wtorek, 6 września 2011

Judith Merkle Riley: Wodny diabeł

Informacje ogólne
Wydawca: Książnica
Rok wydania: 2008
Objętość: 72 tys. słów
Cykl: Księga Małgorzaty (tom 3)
Tytuł oryginału: The Water Devil
Tłumaczenie: Maria Grabska-Ryńska

Ocena
ocena ogólna: 4+/6
fabuła: 4/6
stopień wciągania: 4+/6
uczucie własne: 5=/6

Z pewną obawą sięgałam po Wodnego diabła, ponieważ poprzednie tomy trylogii Księga Małgorzaty słuchałam i bałam się trochę, że ze względu na szczególny sposób narracji, jako książka czytana może nie być już taka przyjemna. Rzeczywiście początkowo było mi trudno przyzwyczaić się do tego stylu, który pasuje idealnie do słuchanej gawędy, ale kiedy to już nastąpiło, książkę czytało mi się bardzo dobrze.
Książka opowiada dalsze losy Małgorzaty, a dokładniej Małgorzata opowiada dalsze swoje losy. Początkowa część książki to okres, w którym bohaterka cierpi rozłąkę z mężem i zadręcza prośbami o koniec wojny boga, który tłumaczy jej, że więcej jest modlitw o wojenną sławę niż o zakończenie waśni. Potem za sprawą ojca Gilberta akcja przenosi się na wieś, gdzie rodzina walczy z opatem o własność pewnego kawałka ziemi. Dodatkową atrakcją jest szaleństwo żony Hugona, która opętana jest myślą o dziecku, choć bynajmniej nie ze swoim mężem.
Książka czytało się naprawdę dobrze, ale miałam spory problem pisząc powyższy akapit, bo choć książkę przeczytałam i to w sumie nie wiem o czym ona właściwie jest. Może powodem tego wrażenia jest fakt, że miałam sporą przerwę w jej czytaniu po dojściu do 3/4 objętości, ale mam odczucie, że autorka nie do końca miała spójny pomysł na całości fabuły i jest ona składana z dwóch oddzielnych historii.
Trochę żal, że jest to już ostatnia książka o Małgorzacie, bo bardzo polubiłam tę postać. Z drugiej strony chyba powinnam się cieszyć, bo wydaje się, że autorka straciła już na nią pomysł. Już druga część nie była tak dobra jak pierwsza, zaś trzecia jest niestety jeszcze słabsza. Dlatego też Księgę Małgorzaty serdecznie polecam, zaś kolejne części cyklu już zdecydowanie bardziej umiarkowanie.

Książkę czytałam na czytniku.

niedziela, 4 września 2011

Simon R. Green: Istoty światła i ciemności

Informacje ogólne
Wydawca: Fabryka Słów
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 218
Wymiary: 125 x 205 mm
Cykl: Nightside (tom 2)
Tytuł oryginału: Agents of light and darkness
Tłumaczenie: Mateusz Repeczko

Ocena
ocena ogólna: 4+/6
fabuła i pomysł: 4=/6
stopień wciągania: 4+/6
styl narracji: 5+/6
uczucie własne: 4+/6

Druga część przygód Johna Taylora, nie urzekła mnie aż tak, jak pierwsza. Nadal zachwycał mnie styl narracji, jednak historia już zdecydowanie mniej. Jakoś nie spodobał mi się pomysł z Nieświętym Graalem i mieszaniem w to wszystko boga, aniołów i ich upadłych przeciwników.
Tym razem Taylor ma za zadanie znaleźć Nieświętego Graala, czyli puchar, z którego pił Judasz podczas ostatniej wieczerzy. Kielich został wyniesiony ze swojego ukrycia pod Pentagonem i trafił do Nightside, co grozi całkowitą zagładą tego miejsca, ponieważ w jego posiadanie chce wejść zarówno armia aniołów jak i diabłów. Oczywiście jest jeszcze wiele innych osób, które pragną go mieć z uwagi na jego potężną moc.
Jeżeli pominiemy kwestie pomysłu, to fabuła prowadzona jest sprawnie i książkę czyta się szybko i z przyjemnością. Dowiadujemy się kolejnych faktów z życia i przeszłości Taylora i razem z bohaterem czujemy frustrację, że tych informacji jest tak mało. Poznajemy bliżej jego tajemnicze możliwości, a także, nie do końca zasłużoną, złą sławę.
Dla wszystkich, którym spodobało się Coś z Nightside, Istoty światła i ciemności są zapewne i tak pozycją obowiązkową, zaś wszystki innym serdecznie polecam pierwszą część tego cyklu. Ja z niecierpliwością oczekuje kolejnej części cyklu, czyli Łabędziego śpiewu, który ma się ukazać jeszcze w tym miesiącu.

Książkę otrzymałam od wydawnictwa Fabryka Słów.

wtorek, 23 sierpnia 2011

Ogłoszenia różne

Ostatni wpis ponad miesiąc temu, na pisanie recenzji weny brak, choć ostatnio chyba bardziej czasu niż weny.
Na przełomie lipca i sierpnia dopadł mnie jakiś czytelniczy kryzys i nie miała ochoty na kompletnie żadną nową książkę. W tym czasie miałam jeszcze czas, więc ponownie przeczytałam Prawa i powinności, które ponownie bardzo mi się podobały (co jak najbardziej pozytywnie świadczy o tej książce) oraz Trylogię Czarnych Kamieni, choć w dość dziwnej kolejności, bo najpierw Córkę Krwawych, potem Królową Ciemności a na końcu Dziedziczkę Cieni, a potem jeszcze na dokładkę opowiadanie Serce Kaeleer ze zbioru o tym samym tytule. Całość ponownie bardzo mi się podobała.
Po tej kuracji byłam w końcu gotowa, aby wziąć się za jakąś nową książkę. Na pierwszy ogień poszła ostatnia książka z fabrycznego stosiku (recenzja zarówno tej jak i poprzedniej zapewne dopiero we wrześniu), potem zaś Labirynt odbić Łukajenki. Aktualnie zaś czytam ostatnią część trylogii Księga Małgorzaty.
W między czasie przestałam mieć czas na cokolwiek. W ramach zmniejsza sobie ilości wolnego czasu* (z którym i tak było ostatnio krucho), zapisałam się na kurs rosyjskiego. Można powiedzieć, że zaczynam umieć przełożyć te dziwne znaczki na ludzką (co nie znaczy, że zrozumiałą) mowę, w większości bez ściągi (mam jeszcze problemy z "g", "c" i "ć" i czasem mylę miękki znak z "y"). Generalnie jest ciekawie i nawet mi się podoba, a najbardziej literka л, czyli coś pomiędzy naszym "l" a "ł", które za każdym razem z uporem maniaka staram się wymawiać, choć trochę sobie można na tym język połamać ;)
Efekt jest taki, że już nie pamiętam kiedy po pracy wróciłam do domu o 18 czy 19, średnio wychodzi mi jakaś 21, co powoduje, że zamiast iść spać o 22 (tak, kiedyś tak wcześnie chodziłam spać), chodzę spać o 24 albo i trochę później (i chyba muszę się już do tego przyzwyczaić, choć nie wiem czy zdołam).
W ramach zwiększenia swojego osłuchania z językiem zaczęłam w pracy słuchać rosyjskiego radia internetowego. Nie wiem, czy mi to pomoże, ale zawsze można mieć nadzieję ;) W związku z tym zaczęłam do pracy nosić słuchawki, co spowodowało, że wypróbowałam słuchanie audiobooka w tramwaju. Musze powiedzieć, że myślałam, że będzie gorzej, więc może się okazać, że zamiast w tramwaju czytać (co ostatnio i tak mi nie wychodziło) będę słuchać (co ma tę zaletę, że można to robić także idąc do oraz z tramwaju. Choć sądzę, że tak całkiem literek w podróży nie porzucę, no, ale pożyjemy zobaczymy...
Jeżeli ktoś** jeszcze nie nominował, to zachęcam do wzięcia udziału w nominacjach do Złotej Zakładki, czyli nagrody książkowej przyznawanej przez blogerów. Ja wysłałam maila już jakiś czas temu, nominowałam co prawda tylko dwie książki, ale aż w trzech kategoriach. Niech się organizatorzy martwią, jak mi odpisała Kalio ;)
W czwartek i piątek mam wolne i jadę na przedłużony weekend do Poznania na Polcon. Pierwszy raz będę na takim konwencie, więc nie wiem co będzie, ale mam nadzieję, że będzie fajnie :) Trzeba przyznać, że ilość punktów programu jest imponująca :) Oczywiście nie ma to jak być nieprzygotowanym do wyjazdu... wyjazd w czwartek rano (zdecydowałam się jechać pociągiem wyjeżdżającym z Łodzi o 9 i być tam na 12 ale bez przesiadki zamiast jechać osobowym do Kutna i tam się przesiadać w coś przyspieszonego), a ja dzisiaj po pracy byłam sobie kupić klapki pod prysznic, bo niestety w trakcie przeprowadzki mi takowe wcięło :( Potem była jeszcze wyprawa na pocztę i tym sposobem znów tak naprawdę byłam w domu po 20. No nic, tak już pewnie musi już być...
Reasumując. Zaległe recenzję będą. Kiedy to już całkiem inna sprawa ;) pewnie we wrześniu, a dokładniej mam taką nadzieję. Aktualne też będą, ale ich ilość zmniejszy się jeszcze bardziej. Będę z siebie dumna, jak będę wyrabiać się na 5 miesięcznie. Przy jeszcze niedawnych 15 jest to zasadniczy spadek, no, ale zawsze jest coś za coś. U mnie aktualnie spadek ilości czytanych (słuchanych) i opisywanych książek w zamian za zwiększoną aktywność towarzysko-(m.in. zaczęłam grać w RPG)-dokształcającą (wspomniany już kurs rosyjskiego).

*czyli takiego w którym mogę sobie poczytać
**z posiadających czytelniczego bloga min. od stycznia tego roku.

niedziela, 17 lipca 2011

Terry Pratchett: W północ się odzieję

Informacje ogólne
Wydawca: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 302
Wymiary: 140 x 200 mm
Cykl: Świat Dysku (tom 105)
Podcykl: Tiffany Obolała (tom 4)
Tytuł oryginału: I Shall Wear Midnight
Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa

Ocena
ocena ogólna: 4+/6
fabuła: 4/6
stopień wciągania: 4+/6
humor: 5/6
uczucie własne: 4+/6

Tiffany Obolała jest czarownicą Kredy. W związku ze swoją funkcją ma mnóstwo obowiązków, przez co lata (na miotle oczywiście) wiecznie niewyspana i częstokroć głodna. Wokół zaś zaczynają się dziać dziwne rzeczy - ludzie bardziej niż zwykle nienawidzą czarownic. Wkrótce okazuje się, że wszystkiemu winny jest widmowy mężczyzna bez oczu, którego dwa lata wcześniej niechcący przywołała Tiffany. Teraz będzie musiała się z nim rozprawić.

Do lektury tej książki podchodziłam z lekkim niepokojem. Jak pisałam w poprzedniej notce lubię Pratchett'a, ale akurat ten podcykl Świata Dysku podobał mi się najmniej, więc miałam spore wątpliwości. Z drugiej jednak strony, skoro już napisałam do wydawcy i dostałam od niego książkę, to trzeba się było w końcu za nią wziąć. Cieszę się, że udało mi się zmobilizować, bo książka jest lepsza niż sądziłam :)

Chyba za dawno nie czytałam Pratchett'a, bo zapomniałam jakie jego książki potrafią być zabawne. Właśnie humor jest tym, co ratuje w moich oczach początek tej książki, bo początek moim zdaniem nie jest zbyt wciągający. Potem coś w opowieści przeskakuje i tak mniej więcej od połowy człowiek zaczyna czytać z zapartym tchem, zastanawiając się co jeszcze autor wymyśli. I zakończenie mi się bardzo podoba. Może ja romantyczką jestem, ale mi się podoba i już. Jest wręcz takie, że z niecierpliwością będę czekać na kolejną część z tego pod cyklu.

Generalnie polecam, ale jednak po przeczytaniu poprzednich części o Tiffany, które są... cóż... będę próbować je czytać jeszcze raz w przekładzie Cholewy, może w tym wydaniu nie będą takie złe...

Książkę otrzymałam od wydawnictwa Prószyński i S-ka.

Świat Dysku i ja

Fanką Pratchett'a zaczęłam być w liceum i chyba wtedy też przeczytałam większość jego książek z serii Świata Dysku wydanych po polsku. Będąc na studiach jakiś czas kupowałam kolejne ukazujące się tomy i czytałam je na bieżąco. Potem któryś kolejny z nich tak mnie rozczarował, że przestałam kupować i zaczęłam czekać, aż pokażą się w bibliotece (mieszkałam wtedy w Warszawie, więc nie trwało to znowu tak długo), zaś rok temu kupiłam sobie czytnik ebooków i postanowiłam nie kupować już żadnych więcej książek.
W chwili obecnej przeczytałam prawie wszystkie powieści z serii Dysku, brakuje mi do kompletu tylko Maurycego i Niewidocznych Akademików. Tą drugą książkę nawet zaczęłam jakiś czas temu, ale chyba nie miałam totalnie wtedy ochoty na Pratchett'a, bo nie przebrnęłam przez nią. Faktem jest że nie należy ona jednego z mniej przeze mnie lubianego podcyklu serii.
W "Świecie dysku" można wyróżnić sześć podcykli*: o Rincewindzie, o czarownicach, o Śmierci o straży miejskiej, o Moiście von Lipwigu i o Tiffany Obolałej (jakby się człowiek uparł, to pewnie można i więcej, ale podział na te sześć jest najpopularniejszy). Moim ulubionym cyklem jest ten o straży, ja po prostu kocham Marchewę! Niestety w ostatnich książkach tej serii jest zdecydowanie więcej Vimesa niż Marchewy i choć Vimes też jest fajny, to jednak cierpię, że jest tak mało mojego ulubionego bohatera.
Drugim w kolejności lubienia podcyklem jest ten o Śmierci. Ten żywy szkielet mówiący WIELKIMI LITERAMI jest postacią genialną. Często występuje także w książkach spoza swojego podcyklu, jako postać epizodyczna.
Pozostałe podcykle lubię chyba podobnie. Najmniej chyba podoba mi się ten o Tiffany Obolałej, ale po przeczytaniu W północ się odzieję (recenzja w najbliższym czasie) uważam, że na moją ocenę mógł mieć wpływ fakt, że ja pierwsze dwie części tego cyklu czytałam w wydaniu tłumaczonym przez Dorotę Malinowską-Grupińską a nie Piotra W. Cholewę, który tłumaczył całą resztę cyklu, i który dla tego cyklu jest tłumaczem genialnym.
Jeżeli miałabym wybrać moje ulubione książki z serii Świata Dysku, to zdecydowanie najwięcej z nich będzie z cyklu o straży, można chyba wręcz powiedzieć, że wszystkie. Zaś najbardziej naj z tych naj są Straż! Straż, Zbrojnymi i Na glinianych nogach. Z pozostałych cykli najlepsze moim zdaniem są: Ciekawe czasy, Kosiarz, Mort i Równoumagicznienie, a przynajmniej tak to w tej chwili pamiętam ;) Jest dość prawdopodobne, że za jakiś czas spróbuję wrócić to niektórych części tej serii i wtedy okaże się jak odbierać je będę w kolejnym czytaniu ;)

*Istnieją pojedyncze książki z serii, które nie należą do żadnego z wymienionych podcykli

wtorek, 5 lipca 2011

Terry Goodkind: Filary świata

Informacje ogólne
Wydawca: Rebis
Rok wydania: 2002
Objętość: 508 stron, 167 tys. słów
Cykl: Miecz Prawdy (tom 7)
Tytuł oryginału: Pillars of Creation
Tłumaczenie: Lucyna Targosz

Ocena
ocena ogólna: 4/6
fabuła: 4/6
stopień wciągania: 5+/6
uczucie własne: 3/6


Jak już pisałam przy recenzji poprzednich tomów, mi w książkach Goodkinda najbardziej podobają się przygody Richarda. Pod tym względem Filary świata były dla mnie książką okropną, bo z przygód Richarda jest tam praktycznie jeden rozdział!
Zresztą jakoś tak od początku ta książka mnie denerwowała. Ja rozumiem, że ci źli chcą zrobić Richardowi krzywdę, ale żeby dobrzy też chcieli mu zrobić krzywdę w przekonaniu, że to on odpowiada za całe zło tego świata, to dla mnie już przesada. Ja wiem, to jest kwestia pomysłu na fabułę, ale mnie się ten konkretny pomysł nie podoba i nic nie jestem w stanie na to poradzić.

Kolejnym minusem Filarów świata jest postać pewnego zboczeńca (podobnego w zachowaniu do tego z Świątyni wichrów), który wymyślił sobie, że jest pępkiem świata. Ja nic nie mam do jego mani wielkości, akurat ona dla fabuły była dość istotna, ale całą resztę autor mógł sobie darować, zostając co najwyżej przy jego brutalności

Jak już sobie ponarzekałam, to przejdę teraz może do jakiegoś opisu. ;)

Filary świata opowiadają o dwójce, całkowicie pozbawionych daru, rodzeństwa Richarda. Główną bohaterką jest Jennsen, jej brat jest postacią ważną, aczkolwiek bardziej marginalną.
Jennsen przez całe swoje życie kryła się wraz z matką przed lordem Rahlem, który pragnął jej śmierci. Od kilku lat żyły spokojnie w odosobnieniu, ich spokój jednak zmąciło znalezienie prze Jennsen zmarłego żołnierza. Czyżby wysłannicy władcy D'Hary pochwycili ich trop? Wszystkie przesłanki wydają się na to wskazywać, zaś ważnym sprzymierzeńcem okazuje się spotkany przypadkiem podróżny z dalekiego południa. Czy jednak wszystkie jego słowa są prawdziwe?

W Filarach świata widzimy jak przeinaczając i zatajając fakty, można łatwo manipulować uczuciami i czynami ludzi. Jennsen daje się przekonać, że Richard jest odpowiedzialny za całe zło tego świata i ignoruje przeczące temu przesłanki. Ta jej postawa spowodowała, że po kilku rozdziałach nie wytrzymałam i przeczytałam zakończenie, a dopiero później doczytałam resztę.

Generalnie jestem tą książką mocno zawiedziona. Pomijając już pomysł, który sam w sobie mi się nie spodobał, to mam wrażenie, że fabuła miała sporo nie załatanych dziur, choć może jest to moje subiektywne odczucie. Mam nadzieję, że następne tomy, z których kolejny zamierzam zaraz zacząć czytać, zamiast denerwować będą mnie zachwycać, bo kolejnego tak słabego tomu chyba nie przetrzymam. No, ale jak chce się dalej czytać cykl, to trzeba się czasem przemęczyć.

Książkę czytałam na czytniku.

niedziela, 3 lipca 2011

Jeffery Deaver: Hak

Informacje ogólne
Wydawca: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 448
Wymiary: 140 x 200 mm
Tytuł oryginału: Edge
Tłumaczenie: Łukasz Praski

Ocena
ocena ogólna: 4+/6
fabuła: 4+/6
stopień wciągania: 4+/6
uczucie własne: 4+/6

Moim zdaniem ta książka powinna nosić tytuł „Gra”. Ulubioną rozrywką głównego bohatera - agenta Corte - są gry planszowe i w powieści jest pełno jego przemyśleń o różnego typu grach*. Książka podzielona jest na kilka części, z których każda rozgrywa się w jeden dzień. Poszczególne z nich opatrzone są mottami z instrukcji różnych gier planszowych.

Agent Corte jest „owczarkiem”, czyli osobą opracowującą i realizującą plan ochrony powierzonych agencji obiektów. Obiekt to bezosobowa nazwa dla chronionego człowieka, bo do obiektów nie wolno się przywiązywać. Należy za wszelką cenę chronić ich życie, ale nic ponadto. Owczarka i obiekt nie może nic łączyć.
Corte dostaje zadanie ochrony rodziny Kesslerów składającej się z męża policjanta, jego nastoletniej córki oraz żony zajmującej się wychowywaniem pasierbicy. W ich domu przebywa jeszcze czasowo siostra pani Kessler, która także zostaje objęta ochroną. Agent postanawia całą czwórkę umieścić w schronie (czyli bezpiecznym domu), co spotyka się z duży oporem ze strony policjanta. W końcu staje na tym, że dorośli udają się do schronu, dziewczynka zaś trafia pod opiekę przyjaciela rodziny, z całkowitym zakazem kontaktowania się z otoczeniem.
Sprawa Kesslerów jest dla Cortego sprawą szczególną. Zbieraczem, który zagraża jej członkom, jest Henry Loving, przestępca, który kilka lat wcześniej zabił mentora Coretego. Zbieracz jest złoczyńcą, który ma za zadanie wydobyć z ofiary potrzebne zleceniodawcy informację. Loving jest szczególnie zdolnym i bezwzględnym zbieraczem, który dążąc do celu doskonale potrafi wykorzystać innych ludzi. Ma talent do znajdowanie na nich doskonałych haków**.
Ze wględu na osobę zbieracza, poczynania Coretego oceniane są przez pryzmat jego chęci zemsty. Powiązani z nim ludzie podejrzewają, że bardziej zależy mu na schwytaniu Lovinga, niż na ochronie powierzonych mu obiektów. Czy tak jest naprawdę? Czy Kesslerowie są bezpieczni pod opieką tego owczarka? Czy uda się schwytać zbieracza? Na te pytania może wam odpowiedzieć tylko lektura tej książki ;)

Powieść czytało mi się dobrze. Częste odniesienia do gier nadają lekturze szczególnego kolorytu. Choć fabuła na pierwszy rzut oka nie porywa, to podział książki na kilkukartkowe rozdziały sprawia, że czyta się ją bardzo szybko. Kilkakrotnie zdarzało mi się, że przerwałam czytanie sporo później niż planowałam.

Jak na książkę sensacyjną przystało, Hak jest pełen zaskakujących zwrotów akcji, które burzą wszystkie teorie zarówno czytelnika, jak i agenta Cortego. Deaver cały czas myli tropy, obraca wszystko o sto osiemdziesiąt stopni i co rusz wpuszcza czytelnika w maliny, aby na końcu rozłożyć ręce i powiedzieć: „No, a tego to się zupełnie nie spodziewaliście.”
Dla każdego, kto tak jak ja, lubi książki, w których pełno jest zwrotów akcji i trudno jest cokolwiek przewidzieć, Hak będzie doskonałym umileniem wieczoru. Należy tyko uważać, aby ten wieczór nie przemienił się niespodziewanie w noc ;) Jako odprężającą i niewymagającą lekturę serdecznie polecam.

*nie planszowych, raczej z ogólnej teorii gier (edit 07.07.2011)
**stąd tytuł
Książkę otrzymałam od wydawnictwa Prószyński i S-ka.

sobota, 2 lipca 2011

Maite Carranza: Przekleństwo Odi

Informacje ogólne
Wydawca: Jaguar
Rok wydania: 2009
Liczba stron: 350
Wymiary: 135 x 205 mm
ISBN: 978-83-60010-79-2
Trylogia Wojna czarownic (tom 3)
Tytuł oryginału: La maldicion de Odi
Tłumaczenie: Marcin Sarna

Ocena
ocena ogólna: 4-/6
fabuła: 4-/6
stopień wciągania: 4+/6
uczucie własne: 4=/6

Przekleństwo Odi to ostatni tom trylogii Wojna czarownic. Książkę czytało mi się dobrze, ale zdecydowanie słabiej niż poprzednią część. Akcja rozpoczyna się dokładnie w momencie zakończenia poprzedniego tomu. Przekleństwo Odi z powrotem przenosi nasz w teraźniejszość, gdzie krwiorwiorzercze Odisz chcą dopaść Dianę. Zakończenie zaś definitywnie zamyka losy wybranki.

[osoby przed lekturą poprzedniej części proszone są o nie czytanie tego akapitu]
Okazuje się, że Selene myliła się co do Gunara. Dla niego zabicie wilczycy było aktem zemsty za śmierć córeczki i ukochanej. Gunar wcale nie chciał wydać ich w ręce swojej Lodowej Damy i to dążenie Selen na północ spowodowało dalsze komplikacje. Selen jest przekonana, że Gunar nadal kłamie, zaś jego celem jest dostarczenie Anaid matce. Ich córka ma co do tego odmienne zdanie.
Anaid nie bardzo wie, co powinna zrobić. Jest zafascynowana światem Odisz, chce czerpać garściami z życia, choć z drugiej strony zdaje sobie sprawę, że jest wybranką i mam w związku z tym obowiązki. Jej dążenie do odzyskania względów Rocka komplikuje i tak już skomplikowaną sytuację. W tym czasie zaś Odisch i Omar szykują się do decydującego starcia. Jak wybranka wpłynie na losy tej bitwy?

[dalej już dla wszystkich]
Książkę czytało mi się dobrze, niestety tylko dobrze. Nie spisuję autorki na straty, ale mocno bym się zastanawiała przed sięgnięciem po kolejną jej książkę. Bo o ile przygody Selene pasjonowały, to perypetię jej córki powodują co najwyżej zadziwienie i ciekawość co też ona jeszcze wymyśli i zrobi nie tak. Polecam bardzo umiarkowanie.

Książkę czytałam na czytniku.

czwartek, 30 czerwca 2011

Podsumowanie czerwca 2011

W czerwcu opisałam sześć książek. Z czego jedna była audiobookiem pozostałe zaś to książki recenzenckie. Można więc powiedzieć, że było to bardzo recenzencki miesiąc ;) Jednak książką miesiąca zostaje właśnie rodzynek, czyli Której imię wymazano, choć Green był nie dużo w tyle.

Czerwiec okazał się bardzo skąpy w recenzje. Nie dosyć, że w sumie mało przeczytałam (dziesięć książek jeżeli się oprzeć na datach ocenienia w biblionetce), to na dokładkę miałam utrudniony dostęp do komputera (mówię tu oczywiście o dostępie prywatnym). A wszystko to przez remont. Tak remont, bynajmniej nie przez oczy, bo wychodzi na to, że oczy mnie bolały także przez remont...
Kiedy po skończeniu leczenia kropelkami i cackania się z nimi przez cały czas, okazało się, że wszystko zaczyna się od początku, uciekłam z domu. Można powiedzieć, że dosłownie ;) bo decyzję podjęłam w ciągu 15 minut po upewnieniu się, że ciocia przyjmie mnie do siebie na czas remontu. I tym sposobem od dwóch tygodni z małych hakiem mieszkam u cioci, gdzie niestety nie mam ani komputera ani netu :(
Utrudniło mi to także wysłanie zakładek, bo początkowo wogóle ich z domu zapomniałam, potem zaś miałam problemy z ustaleniem która gdzie mam wysłać. Tak więc przepraszam, ale jeszcze ich nie wysłałam. Najpóźniej zrobię to w przyszłym tygodniu.

wtorek, 28 czerwca 2011

Jennifer Estep: Ukąszenie pająka

Informacje ogólne
Wydawca: Dwójka bez sternika
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 320
Wymiary: 205 x 135 mm
Cykl: Pająk (tom 1)
Tytuł oryginału: Spider's Bite
Tłumaczenie: Ewa Spirydowicz

Ocena
ocena ogólna: 5-/6
fabuła: 4+/6
stopień wciągania: 5/6
uczucie własne: 5/6

Kiedy pani Joanna z wydawnictwa Dwójka bez sternika zaproponowała mi recenzję tej książki, w pierwszym odruchu chciałam odmówić. Nie wiem dlaczego sądziłam, że jest to romans paranormalny, do którego ostatnio jakoś mnie nie ciągnie. Kiedy jednak dowiedziałam się, że Ukąszenie pająka jest kryminałem umieszczonym w magicznym świecie, postanowiłam zapoznać się z tą książką.

Ukąszenie pająka bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło. Po około 100 stronach powieść tak mnie wciągnęła, że nie oderwałam się od niej do samego końca. Co gorsza zakończenie jest taki, że człowiek od razu chciałby sięgnąć po kolejny tom, co niestety jest niewykonalne, bo premiera Ukąszenia pająka jest dopiero jutro, więc na następną część przyjdzie mi zapewne kilka miesięcy poczekać :(

Ukąszenie pająka to kryminalne urban fantasy osadzone w świecie, w którym obok siebie żyją ludzie, krasnoludy, olbrzymy i wampiry. Przedstawiciel każdej z ras może władać magią żywiołów (ogień, powietrze, kamień, lód) lub jedną z magii pochodnych. Krasnoludy i wampiry są długowieczne, te ostatnie (jak na uczciwe wampiry przystało) żywią się krwią. Znaczną ich część mocno kręci seks, dlatego tez większość prostytutek to wampirki.
Cała akcja powieści dzieje się w mieście Ashland, które jest trzymane w garści przez Mab Monroe. Mab posiada silna magię ognia i oficjalnie jest bogatą przedsiębiorczynią. W rzeczywistości jest bezwzględną przestępczynią, która nie brzydzi się ubrudzić swoich rąk. Mab pozostaje jednak bezkarna, bo zarówno policja, jak miejscy urzędnicy, siedzą jej w kieszeni.
Główna bohaterka książki jest Gin – płatna zabójczyni władająca silną magia kamienia i szczątkową lodu. Mimo jej zawodu, Gin jest postacią pozytywną i łatwo daje się polubić. To ona jest tytułowym Pająkiem, tak właśnie brzmi jej zawodowe przezwisko. Jak zwierze od którego wzięła przydomek jest cierpliwa i potrafi uważnie tkać swoja sieć, a potem spokojnie czekać na ofiarę.
Gin, mimo swej profesji, wyznaje swoisty kodeks honorowy: nie zabija dzieci ani zwierząt, nie torturuje, uśmierca szybko zadając ofierze jak najmniej bólu. Czasem wykonuje także zlecenia charytatywne, jeżeli cel zrobi coś naprawdę ohydnego.
W ciągu dnia Pająk przeobraża się w kucharkę. Bo o ile zabijanie to jej sposób zarabiania na życie, to gotowanie jest jej pasją. W książce mamy nawet jeden przepis, który tak mnie zaciekawił, że postanowiłam go wykorzystać, jak tylko uda mi się znaleźć dynię w puszce albo chociaż jakiś mus z tego warzywa.

Gin jest osobą skrzywdzoną przez los. W dzieciństwie, w tragicznych okolicznościach, straciła matkę i dwie siostry. Jej pośrednik, były płatny zabójca, przygarną ją z ulicy i wychował jak córkę. Dziewczyna do tej pory nie może sobie poradzić z przeżytą traumą i wielokrotnie koszmar wraca do niej w snach. Pająk chętnie by się zemścił na sprawcy swego nieszczęścia, niestety jednak nie wie, kim on jest.
Ta książka nie jest jednak o poszukiwaniu sprawcy zbrodni z przeszłości. Osią fabuły jest zemsta na zleceniodawcy Pająka, który oszukał ją w tragiczny dla niej sposób. Do sprawy włącza się jedyny uczciwy policjant w mieście, który pała żądzą zemsty na Gin za to, że ta zabiła jego partnera. Z każdym krokiem sprawy gmatwają się bardziej i trudno przewidzieć jak to wszystko się skończy. I choć finał jest miły czytelnikowi, to na koniec autorka dokłada fragment, po którym chciałoby się już i natychmiast sięgnąć po następną część, tylko niestety książki brak :(

Ukąszenie pająka czytało mi się bardzo dobrze. Książka jest wciągająca i oparta na ciekawej intrydze. Wprowadzenie w magię świata jest umiejętnie wplecione w fabułę i nie powoduje niepotrzebnych przestojów. Książka jest warta polecenia każdemu, kto lubi kryminał z magicznym tłem lub urban fantasy.

Książkę otrzymałam od wydawnictwa Dwójka bez sternika.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...