przenosi się na wieś, gdzie rodzina walczy z opatem o własność pewnego kawałka ziemi. Dodatkową atrakcją jest szaleństwo żony Hugona, która opętana jest myślą o dziecku, choć bynajmniej nie ze swoim mężem.
Książka czytało się naprawdę dobrze, ale miałam spory problem pisząc powyższy akapit, bo choć książkę przeczytałam i to w sumie nie wiem o czym ona właściwie jest. Może powodem tego wrażenia jest fakt, że miałam sporą przerwę w jej czytaniu po dojściu do 3/4 objętości, ale mam odczucie, że autorka nie do końca miała spójny pomysł na całości fabuły i jest ona składana z dwóch oddzielnych historii.
Trochę żal, że jest to już ostatnia książka o Małgorzacie, bo bardzo polubiłam tę postać. Z drugiej strony chyba powinnam się cieszyć, bo wydaje się, że autorka straciła już na nią pomysł. Już druga część nie była tak dobra jak pierwsza, zaś trzecia jest niestety jeszcze słabsza. Dlatego też Księgę Małgorzaty serdecznie polecam, zaś kolejne części cyklu już zdecydowanie bardziej umiarkowanie.
Książkę czytałam na czytniku.
niedziela, 4 września 2011
Simon R. Green: Istoty światła i ciemności
![]() | Informacje ogólne |
Tym razem Taylor ma za zadanie znaleźć Nieświętego Graala, czyli puchar, z którego pił Judasz podczas ostatniej wieczerzy. Kielich został wyniesiony ze swojego ukrycia pod Pentagonem i trafił do Nightside, co grozi całkowitą zagładą tego miejsca, ponieważ w jego posiadanie chce wejść zarówno armia aniołów jak i diabłów. Oczywiście jest jeszcze wiele innych osób, które pragną go mieć z uwagi na jego potężną moc.
Jeżeli pominiemy kwestie pomysłu, to fabuła prowadzona jest sprawnie i książkę czyta się szybko i z przyjemnością. Dowiadujemy się kolejnych faktów z życia i przeszłości Taylora i razem z bohaterem czujemy frustrację, że tych informacji jest tak mało. Poznajemy bliżej jego tajemnicze możliwości, a także, nie do końca zasłużoną, złą sławę.
Dla wszystkich, którym spodobało się Coś z Nightside, Istoty światła i ciemności są zapewne i tak pozycją obowiązkową, zaś wszystki innym serdecznie polecam pierwszą część tego cyklu. Ja z niecierpliwością oczekuje kolejnej części cyklu, czyli Łabędziego śpiewu, który ma się ukazać jeszcze w tym miesiącu.
Książkę otrzymałam od wydawnictwa Fabryka Słów.